dusza

O Gromnicy i folklorze

3 lutego 2015

Rok 2014 był rokiem Oskara Kolberga. W radiowej Dwójce i TVP Kultura królował folklor, wracano do korzeni i starano się o nie nie potknąć. – Bo to cenne korzenie są – mówiono.

Gromnica – zimy połowica

2 lutego spacerując wieczorem z moim chłopakiem minęliśmy starszą panią z lampionem. W pierwszej chwili pomyślałam, że pani pewnie coś się pomyliło i myśli, że mamy grudzień. Mój chłopak wyprowadził mnie z błędu – dziś Matki Bożej Gromnicznej. Słyszałam coś gdzieś kiedyś o takim święcie, ale nie miałam pojęcia, że jest jakiś zwyczaj przynoszenia świec do kościoła. Wyszedł ze mnie mieszczuch, bo okazuje się, że na wsiach „Gromnica” od wieków jest ważnym dniem.

Nie dość, że tego dnia święci się świece, to ponoć jest też zwyczaj palenia świec w obliczu różnych życiowych trudności – od burzy począwszy. A wszystko na pamiątkę słów Symeona, który biorąc małego Pana Jezusa na ręce, powiedział: Światłość na oświecenie pogan i na chwałę ludu Izraela (Łk 2,32).

Święto pełne Maryi, świec i Maryi, wieczorów i Maryi, gromnic, Pana Jezusa i Maryi oczarowało mnie do reszty. Ile jeszcze tradycji kryje przede mną mój Kościół?

Folklor?

W zeszłym roku w związku z obchodami Roku Kolberga bardzo dużo działo się w świecie etnologii. Odbywały się liczne debaty, spotkania, produkowano programy telewizyjne i radiowe, organizowano koncerty. Ludzie, którzy zdają sobie sprawę jak wielka wartość tkwi w ludowości  (ludzie w ludowości – na pierwszy rzut ucha oczywiste, a przecież tak dziś zadziwiające), wreszcie dostali prawo głosu i zdawali się krzyczeć: wieś to życie! Je suis folklore!

Obserwując Rok Kolberga nie dało się nie zauważyć, że nasza tradycja jest tradycją chrześcijańską. To oczywiście banalny wniosek i nie trzeba było doń żadnych wyjątkowych źródeł, jednak ilu z nas na słowo folklor nie obrusza się z niesmakiem, wyobrażając sobie brud, bidę i pole ziemniaków?

Chyba podobnie jest ze spojrzeniem na Kościół. Z zewnątrz wydaje się on czasem właśnie takim prymitywizmem. I my czasem jesteśmy Papuszami*, które żyją na marginesie, nieświadome wartości swojej poezji. Bo niby fajne te majówki, ale w sumie to przecież nie są bardzo ważne. Niby do spowiedzi trzeba iść, ale mus to mus, nie dorabiajmy filozofii. Trzeba klęknąć na mszy? Kucnę sobie, nie będę się wygłupiać. A tu już nie mówimy o samym folklorze ale o czymś więcej – o tradycji katolickiej.

Jak jednak katolicyzm miesza się z folklorem, jak folklor z katolicyzmem? Zestawienie ludowych tradycji z wiarą katolicką może być przedmiotem doktoratów i innych habilitacji, jest to ogromnie obszerne pytanie o wiarę, jej wyrażanie i przeżywanie, a także o akcenty. I one zdają się być kluczem do ocen. Idealna wydaje się sytuacja, gdy członek Kościoła wierzy, ufa i oddaje się Bogu z całego serca, a do tego wychwala go tradycją (i tą katolicką i folklorem), świadomy jej symboliki i głębi. Niestety częściej łapiemy się na odbębnianiu tradycji dla Świętego Spokoju (o, przepraszam, z małych liter miało być) i na bezrefleksyjnym powieszeniu świętego obrazka w kuchni.

Jak i czy, i wnioski.

Częstą przyczyną takiego stanu rzeczy nie są tylko niechęć czy lenistwo ale też niewiedza, choć summa summarum jest ona ich wypadkową. Czy nas w ogóle interesuje ta nasza wiara? Ten Kościół? Święta, nabożeństwa? Wiemy, że warto je przecierpieć, ale czy interesuje nas ich sens, znaczenie, uzasadnienie? Jak siebie samego tym zainteresować? Jak zafascynować się czymś, co nam ciąży i żmudne jest okrutnie, bo się powtarza i trzeba pamiętać, a już nie daj Boże trzeba się skupić?

Chyba warto podobnie jak etnolodzy zacząć zastanawiać się nad sobą, swoją rodziną, korzeniami i tym, czego my właściwie chcemy. Wnioski mogą zaskakiwać, ale warto uczciwie je sobie przedstawić. Bo całkiem możliwe, że chcemy miłości, szczęścia, bezpieczeństwa, uczciwości, ale wcale nie chcemy Boga. A wtedy cała ta tradycja jest kompletnie niepotrzebna, no, chyba że w postaci ludowego zespołu pieśni i tańca, który zajmie rozrabiające dzieci.

Jeżeli jednak ktoś dojdzie do wniosku, że chce Boga, że chce w Nim, z Nim, przy Nim i do Niego, wtedy tradycja może go zainteresować. Zacznie wnikać w nią jak w Niego. Pomoże mu ona wydobywać Jego prawdziwe oblicze z lukru, cementu i innych warstw życiowej cebuli.

Odbębnianie wiary podbudowuje argumentację tezy kościół to ciemnota, ale w zasadzie, każdy trochę tej ciemnoty w sobie ma. Pytanie, jak ciemnotę wyklarować na szafir. Bo myślę, że się da, małymi kroczkami. Przykładowo, wystarczy trochę poczytać i już się wie, że 2 lutego mamy Święto Ofiarowania Pańskiego – Matki Bożej Gromnicznej.


*Papusza (właść. Bronisława Wajs) – poetka cygańska, której wierszami zachwycał się m.in. Julian Tuwim. Wyklęta przez cyganów za wychodzenie ze swoją twórczością poza ich społeczność.

Felieton ukazał się na DEON.pl.

Po publikacji tego felietonu dzwoni do mnie mama: – Jola, jak ty mogłaś nie wiedzieć o Matce Bożej Gromnicznej!

Zobacz inne wpisy

1 odpowiedź

  • Reply Martyna 8 lutego 2017 at 17:46

    Hej, od paru dni z zaciekawieniem odkrywam kolejne perełki na Twoim blogu i wśród youtubowych filmów. Nieraz nie odkrywasz w nich Ameryki, nie pękają od cytatów z Pisma Świętego, ale pomagają mi na nowo (jak to brzmi w ustach 22-latki!) odkrywać w sobie dziewczęcość, kobiecość, i stawiać sobie znów pytania dotyczące mojej wiary i mojego Boga. Co do folkloru – naprawdę jestem jego miłośniczką, i po latach tańca w zespole pieśni i tańca ;) przyszedł dla mnie czas refleksji nad dorobkiem kulturowym z naszych polskich stron, a jednak Kościół zaczęłam odkrywać dopiero po odgarnięciu większości tej wiejskiej kultury i tradycji na bok. Przez wieele lat nie umiałam przedrzeć się do Pana przez „Matki Boskie skądśtam”, różaniec, święta nakazane z ich przyjętymi nazwami, które mówiły raczej o porach roku niż życiu Chrystusa. Dopiero od kilku lat śmiało mogę pójść na „tradycyjną” mszę do swojej parafii, wiedząc już, o co w niej tak naprawdę chodzi :) A mimo to wolę pójść na mszę duszpasterstwa akademickiego, gdzie kazanie jest stawianiem mi czasem naprawdę trudnych pytań, gdzie śpiewając pieśni „nowe”, inne, ale tak często nawiązujące choćby do Psalmów, naprawdę zaglądam wgłąb serca, szukając w nim zaufania Bogu. Myślę, że bardzo nam potrzeba takiej nowej ewangelizacji, która po latach chodzenia na religię jednak przyciągnęła mnie do kościoła, bym mogła świadomie poczuć się częścią Kościoła, najpierw dzięki dominikanom, a teraz jezuitom. Dzięki nim zaczęło mi się chcieć zadać sobie trochę trudu i zastanowić się nad sensem tego wszystkiego, czego wbrew własnej woli nasłuchałam się przez lata bezowocnej katechezy. Jednak wiara to nasz własny wybór, do którego każdy z nas dojrzewa we własnym tempie. Ostatecznie: tradycja również zaczęła mnie inspirować, pokazywać staro-nowe ścieżki, tylko potrzebowałam więcej czasu, by do nich dojrzeć ;) A moją największą sojuszniczką w wierze w całej rodzinie okazała się moja… wspaniała Babcia, której wiara wyrosła właśnie na tradycji ;)
    Twórz i inspiruj dalej, niech Pan Ci w tym błogosławi, dopóki będzie mu miłe to, co robisz :) Pozdrawiam!

  • Napisz coś od siebie

    Zapisz się na mój newsletter!

    autoresponder system powered by FreshMail