kultura

Świeżość i widły

9 lipca 2015

Zwlekałam z lekturą. Zostawiłam Sońkę na deser. Sto dziewięćdziesiąt kilka stron literatury nowej, modnej i nagradzanej. W sam raz na dwadzieścia minut tramwajem do pracy i dwadzieścia w inną stronę.

To jedna z książek, o której pisali już wszyscy. Dziennikarze, blogerzy, fejsowicze, matki, rodziny patchworkowe, nawet nastolatki. Nie pisałam ja. Przecież ja piszę o Bogu. Nie wypada mi pisać o książce pana w najpiękniej niemęskiej bluzie w łososiowe kropki, jaką w życiu widziałam.

No to piszę

Jeżeli miałabym nazwać swoje karpowiczowskie wrażenia, miotałabym się między świeżością stylistycznych rozwiązań i bezczelnie szczerymi wtrąceniami, a skręceniem wnętrzności i krzykiem. Takim w środku. Takim najgorszym.

Bo krzyczałam za Sońkę. Za jej spokój, akceptację, ciche poddawanie się sile, bynajmniej nie Bożej.

Przewracałam posklejane, słone kartki zdrętwiałymi palcami, kiedy niemieccy studenci, jadąc ze mną ramię w ramie po europejskim city, używali słów z umlautami. Tutaj romans z zaodrzańskim elementem może mieć skutek z zasady wyłącznie nobilitujący ale w rękach książka, a w książce Sońka, która pokochała Niemca. Sońka, której kilka nieczystych, niemieckich wspomnień było jedyną radością; której cała, obrzydliwie przerażająca reszta była dniem jak co dzień.

Życie i twórczość

Jej życie trwało krótko. Zaczęło się, kiedy zobaczyła Joachima, kończyło się mozolnie do chwili, w której powalił ją jego nadziany na widły korpus.

Kiedy dusza Sońki umarła, na ziemi zostało tylko brudne ciało w podartej, kwiecistej sukience, a jej ojciec zauważył w niej córkę. Dotąd dziewczyna służyła mu do różnych, niewskazujących na to celów.

Ignacy Igor

Cedząca białoruskie słowa kobieta od kilkudziesięciu lat jest ciałem, które oporządza, łazi i marzy o paru czekoladkach w metalowym sercu. Aż wreszcie gryzie je porcelanowymi zębami i umiera.

Całość spisuje gość, dla którego to artystyczna gratka. Inspiracja dla kiczowatego spektaklu. Szansa na pochlebne recenzje. Znienacka ociera się jednak o własną tożsamość, której blisko do podkarpackiej ceraty. Mimo, że z ajpadem w ręku żadna przeszłość nie straszna, Igor przypomina sobie, że miał kiedyś wsiowy akcent i wsiowe imię.

Jabłkowe kończenie

Skończyłam w autobusie. Obok dosiadł się klnący pod nosem alkoholik. Autobus podjechał pod mój blok, wzrok zatrzymał się na ostatniej sońkowej kropce. Wysiadłam. W Biedronce kupiłam kiełbasę, ziemniaki i jabłkowe piwo.

*

Kącik literacki uważam za otwarty.

Zobacz inne wpisy

8 komentarzy

  • Reply eulalia 2 października 2015 at 14:19

    „Sońka” jest eteryczna jak mało która inna lektura. Dla mnie wyjątkowa, bo czytana w trakcie miesięcznej, przedślubnej rozłąki z narzeczonym.

    • Reply Jola Szymańska 5 listopada 2015 at 21:07

      Rety, no to miałaś czas wzmocniony emocjami :)
      Eteryczna i wstrząsająca. Słowem, skrajna :)

  • Reply gosiakwieteska 21 lipca 2015 at 17:20

    genialny wpis. pobiegłam do kluboksięgarni, kupiłam pyszną kawę i Sońkę. zasiadam i czytam!

  • Reply Bogna 14 lipca 2015 at 20:54

    to ja już nie wiem:) czytać tę Sońkę, czy nie czytać?

    • Reply Jola Szymańska 14 lipca 2015 at 21:11

      CZYTAĆ i mieć pod ręką kubek z ziółkami na emocje :)

  • Reply Ania 14 lipca 2015 at 20:06

    Super! Kąciki literackie to jest to co Tygryski lubią najbardziej. :) U mnie ostatnio „Beksińscy”.
    Pozdrawiam

    P.S.: Czyżby ta otwartość na inne tematy niż dusza po sobotnim spotkaniu?;)

    • Reply Jola Szymańska 14 lipca 2015 at 20:16

      Mam nadzieję, że to wciąż dusza, ale rzeczywiście sobota dodała otuchy :)
      Beksińscy – tak bardzo inspirująco!

    Napisz coś od siebie

    Zapisz się na mój newsletter!

    autoresponder system powered by FreshMail