dusza

Niegodna

7 maja 2015

Czasem wyobrażam sobie, że cziluję. Że jest On, ja i prosta droga. Że trzymamy się za ręce, świeci słońce, a zapach rozgrzanych sosen sprawia, że chwila jest więcej niż piękna. Że słyszę Jego wyraźny głos, że świetnie się rozumiemy. Ze przeczuwam to, co On i lubimy tak samo spędzać wieczory.

A potem wydaje mi się, że On jest daleko. Że już we mnie nie wierzy i dobrze wie, że jestem do niczego. Że z litości daje mi czasem nadzieję na Nowy Dzień. Że niczego nie słyszę i słyszeć nie mam prawa. Przestaję wtedy nasłuchiwać. – Nie jestem godzien – jak mantra kołaczą mi się w głowie te słowa. Niegodna. – Zejdź mi z oczu. Zmarnowałaś kolejną szansę. Jesteś do niczego – słyszę w głowie, choć wiem, że to przecież nie może być On.

Nie potrafię odczytywać Jego słów. Czuję tylko opiekę (czy to możliwe, żeby On opiekował się… mną?). Nie potrafię wykluczyć w tych uczuciach pychy. Co ja sobie myślę, jak śmiem… Jak śmiem wierzyć, że Ktoś Taki może w ogóle o mnie myśleć, że w ogóle mogę Go obchodzić?

Nie chcę siebie. A On chce. Wrzeszczę, a On trwa. Nienawidzę swojej miernoty, a On mnie kocha. Mam w to wierzyć, bo inaczej… naprawdę Go rozczaruję.

Zobacz inne wpisy

1 odpowiedź

  • Reply Karolina 10 grudnia 2015 at 22:19

    Piękne :)

  • Napisz coś od siebie

    Zapisz się na mój newsletter!

    autoresponder system powered by FreshMail