dusza

Najsmutniejszy grudzień w moim życiu

22 grudnia 2014

Swoje najsmutniejsze Święta przeżyłam dwa lata temu. Byłam załamana. Nie miałam się o co oprzeć. Po wielu ciężkich latach przygnieciono mnie do ziemi. Właściwie mogłam nie mieć po co wstawać.

Dziś wracam do tamtej zimy z wielkim przejęciem. Wciąż wzruszają mnie wspomnienia z tego czasu. Jak to, kiedy Pan Bóg pogłaskał mnie po policzku i dał do ręki czekoladę.

Pamiętam, że nie potrafiłam przestać płakać. Żaden racjonalny argument mi nie pomagał. Czasami ludzie, których kochamy, odchodzą. Z różnych powodów. Często zwyczajnie taka jest kolej rzeczy.

Moja pustynia, mój piach

Wszystko stało się w grudniu, moim ulubionym miesiącu cynamonu, pieczonych jabłek i grzanego wina. Wtedy właśnie stałam się wielką, pustą, ryczącą z bólu dziurą. Pamiętam, że byłam odcięta od świata. Kilkanaście dni spędziłam sama w pokoju. Nie miałam z nikim kontaktu, nie miałam też pieniędzy na zrobienie czegokolwiek, co odciągnęłoby mnie od tego, co się stało.

Wiedziałam, że nie jestem sama, ale moje wnętrzności nie chciały w to uwierzyć. Nie byłam w stanie jeść, chodzić, ani mówić. Potrafiłam tylko płakać.

Dotykanie jest dobre

Zegar przekonywał, że czas płynie dalej, ale dla mnie nie było godzin, dni, ani tygodni. Leżałam na mokrej poduszce, słuchając rekolekcji adwentowych (domyślacie się  czyich). Miałam żal do całego świata, który nie sprostał moim oczekiwaniom. Przecież zaledwie kilka miesięcy wcześniej skończył się inny koszmar, zaraz czekały mnie trudne przejścia… Dlaczego akurat teraz?

Nie miałam już pomysłu ani sił na cokolwiek. Nie mogłam do nikogo zadzwonić, zresztą nie chciałam nikomu psuć Świąt. Czasem resztkami sił udawało mi się wejść do tramwaju. Pamiętam, że pewnego razu modliłam się w kościele o dotyk. O to, aby Bóg mnie przytulił, aby mnie pogłaskał. Niesamowicie tego potrzebowałam. Potrzebowałam czyjejś życzliwości, akceptacji i ciepła.

Ksiądz ogłosił wtedy, że po Mszy Świętej księża będą błogosławić każdego, kto podejdzie. Błogosławieństwo polegało na położeni ręki na głowie i krótkiej modlitwie.

Czekolada za ostatnie cztery złote

Może się to wydawać śmieszne, ale dla mnie w tamtym momencie znaczyło to bardzo, bardzo dużo. Kiedy pozostają już tylko łzy i uczucie wyrwanego wraz z resztą wnętrzności serca, najdelikatniejszy przejaw ciepła ma wagę złota.

W drodze powrotnej kupiłam czekoladę. Na karcie miałam ostatnie 4 zł  i stwierdziłam, że to najlepsza inwestycja.

Wróciłam do swojego pokoju w pokoju.

Otworzyłam marcepanową czekoladę i kolejny odcinek rekolekcji.

Przeżyłam. Było ciężko. Pamiętam tylko wyrywkowe sytuacje i ogromne cierpienie. Pamiętam wieczory i poranki zasłuchane w Słowo Boże. Pamiętam liczne notatki, samotność, otchłań i strumienie łez, wybuchające w najmniej odpowiednich momentach.

W styczniu wstałam z łóżka i położyłam się na inne. W lecie założyłam tego bloga.

Jedno jest pewne, nie ma takiej tragedii, która nie miałaby sensu. Nie ma takich trudności, które nie miałyby sensu. Warto przeżyć je od A do Z. W skupieniu. Warto przeżyć je z Panem Bogiem i oddać Mu każdą niemoc.

On chwyci za rękę. Wskrzesi. Narodzi się i pomoże narodzić się Tobie.

Chciałam Wam życzyć prawdziwych narodzin Pana Boga w Waszym życiu. Nie tylko w czasie Mszy Świętej, nie tylko przy spowiedzi, ale też w fotelu, łóżku, w filiżance gorącej czekolady ze śmietaną i w cieście marchewkowym.

Życzę Wam, żebyście zakochali się w Nim i w Nim właśnie roztopili wszystkie swoje trudności, bariery, sztywności… Dzięki Niemu każdy sopel lodu może stać się najlepszym grzańcem, jaki w życiu piliście :) Pamiętajcie o tym. Ja też będę starała się pamiętać.

Dziękuję Wam za maile, postaram się odpisać wszystkim jeszcze przed Świętami.

Uściski! :)

Jola

Zobacz inne wpisy

19 komentarzy

  • Reply Jaśmina 21 grudnia 2016 at 22:27

    Dzięki za udostępnienie na facebooku. Może nie jestem w tym najgorszym stanie, ale czuję, jak od dobrych paru miesięcy ciągną się za mną scrooge’owe łańcuchy, do których sama ostatnio dodałam kilka ogniw. Mam nadziejeę, że uda mi się je zrzucić do niedzieli!

    • Reply Jaśmina 21 grudnia 2016 at 22:28

      Oczywiście, nie udaję, że SAMA tu cokolwiek zdziałam. Pewnie rozwiązanie nie przyjdzie tak szybko, ale zawsze jest Ktoś, kto mi pomoże je ciągnąć :)

  • Reply Kasia 20 grudnia 2016 at 22:14

    Dziękuję za osobisty i piękny tekst.

  • Reply C.H. 20 grudnia 2016 at 21:05

    Nie każdego podnosi. Nie każdego przytula. Nie każdego pociesza. I nie każdego wskrzesza. Jeśli wierzysz w to, że On NAPRAWDĘ Jest, że słucha ludzi, to pomódl się za tych, którzy w tym momencie chcą, by ich ciało już umarło, tak, jak umarło wcześniej wnętrze.

  • Reply maybemay 20 grudnia 2016 at 21:00

    piękny tekst, dziękuję!

  • Reply Asia 7 stycznia 2015 at 09:01

    Dziękuję.

  • Reply Jola 29 grudnia 2014 at 09:30

    bardzo dziekuję, piękne i bardzo pokrzepiające

  • Reply monika 26 grudnia 2014 at 09:24

    Dziekuje za te slowa.

  • Reply Point 25 grudnia 2014 at 10:13

    Grudzień jest czasem magicznym, ale też zdarza się być momentem dla nas negatywnym. Niby wszystko zależy od nas, aczkolwiek nie zawsze się to sprawdza.

  • Reply Just 24 grudnia 2014 at 21:22

    Dzięki za słowa

  • Reply Jurek 23 grudnia 2014 at 11:53

    Ja miałem podobny 6 lat temu – przy stole brakowało babci, taty. Było ciężko, ale Słowa dodawały otuchy.
    Niech Cię Pan w te święta błogosławi i strzeże. Niech każdego dnia rodzi się w Twoim sercu na nowo.

  • Reply margaritum 23 grudnia 2014 at 11:10

    Chyba w tym świątecznym czasie zarówno radość, jak i smutek przeżywa się szczególnie mocno…
    To poruszające, co napisałaś. Ale wierzę, że takie doświadczenia, przeżywane z Chrystusem dają wewnętrzną moc.
    Życzę wielu dobrych dotyków, przytleń i ciepła, nie tylko w Święta :)

  • Reply Anett 22 grudnia 2014 at 23:35

    Jolu, dziękuję Ci za szczerość i taką otwartość. ja chyba cos podobnego teraz przezywam.
    Dobrze, że jestes.

  • Reply Agnieszka 22 grudnia 2014 at 23:29

    Myślałam, że to opis mojego grudnia 2014. Czekam na swój happy end. Dziękuję za ten wpis, dał mi na nowo nadzieję.
    P.S. Jestem czekoladoholiczką.

  • Reply Gosia 22 grudnia 2014 at 22:39

    Bardzo Ci dziękuję za tak osobisty wpis na blogu, wzruszyłam się i jestem Ci bardzo wdzięczna.

  • Reply s.m.Małgorzata 22 grudnia 2014 at 22:32

    Pokój i dobro ;) Moc w słabości się doskonali a wtedy gdy jej doświadczamy On pokazuje nam co znaczy UFAĆ i Kochać

  • Reply Ela 22 grudnia 2014 at 21:50

    Jola! Ale ja miałam identyczny grudzień dwa lata temu, dokładnie tak jak to opisałaś!!! „Pamiętam tylko wyrywkowe sytuacje i ogromne cierpienie. Pamiętam wieczory i poranki zasłuchane w Słowo Boże. Pamiętam liczne notatki, samotność, otchłań i strumienie łez, wybuchające w najmniej odpowiednich momentach. Przeżyłam to.” Ja prawie nic nie pamiętam z tamtego półrocza. W styczniu wyprowadziłam się z domu, na inne łóżko, do innego miasta, znalazłam tam pracę, a potem jakoś poszło, sama nie wiem jak, słuchałam m.in. o. Szustaka na okrągło, wracałam z pracy, i na około w słuchawkach, i w drodze do pracy też, Kiedy widzę, twój uśmiech, to myślę, że już „trochę” lepiej ;) Tulę Cię tak mocno, nawet nie wiesz jak bardzo! <3333333

    • Reply Jola Szymańska 22 grudnia 2014 at 22:33

      Elu bardzo Ci dziękuję ;) Widzisz sama… jacy wszyscy jesteśmy do siebie jednak podobni :)

    • Reply Monia 20 grudnia 2016 at 21:28

      Mi się nie zdarzyło to w grudniu, ale trwało od sierpnia i teraz w Adwencie szczęśliwie chyba się kończy powoli. Było ze mną dokładnie tak samo! Jeszcze czasem trochę jest! ale dzięki tam wpisom czuję,że nie jestem jedyna i wszystko w swoim zyciu dam rade ułożyć, z pomocą Boga oczywiście. :-)

    Napisz coś od siebie

    Zapisz się na mój newsletter!

    autoresponder system powered by FreshMail