dusza

Wstydzę się

18 marca 2015

Przyczyną wielu trudności w moim życiu była i jest nieśmiałość. Śmiałe stwierdzenie, prawda? Cóż, jestem bardzo śmiała, gdy mówię lub piszę. Czasem jest to wręcz zarzut wobec mnie: – Mówisz to z przesadną śmiałością! – słyszę co jakiś czas od kogoś, kto się odważy.

Swoje opinie wyrażam bardzo wyraźnie. Im bardziej chodzi o coś innego, niż o nie same, tym bardziej są jednoznaczne. Często okazują się rykiem podświadomości, która chce uciec.

A jednak jestem nieśmiała. Wstydzę się witać i żegnać. Lubię przemykać w tle; chować się w niepozornej, nieruchomej postaci, wpatrzonej w coś przed nią. Lubię być sama, ewentualnie z Bogiem, książką, słuchowiskiem w uszach.

Scena albo nic

Lubię ciemność teatralnej widowni. Gdyby tylko nie przerywała jej przerwa, w której ktoś chce wyjść, trzeba wstać, przepuścić, lampy świecą, wypada wyjść, stać, czekać, głupio wpatrywać się w plakat spektaklu, na który i tak się nie pójdzie. Gdyby nie to, teatralna widownia byłaby zbawienną, bezpieczną przystanią.

Właśnie dlatego, że tak nie jest, scena onieśmiela mnie mniej od widowni. Na scenie nie muszę konfrontować się z nieznajomymi twarzą w twarz, na scenie zawsze mam uzasadnienie i usprawiedliwienie swojej obecności.

Po co bycie na widowni? Czy jestem na niej potrzebna? Komu? – Z jakiej choinki urwała się tu ta dziewczynka? – pyta złośliwie Freud. Na scenie za to być powinnam, na scenie staję się przyczyną i walorem. Na scenie mam wartość. Przerwa po zejściu a przed ponownym wejściem na scenę jest przerwą pełną sensu. Przerwa w siedzeniu na widowni skupia sens na sytuacji w której jestem, pozbawia go jednak mnie samą.

photo-olivia-henry-n-21

Do końca przerwy

Wstydzę się bardzo często, praktycznie za każdym razem, kiedy wybija gong oznajmiający przerwę w spektaklu. Zapalam się wtedy rumieńcem, przepuszczam strumień opuszczających lożę tłumów, w końcu, mając nadzieję, że pomoże mi to zachować twarz, wstaję i wychodzę na korytarz. Przez kilka minut marzę o powrocie lub o znajomej twarzy, dzięki której zajmę swoje mięśnie sensem. Do końca przerwy.

Na lęk widza przed przerwami lekarstwem jest scena. Aktor czy muzyk na widowni – w przeciwieństwie do zwykłego „widza” – ma uzasadnienie. Jest aby porównać, przemyśleć, odnaleźć się. I wszyscy podejrzewają, że on właśnie po to, dlatego, z tym. Wydaje mi się, że w tym tkwi klucz do ludzi nieśmiałych w podobny do mnie sposób. Szukamy uzasadnienia, aby móc się odważać. Aby pozwalać sobie na właściwe, autentyczne bycie bez póz i bez unieruchomień.

Zobacz inne wpisy

10 komentarzy

  • Reply Marta 22 sierpnia 2015 at 20:55

    Czasami wstydze sie, ze sie wstydze.

  • Reply Iza 20 marca 2015 at 08:54

    Jolu, gra nam w sercu bardzo podobna melodia ;)

  • Reply Emma 19 marca 2015 at 15:32

    mam tak samo jak Ty ;) to się nazywa introwertyzm (nie nieśmiałość) i tego się nie leczy, tak już jest, i jest fajnie :)

  • Reply raf 18 marca 2015 at 23:04

    wspaniały tekst. od razu skojarzył mi się z tą piosenką: https://www.youtube.com/watch?v=ddtEDOIIpYg

  • Reply D'oro 18 marca 2015 at 22:23

    piękne dziejsze pomyślanie

  • Napisz coś od siebie

    Zapisz się na mój newsletter!

    autoresponder system powered by FreshMail