dusza natura

Okazało się, że jestem sierotą

10 grudnia 2014

Moi rodzice rozwiedli się, gdy miałam 11 lat. Pisałam już o tym, ale po lekturze artykułu Joanny Bątkiewicz-Brożek Sieroty rozwodu, który ukazał się w ostatnim Gościu Niedzielnym, muszę odezwać się jeszcze raz. Dzięki takim opiniom wiele razy byłam traktowana jako gorsze dziecko. Mimo, że w domu dostawałam więcej ciepła i miłości niż nie jedna koleżanka czy kolega.

Trzynaście lat temu mama uciekła ze mną i braćmi od taty, który nie radził sobie ze swoimi emocjami. Mama bardzo dużo z nami rozmawiała, nigdy nie powiedziała złego słowa o tacie, nigdy nie blokowała nam kontaktu z nim. Sami w pewnym momencie nie mieliśmy sił psychicznych na spotkania z ojcem.

Dziś każdy z nas studiuje prestiżowe kierunki na najlepszych polskich uczelniach. Nie mamy problemów z przyjaźniami i okazywaniem uczuć. Przyjaźnimy się. Jestem spokojna, spełniona, świadoma siebie i swoich emocji. Mimo to regularnie dowiaduję się, że jako dziecko rozwiedzionych jestem niestabilną emocjonalnie, podatną na depresję, alkoholizm i prostytucję sierotą.

Autorka artykułu pisze, że:

nie trzeba być psychologiem, żeby zauważyć, że dzieci, których rodzice się rozstają, tracą grunt pod nogami. I obwiniają siebie za rozwód. A konsekwencje tego są drastyczne. Siostra Anna Bałchan, która pracuje na co dzień z kobietami ulicy, twierdzi, że wiele z nich rzuciło się w prostytucję właśnie z poczucia winy za rozwód rodziców.

Nigdy nie obwiniałam się za rozwód rodziców. Naprawdę. Mama bardzo, ale to bardzo dużo ze mną rozmawiała i milion razy sama z siebie powtarzała: to nie jest wasza wina. W prostytucję rzucają się przeróżne kobiety i z przeróżnych powodów. Uważam, że sugerowanie dzieciom z rozbitych rodzin takich szczególnych uwarunkowań jest okrutne. Czemu ma to służyć? Ostrzeżeniu społeczeństwa? Przecież rodzice, którzy nie zwracają uwagi na swoje dzieci (a jestem przekonana że wyłącznie dzieci takich rodziców może dotyczyć podobny problem) raczej nie zasugerują się artykułem z Gościa. Chociaż, skoro mleko się wylało, obym się myliła.

Jeszcze bardziej zabolało mnie zdanie:

Dzieci z rozbitych rodzin są bardzo samotne, ponieważ ich rodzice są pochłonięci załatwianiem swoich spraw, mniej czujni na potrzeby dziecka, unikają rozmów. Sieroty rozwodowe tracą też poczucie bezpieczeństwa.

Nie rozumiem, dlaczego skutki braku obecności rodziców w życiu dziecka wiąże się w Kościele wyłącznie z rodzinami niepełnymi. Brak rozmowy, czułości, wyrozumiałości to nie efekt rozbitego małżeństwa, a efekt kiepskiego rodzicielstwa. To w rodzicielstwie jest problem. Kiepskim rodzicem można być niezależnie od trwania w związku sakramentalnym. Brak rozmowy i obecności, brak akceptacji dziecka takim jakie ono jest, oraz przemoc (nie tylko fizyczna) występują także w rodzinach, które są zaangażowane w życie Kościoła

Autorka nie poddaje się jednak i opisuje dalej:

Mimo że wiele z sierot rozwodowych cierpi po cichu, rozstanie rodziców odbija się na ich nauce i zdrowiu. Dzieci są nerwowe, mniej jedzą, często mają nadpobudliwość jelit, bóle brzucha. A już w wieku dojrzalszym śmielej sięgają po alkohol, narkotyki. W okresie liceum, studiów, a potem jako dorośli popadną w depresję, wielu z nich będzie myśleć o samobójstwie.

Czy dzieci z rodzin rozbitych są zwierzątkami, których cechy i właściwości można opisać na na Wikipedii? Mam wrażenie, że dla niektórych osób jestem przedstawicielką rasy gorszych, słabszych, ułomnych (dorosłych) dzieci. Jest mi zwyczajnie i po ludzku przykro. Pół biedy ja, ale szkoda mi dzieci, które mają teraz 12, 14 lat i trafiły na ten tekst. Chciałabym powiedzieć im, że nie są w niczym ani gorsze ani słabsze.

Oczywiście, jeżeli podejmując decyzję o rozwodzie pomija się dobro dziecka, wtedy ono zawsze ucierpi, chociaż zdecydowanie nie zawsze w sposób, jaki opisuje pani redaktor. Egoizm rodzica potrafi poważnie zatruć życie dziecka i nastolatka, złamać je na pół. Nie zapominajmy jednak o licznych sytuacjach, w których rozwód – czyli rozwiązanie umowy cywilnoprawnej – jest ratunkiem dla całej rodziny, w tym dla dzieci. Ludzie, którzy twierdzą inaczej nie doświadczyli prawdopodobnie nigdy stresu, jakiego doświadcza dziecko, słyszące jak jeden rodzic bije i wyzywa drugiego. Nie wrzucajmy wszystkich, którzy zdecydowali się na rozwód, do jednego worka. Czasem separacja nie wystarcza.

Kiedy byłam nastolatką, zerwałam kontakt ze swoim tatą. W nieodległym czasie (nie pamiętam, czy wcześniej, czy później) podobnie zrobili moi bracia. Nie reagowaliśmy na telefony, SMS-y, maile. Byliśmy niewzruszeni i nie godziliśmy się na relację w dotychczasowej formie. Minęło może 7 lat. Przypadek sprawił, że już jako studenci spotkaliśmy się z ojcem i okazało się, że nasz tata jest już innym człowiekiem. Nasze relacje wciąż są bardzo ostrożne, ale coraz bardziej serdeczne i ciepłe. Widzę, że mogę mu teraz ufać, że przemyślał wszystko i zrozumiał, co powinno się zmienić. My dorośliśmy, on dojrzał.

Ktoś powie – straconych lat nic nie zwróci. A ja… wcale nie żałuję tych lat. One były potrzebne nam wszystkim. Bez całej historii nie byłabym taka jaka jestem. Może byłabym pyszna i przekonana o swojej wyższości, lepszości, słuszności? Może byłabym mniej inteligentna emocjonalnie? Może popełniłabym samobójstwo, bo nie dałabym psychicznie rady? Nie wiem, nie zastanawiam się. Żyję, kocham, wybaczam… każdego dnia daję szansę sobie i każdemu, kto kiedykolwiek mnie skrzywdził.

Kocham moją mamę, kocham mojego tatę. Kocham męża mojej mamy. Kocham moich braci. Jezus jest w każdym z nas. Życzę wszystkim małżeństwom – szczególnie sakramentalnym – pokory. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni.

I dziękuję mojej mamie, że odważyła się o nas zawalczyć, chociaż nie miała obiektywnie żadnych szans. Dzięki niej żyjemy i jesteśmy zdrowi – i my i nasz tata.

Felieton ukazał się na DEON.pl.

O rozwodzie moich rodziców opowiadam też w tym tekście.

Zobacz inne wpisy

15 komentarzy

  • Reply Patrycja 26 lutego 2017 at 20:30

    Bardzo się cieszę i szczerze zazdroszczę, że Twoja historia mimo rozwodu rodziców nie jest tak drastyczna; że miałaś osobę, która wytłumaczy i zadba abyś jak najmniej na całej sytuacji ucierpiała. Pamiętaj jednak, że nie wszyscy mieli tyle szczęścia i to może o nich jest ten tekst. Mówię nie tyle z perspektywy swojej, ale chociażby mojego brata. Ja dzięki Bożej Opatrzności jakoś sobie poradziłam, ale mój trzy lata młodszy brat, który w te wakacje będzie obchodził swoje 20 urodziny nie może chyba powiedzieć tego samego. Patrząc na niego serce mi się kraje i nie umiem wytłumaczyć jego problemów, uzależnień i depresji inaczej jak zaniedbaniem i rozwodem rodziców.
    PS. Świetny blog! Bardzo dobrze się Ciebie czyta.

    • Reply Jola Szymańska 28 lutego 2017 at 21:22

      Patrycjo, po pierwsze dziękuję za miłe słowa 😊 Pewnie, miałam paradoksalnie dużo szczęścia. Ale mam wrażenie, że nie wynika ono nigdy tylko z powodu rozwodu/braku rozwodu, ale przede wszystkim zależy od MĄDRYCH RODZICÓW, którzy wychowują, dają wsparcie i bezpieczeństwo. Tego nieraz brakuje też w „pełnych” rodzinach (patrz: przemoc, alkoholizm, przemoc psychiczna – o jak częsta w katolickich domach). Pozdrawiam Cię ciepło i życzę dużo DOBRA Tobie i Twojemu Bratu + Mam nadzieję, że już u Was bezpieczniej 🙌

    • Reply antoni 20 września 2017 at 22:38

      Twoje pokłady zrozumienia i mówienia dobrze o tacie (mimo tego co się wydarzyło) są dla mnie zrozumiałe! Ale wiem, że nie jest to proste i łatwe; Źródłem tego jest jednak Twoja wiara i zaufanie jak też doświadczenie, rozeznanie i wiedza. Piszesz bardzo ujmująco. Słowem – talent przez duże „T” Jednak to co przebija z Twoich tekstów najbardziej – jak dla mnie – to Twoja Osobowość – niesamowita – piękna! A to wszystko ma swoje źródło w MIŁOŚCI… pozdrawiam, pozostaję z dobrymi myślami i modlitwą

  • Reply AS 10 listopada 2016 at 11:57

    Coś mi tu nie pasi :
    „Nie zapominajmy jednak o licznych sytuacjach, w których rozwód – czyli rozwiązanie umowy cywilnoprawnej – jest ratunkiem dla całej rodziny, w tym dla dzieci. Ludzie, którzy twierdzą inaczej nie doświadczyli prawdopodobnie nigdy stresu, jakiego doświadcza dziecko, słyszące jak jeden rodzic bije i wyzywa drugiego. Nie wrzucajmy wszystkich, którzy zdecydowali się na rozwód, do jednego worka. Czasem separacja nie wystarcza”
    Katoliczka pisze o dopuszczalności rozwodu i że separacja nie wystarcza !
    Czy słyszała o Wspólnocie Trudnych Małżeństw „Sychar”?
    W nauce KRK, sakrament małżeństwa (ważnie zawartego) jest jeden i do końca życia.
    Gdy istnieje instytucja separacji, katolikowi nie wolno pozwolić na rozwód. Co nie znaczy, że trzeba nieść krzyż fatalnego małżeństwa i dawać się krzywdzić, bądź krzywdzić dzieci.
    Żadne tam (katolickie) cierpiętnictwo, bo nie ma takiej miłości która pozwalała by na takie zachowanie.

    • Reply Jola Szymańska 13 listopada 2016 at 11:32

      Hej :) O tej wspólnocie słyszę po raz pierwszy i chyba nie ma w tym nic dziwnego, bo jest z Nysy na opolszczyźnie :)
      Pozdrawiam :)

      • Reply Agata 23 grudnia 2016 at 23:11

        Jolu, dla sprostowania – to jest ogólnopolska inicjatywna, wspólnoty „Sychar” działają w różnych miastach na terenie całego kraju. :)

  • Reply k. 23 października 2016 at 01:07

    Zazdroszczę Ci mądrej mamy. Moja wyszła za mąż za człowieka, którego tak naprawdę nie znała, w dodatku z początkami problemu alkoholowego. Szybko rozczarowała się małżeństwem, ale na świecie była już dwójka dzieci (ja i brat). Długo nie wiedziałam o tym, że gdy miałam niecałe 2 lata mieli pierwszą sprawę rozwodową, ale pogodzili się. I tak się kłócili i godzili przez lata, alkoholizm ojca się pogłębiał, były okresy awantur i okresy względnego spokoju. Urodziły się moje siostry. Jako nastolatka MARZYŁAM o tym, żeby się rozwiedli. Każde z nas, dzieci, miało mniejsze lub większe problemy emocjonalne, brat nawet z prawem. W końcu doszło do rozwodu, po 25 latach „małżeństwa” – jak już dwójka z nas wyprowadziła się z domu. Moja mama przez całe życie motywowała swoje postępowanie 3 zdaniami: „Trzeba wybaczać nie raz, a 77 razy” i „Przysięgałam na ślubie”, „Każdy musi dźwigać swój krzyż”. Teraz ma 52 lata, jest chora i zmęczona życiem. Ojciec nadal pije. Taka cena za ślepą wierność przykazaniom. Powtarzam jeszcze raz – zazdroszczę, że Twoja mama o was zawalczyła.

  • Reply Dominika 28 czerwca 2016 at 20:16

    Świetny tekst 👏 👏 👏.

  • Reply Julka 27 maja 2016 at 01:43

    Kiedyś usłyszałam w internetach, że „przywary”, o których piszesz są jak naklejki na kibel.
    Rozwód, alkoholizm czy narkomania Rodziców nie definiuję Naszej egzystencji..
    Jak kiedyś rzekł Kuba Wojewódzki owe przywary są Nam potrzebne jak papier toaletowy w iglastym lesie! :)
    Pozdrawiam :)

  • Reply Basia S. 23 kwietnia 2016 at 13:17

    Fajny blog ! Miło się Ciebie czyta ; )
    Dużo masz racji w tym co piszesz … nie czytałam artykułu z gościa niedzielnego ale z cytowanych tekstów wydaje mi się że autorka pisze o małych dzieciach i o skutkach rozwodu. Myślę ze nie wolno generalizować. Masz cudowną mame ale nie każdy w taki sposób może przejść przez rozwód z rodzicami. Każdy kto jest krzywdzony może borykać sie z problemami opisanymi w gościu niedzielnym. Dzięki Bogu są ludzie którzy potrafią zawalczyć o siebie, swoje życie i mimo trudności zawalczyć o swoje szczęście. Oby artykuł z gościa niedzielnego przyniósł dobre owoce (pomoc osobom ktore tego potrzebują) Nie ma co z góry zakładać złych intencji jeśli mogłoby to komuś kiedyś pomóc.

    • Reply Jola Szymańska 24 kwietnia 2016 at 15:02

      Dziękuję :-) Nie zakładałam nic, to raczej pani redaktor coś założyła. A raczej włożyła – wszystkich do jednego kotła :-) Pewnie że sytuacje bywają różne, zdaję sobie sprawę z problemu. Temat na dłuższą rozmowę ;-)
      A artykuł z Gościa jest dostępny tutaj: http://gosc.pl/doc/2267374.Sieroty-rozwodu

  • Reply Ela 10 lutego 2016 at 20:45

    Dobrze ze poruszyłaś ten temat.
    Jako dziecko z rozbitej rodziny mam troche problemów emocjonalnych, ale nie uważam, że rozwód rodziców to moja wina. Oczywiście, że nie zawsze było lekko, bo bardzo długo zajęło mi pogodzenie się może nie tyle z rozstaniem rodziców co ograniczeniem kontaktów z matką, ale mimo wszystko nie uważam się za gorszą.
    Nie popieram rozwodów, bo często jest to ogromna krzywda dla dzieci. Ale wiem też po sobie, że Jezus tym rozwodem sie może posłużyć i wyciągnąć z tego ogromne dobro. W moim przypadku tak było. Nie wiem czy gdyby nie moje przejścia uwierzyłabym Jego miłości. Nie wiem czy patrzyłabym na życie tak jak patrze. Cóż… Bóg jest po prostu mistrzem w zwyciężaniu zła dobrem i wyciąganiem błogosławieństwa z tego co ludzie nazywają przekleństwem.
    Nie ma co generalizować. Trzeba pozwalać po prostu Bogu działać. Nawet w tym co w naszym rozumieniu jest czystym złem.

  • Reply joan 6 stycznia 2016 at 23:27

    Przepieknie to napisalas!dziekuje. Ja mysle ze to bylo napisane aby wzbudzic przymus pozostania w malzenstwie chocby nie wiem co. Aby straszyc tych ktorzy sie wachaja aby koniecznie trwali w malzenstwie choc jest to bez sensu. A najbardziej wkurza ze naprawde potem katolicy traktuja takie dzieci jak gorszy sort. Choc sami w domu maja niezly sajgon. Piekny tekst bardzo mnie poruszyl.

  • Napisz coś od siebie

    Zapisz się na mój newsletter!

    autoresponder system powered by FreshMail