dusza

Projekt przyszłość

1 sierpnia 2015

Granatowa, za duża kurtka. Luzem puszczone włosy. Uśmiech skierowany w aparat, w ramionach dziecko, pod ręką drugie. 25 lat temu tak wyglądały dwudziestopięciolatki.

Ja na zdjęciach robię głupie miny albo delikatnie się uśmiecham. Na ramieniu mam torebkę, pod ręką książkę albo obwarzanka. Wydaje mi się, że wszystko jest w porządku. Do czasu, kiedy widzę zdjęcie dwudziestopięciolatki sprzed 25 lat. Czuję się wtedy jak napędzana mechanizmem zabawka. Studia, praca, stabilizacja. Muszę coś spłacić, coś odreagować, z czymś sobie poradzić. Komuś zaufać.

Dwadzieścia pięć. Zaczynam liczyć: rok, dwa, sześć. Tyle powinno starczyć. Do tego czasu wszystko się wyprostuje, Bóg wręczy mi perłowozłote pudełko i zaczną się rodzinne pikniki. Póki co muszę się skupić na wyrównaniu kilku rachunków.

Parentingowe abstrakcje

Czasem trochę mi smutno. Zawsze marzyłam o małej łapce, która ciągnie mnie do huśtawki, a jakoś nigdy o nowym telefonie, choć to ten pomysł ma dziś ręce i nogi. W pewnym momencie bycie żoną i mamą przestaje kojarzyć się wyłącznie z blogami parentingowymi. Zaczyna być Twoim powołaniem. Nagle przestajesz się bać, zaczynasz odnajdywać się w sytuacjach dotąd dla Ciebie abstrakcyjnych. Chcesz być dla kogoś, z kimś. Kolejny kurs angielskiego okazuje się tylko drobnym dodatkiem. Chcesz konfrontacji z własnym ciałem i z drugim człowiekiem. Chcesz spotkań, które uczą miłości. Chcesz jej, chociaż masz już świadomość, że miłość boli.

Ból wyzwala, ale aby przeżyć go w relacji, warto poznać samego siebie. Marzę o rodzinie, a mam problem ze zrobieniem sobie śniadania. Wciąż uczę się kim jestem i czego potrzebuję. Chcę wierzyć, że miłość jest prosta, że wystarczy chcieć. Gdzieś z tyłu głowy rodzi się jednak niepokój. Żeby cieszyć się z porannej kawy i domowych rozmów nie tylko jutro, ale też za kolejne 25 lat, trzeba czegoś więcej niż dobrych chęci.

Tylko nie Mozart

Mam dobrą pracę, wykształcenie, satysfakcję. Za moment kupię nowego smartfona, którym wygodnie robi się selfie. Mam 25 lat i uczę się słuchać, ufać, kochać. Czy to późno? Może i tak, ale nie mogę ciągle sugerować się tym, jak powinno wyglądać moje życie. Jest inne, niż sobie wymyśliłam ale nie tracę nadziei, że w tym przypadku „inne” znaczy „lepsze”.

Wszyscy chcemy być klasycznie piękni, mieć klasycznie szczęśliwe życie i klasyczny dom z Rembrandtem w salonie. Planujemy zaraz po studiach wziąć ślub, przed trzydziestką urodzić pierwsze dziecko, w ciąży słuchać Mozarta. A przecież każdy z nas jest inny, w innym tempie dojrzewa, z czym innym się mierzy, co innego go czeka. Bóg nie dał nam harmonogramu na życie.

Przynajmniej tak staram się sobie to wszystko tłumaczyć, oglądając stare zdjęcia.

Zobacz inne wpisy

13 komentarzy

  • Reply Ad 15 grudnia 2015 at 23:15

    Cierpię z powodu braku przecinków przed „ale” i błagam o uważność w temacie.

    Ślub wzięłam w wieku 22 lat. Dziecko urodziłam mając 26. Nie mam ani dobrej pracy, ani stabilizacji. No cóż.
    Dojrzewać do dziecka można bardzo długo i nigdy się nie dojrzeje. Nigdy nie ma dobrego czasu na dziecko. Ale zapewne można go sobie trochę dać – grunt, żeby niegotowością nie tłumaczyć umiłowania do wygody.

  • Reply mewa 28 sierpnia 2015 at 07:37

    Niby wszystko brzmi w artykule fajnie… ale jest cos co jednak nie daje mi spokoju. Stwierdzenie ze Bóg nie dał nam charmonogramu na życie… stwierdzenie brzmi tak jakby sugerowalo ze Bog nie dal nam wskazowek na zycie. A dal. I takie wlasnie teksty sa dla mnie zniechecajace i obawiam sie w ilu zamiast wzmocnic wiare raczej ja oslabi.

  • Reply Po Prostu Ja 23 sierpnia 2015 at 16:19

    Ja z kolei nie chcę, nie planuję, nigdy nie czułam potrzeby, aby mieć dzieci. Rzecz jasna nigdy nie miałam nic do kobiet, które chcą je posiadać, za to często z ich strony spotykam się z niezrozumiałym dla mnie zdumieniem, wręcz przerażeniem, gdy tylko wyjawię im swoje plany. Jeszcze okropniejsze są próby „nawrócenia” mnie na „jedyny słuszny” styl życia z gromadką dzieci u boku. A przecież ja nie wtrącam się do ich życia, nie mówię jak mają żyć…

  • Reply tim 23 sierpnia 2015 at 03:07

    O sobie mogę powiedzieć : dzięki Bogu za to że mnie mocno skruszył i złamał czyli oczyścił z egoizmu zanim mi podarował najwspanialszego męża którego dla mnie mógł wybrać! To dało mi poczucie kruchości i przemijalności życia tak bardzo potrzebne do Umiłowania drugiego, do doceniania obecności Boga, oraz do powiedzenia TAK, niech będzie wola Twoja i niech urodzi się dziecko ku Twojej większej chwale i ku naszej przeogromnej radości bo to nie tylko dziecko : to Bog sam przytula nas poprzez nasze dzieci a i pewnie dodatkowo doświadcza w cierpliwości i ku większej pokorze i miłości

  • Reply Anna 4 sierpnia 2015 at 16:19

    Mądry tekst.

    To prawda – tylko Bóg zna czas. Ja się dziwiłam od gimnazjum, że wszyscy wchodzą w jakieś związki, na studiach koleżanki miały narzeczonych… a co ze mną?

    Ale ja miałam i mam swój własny czas, mam wiele zaoszczędzonych zranień i wiele czasu przed sobą na zrealizowanie tego, o czym tak bardzo marzyłam.

  • Reply Jagna 4 sierpnia 2015 at 10:45

    Kiedy patrzę wstecz, to śmieję się z moich planów. Według nich, powinnam mieć już dziecko. Nie mam nawet perspektywy. Nie chcę już spłacać rachunków, prostować pewnych spraw, uczyć się być dobrą żoną i mamą będąc samotna. Chcę zacząć, zrobić ten pierwszy krok. Ale sama go nie zrobię.

  • Reply Błażej 4 sierpnia 2015 at 01:19

    W temacie oczekiwania na relacje oblubieńczą z całego serca polecam tę książkę:
    https://wdrodze.pl/opis,881,Poszukiwana__poszukiwany__Poradnik_dla_singli.html

    Lektura tej książki (i wcielanie jej zawartości w życie) pozwoliło mi istotnie przyśpieszyć mój rozwój i dojrzewanie w kwestiach relacji damsko-męskich. Autor (chrześcijan) dość negatywnie podchodzi do opinii, że nie musimy się starać o żonę/męża, a jedynie czekać, aż Bóg wszystko poukłada.

  • Reply Radosław 1 sierpnia 2015 at 22:29

    PIĘKNE SŁOWA ja też jestem samotny i mam 33 lata tak BÓG MAP NIE ROZDAJE I NIEWIEMY DOKĄD IŚĆ LECZ PEWNE JEST JEDNO ZASKAKUJE NAS LECZ WSZYSTKO TO ROBI W SWOIM CZASIE JEZU UFAM TOBIE :)

  • Reply Agata 1 sierpnia 2015 at 19:09

    A ja mam za 5 mies 39 lat. Samotnie wciaz zaczynam od nowa. Jak duze ma czlowiek poklady nadziei w sobie? Coraz mniej rozumiem. Tylko ufac moge. Czasem to takie trudne…

  • Reply Mańka 1 sierpnia 2015 at 17:26

    Pod koniec roku skończę 33 lata. Tak, Jezus w tym wieku oddał za mnie życie ;) Ja nie mam dla kogo życia oddawać, tzn. mam ale nie mam. Brak Drugiej Osoby przy boku i widocznego znaku tej miłości na naszych rękach. Pięknie to ujęłaś, jednak zobacz – są starsze od Ciebie dziewczyny, które też są w tej samej sytuacji. I ja też mając 24-25 lat myślałam i marzyłam, że przed 30tką będę miała rodzinę, ciekawą pracę i spełnione marzenia dotyczące tematu szeroko rozumianej Rodziny i Małżeństwa. Cóż… Nie chcę się tu zasłaniać hasłami w stylu „inni mają gorzej”, bo mój ból jest moim bólem i to naturalne, że to mnie dotyka najbardziej i jest dla mnie krzyżem. „Siedź samotnie i w milczeniu/Lamentacja” w wykonaniu 2Tm2,3 – gdy usłyszałam, zrozumiałam jak Bóg na to patrzy. On jest w tym ze mną, zdecydowanie. Posłuchaj tego ;)

  • Reply Martyna 1 sierpnia 2015 at 16:29

    Świetny post, prawdziwe słowa i podobne rozmyślania. Jest w tym wszystkim strach, że będzie ciężko, ale też nadzieja, że ON pomaga zawsze i prowadzi.
    Pożyjemy, zobaczymy ;)

  • Reply Asia 1 sierpnia 2015 at 16:09

    Jestem rok młodsza i mam podobnie…Idealnie to ujęłaś.Dobrze przeczytać, że inni też tak mają,to podnosi na duchu

  • Napisz coś od siebie

    Zapisz się na mój newsletter!

    autoresponder system powered by FreshMail