kultura

Patriotyzm inaczej

11 listopada 2013

Po Galicji pozostały wspomnienia – 95 lat temu, razem z I Wojną Światową, skończył się czas zaborów. Kim dzisiaj jest „patriota”? Czy musi interesować się polityką? A może wystarczy, że czasem posłucha Chopina?

Ze świecą szukać rodaka, który nie czuje się „patriotą”, takie przynajmniej odnoszę wrażenie. „Polska to duma nas, Polaków.” Wspominamy Powstanie Warszawskie, zwiedzamy Muzeum w Auschwitz i Birkenau, tęsknimy za gospodarczymi geniuszami II RP, których dzieła zniweczyła czerwona swołocz. Wznosimy pomniki porozumieniom sierpniowym, plujemy w twarz zdrajcom Ojczyzny, piszemy poematy o obronie Westerplatte, idziemy do kina na biografię kolejnego polskiego bohatera… Piękno? Niestety zbyt często pozbawione treści.

Mówiąc „patriotyzm” automatycznie oczyma wyobraźni widzimy to, o czym wspomniałam: przeplecione biało-czerwoną wstążką legendy. A czym, de facto, jest patriotyzm? I czy rzeczywiście powinno się go rozumieć jedynie jako szeroko pojęty aktywizm społeczny, konsekwentne poglądy polityczne, czy emocjonalne podejście do wygłupów w parlamencie?

„Prawdziwy patriota”

„Prawdziwy patriota” interesuje się polityką, czyt. kocha Tuska, Kaczyńskiego, albo (ostatnia moda) Gowina. Czyta gazety, śledzi potknięcia, ma zdanie na ten temat. A ja nie mam. Przyznam, że zdarza mi się posłuchać jakiejś rozmowy w radio, trudno też nie słuchać znajomych, którzy schodzą w swoich wywodach na ten grunt, ale mnie to MĘCZY i zupełnie się na tym nie skupiam. W życiu zdecydowanie stosuję metodę indukcyjną – od szczegółu do ogółu. Staram się korzystać najlepiej jak mogę z narzędzi które posiadam, zamiast zatrzymywać się na biadoleniu, że nie mam do tego lepszych warunków. Teoretyczne koncepcje polityczne znaczą tyle, co przepis na naleśniki – mimo opisu idealnych proporcji dopóki sam nie spróbujesz odmierzyć ile to jest „trochę mleka”, to nie wiesz. Możesz sobie wyobrażać i pouczać innych, ale to nie będzie miało żadnej wartości ani sensu.

„Prawdziwy patriota” ponadto interesuje się historią i ją zna. Jak wiadomo wszyscy Polacy znają historię, a przynajmniej są o tym przekonani. Czy Powstanie Warszawskie miało sens? Czy Wałęsa był tajniakiem? Wreszcie moje ulubione: Dmowski czy Piłsudski? Na każde z tych pytań powiem: nie wiem. Nie wiem nawet, czy gen.Sikorski zginął w wypadku, czy to był może jednak zamach. Nie wiem. Nikt nie wie. Naukowcy mogą się nad tym zastanawiać, ale ludzie którzy chcą budować ten kraj tu i teraz powinni sobie raczej odpowiedzieć na pytania dotyczące polityki prorodzinnej, budżetu i kredytów we frankach. Interesujesz się historią, czy publicystyką popularno-sensacyjną? To jest różnica.

Kolejną cechą „prawdziwego polskiego patrioty” jest narzekanie na: władzę/opozycję/homoseksualistów/katolików/kobiety/pracoholików/Radio Maryja/TVN/tęczę na placu Zbawiciela. Na wszystko. Przecież powszechnie wiadomo, że bez narzekania nic się nie zmieni… Wszędzie słyszę, że JEST ŹLE. A mi… jest dobrze! Mi jest dobrze w tej Polsce! Jestem w niej szczęśliwa. I coraz częściej przekonuję się, że jestem zadowolona z Polski, swojego życia etc. dlatego, że zamiast narzekać – staram się robić tak, żeby mi i moim bliskim żyło się dobrze, swobodnie i niezależnie.

Językowa wykładnia definicji

Słownik Języka Polskiego jest bezlitosny i nie wspomina ani o fascynacjach politycznych, ani historycznych, ani nawet o protestowaniu. Mówi, że patriotyzm to przywiązanie, więź, gotowość… Czyżby znaczyło to, że jestem patriotką mimo, że kupując jogurt wybrałam Danone, a nie Bakomę? Mimo, że noszę doczepioną do kluczy żydowską hamsę? Nawet mimo to, że uwielbiam język niemiecki?? Straszne, ale… na to wychodzi.

Hipster patriotyzm

Od razu podkreślam: nie uważam, że moje podejście jest lepsze i że ktokolwiek powinien myśleć, jak ja. Uważam tylko, że takie podejście też jest patriotyczne.

Jeżeli nie pójdę na wybory, to nie będę się z tego spowiadać. To nie jest mój obowiązek, a moje prawo (zapraszam do lektury art.62 Konstytucji RP). Oczywiście, jeżeli będę mogła, to pójdę, choćby dlatego, że lubię spacery. Dużo większym „czynem społecznym” wydaje mi się jednak promowanie pewnych wartości, dóbr kulturowych. Polska to nie tylko ustawy, konstytucje, politycy, wojny i śmierć. Polska to Życie. Polska to kultura, bardzo bogata i przepiękna. Polska to słowiańskie pieśni, gwara góralska, ludowe stroje. Polska to Beskidy, Tatry, Jura, lasy sosnowe, stokrotki i mlecze, dojrzewające maliny, owoce dzikiej róży, jeziora mazurskie, morze i małe miasteczka. Polska to „Harnasie” K.Szymanowskiego, Koncert fortepianowy W.Lutosławskiego, „Wesele” St.Wyspiańskiego, „Dzienniki” W.Gombrowicza, „Zieleń” i „Słopiewnie” J.Tuwima. Polska to moja Prababcia, która była szarą służącą w wielkopańskim domu. Polska to ja, Ty, Anna Grodzka, Tadeusz Rydzyk, feministki, nawet Jerzy Urban to Polska (chociaż zapewne powiedziałby: „NIE!”). I możesz tupać nóżkami, pluć, szydzić, pęknąć ze złości. Polska to grupa ludzi, która ma korzenie w tym, a nie innym miejscu.

Korzenie? Dom, miejsca, ludzie, szkoła, wartości… Pielęgnujmy je, np. zabierając dzieci na spacer do lasu, a potem grając w chińczyka przy herbacie z cytryną. W ten sposób przyczynimy się dla Polski bardziej, niż irytując się i sycząc na newsy z Wiejskiej.

 
[Piosenka patriotyczna]

Zobacz inne wpisy

9 komentarzy

  • Reply Natka 12 grudnia 2014 at 11:07

    Podoba mi się Twój opis „prawdziwego polskiego patrioty”. Przez 26 lat mieszkałam w dużym mieście i nie wyobrażałam sobie kiedykolwiek mieszkać w innym miejscu na ziemi. Przeprowadziłam się (z miłości) do mniejszego miasta i wydawałoby się, że przyzwyczajona do korzystania z wszystkich dóbr na wyciągnięcie ręki uschnę tu. Myślałam „pewnie ludzie którzy mieszkają tu od urodzenia przyzwyczaili się do tego miejsca, mają swoje prace, zajęcia, przyjaciół itd.”
    Okazało się, że ludzie są zblazowani, z niczego niezadowoleni, siedzą przed tv i 4 raz oglądając powtórke tego samego serialu i jedyne co potrafią to narzekać, że nie ma pracy, że słabi włodarze, że wszyscy stąd wyjeżdżają, że w tym mieście się nic nie dzieje, że szaro, że brudno, że wszystkie miasta się rozwijają tylko nie to. A jak już się coś dzieje, to wszystko jest beznadzieje i nie warto nawet sprawdzić co to. Wołam w niebo: Ludzie !!!
    Ja przeprowadziłam się, znalazłam prace, kontynuuje swoje pasje. Żyje pełnią życia. Jeśli miasto coś organizuje sprawdzam, odpowiada mi- korzystam, nie odpowiada- pakuje się i wyjeżdżam na weekend do rodzinnego domu może znajdę coś atrakcyjniejszego.
    Ludzie potrafią tylko narzekać, ale nie robią nic w kierunku aby to zmieniać…

  • Reply Łukasz Kopczyk 2 grudnia 2013 at 16:25

    Na początku rozumowanie „od szczegółu do ogółu” to nie rozumowanie dedukcyjne, ale rozumowanie indukcyjne. Sherlock Holmes tym właśnie sposobem rozwiązywał zagadki. Przynajmniej tak mówił. Więc nie rozumujesz „od szczegółu do ogółu” :)

    • Reply Jola Szymańska 2 grudnia 2013 at 17:47

      zawsze mi się to myliło ;o masz rację, chodzi rzeczywiście o indukcję! thx!

      • Reply Łukasz Kopczyk 2 grudnia 2013 at 19:08

        Ja za to się zapędziłem jak widzę twierdząc, że nie rozumujesz od szczegółu do ogółu, bo tak jak napisałaś mogłaś najzwyczajniej pomylić tylko terminy lecz rozumując właśnie tak jak napisałaś. It’s my fault. Pytanie więc: rozumujesz dedukcyjnie czy indukcyjnie? :)

  • Reply Janusz Brodowski 11 listopada 2013 at 14:01

    Szkoda, że w Polsce nie wprowadzono przymusu głosowania. :)

    • Reply Łukasz Kopczyk 2 grudnia 2013 at 16:00

      Przymusowe głosowania to najgorsza rzecz jaka może być. Tak jest np. w Australii.
      Bo ten który nic nie wie, i głosować nie chce, jest przymuszany do głosowania.
      I w ogóle każdy przymus jest zły. Jest to ograniczanie wolności. Więc bardzo dobrze, że takiego przymusu nie ma. Poza tym coby dał?

      • Reply Rafael 11 listopada 2014 at 12:20

        Łukaszu, przecież życie w jakimkolwiek państwie już jest przymusem. Przyjmuje się dane prawo i obowiązki. Tu jednak chodzi o coś innego – państwo jako twór jest pewną umową społeczną, w której oddając kawałek swej wolności (tak się mówi, ale czasem czy nie całą?), uzyskuje się inne prawa i otrzymuje bezpieczeństwo. Choć często pozorne.
        Musimy się godzić na pewien przymus, żeby móc normalnie żyć. Taka już jest zasadność koegzystencji, że trzeba tworzyć umowy, aby nie naruszać całkowitej wolności drugiego człowieka.

        Może przymus głosowania podniósłby poziom edukacji z tego zakresu, w końcu? Może stałoby się to trochę bardziej przemyślane i lepiej tworzone przez samych polityków, którzy widzieliby, że jednostka, każda, jest bardziej świadoma.

    Napisz coś od siebie

    Zapisz się na mój newsletter!

    autoresponder system powered by FreshMail