dusza

Nie jestem święta

25 lipca 2015

W niedzielę nie zawsze idę do Komunii. W tygodniu nie zawsze udaje mi się znaleźć dla Niego dłuższą chwilę. Jestem zabiegana. Dużo pracuję. Jeszcze więcej uciekam.

Boję się ufać, nie chce mi się za Nim chodzić, kłamię Mu w żywe oczy i wykorzystuję Jego Miłość. Niemal każdego dnia chowam się przed Nim za szklaną szybą. Zasłaniam cienką, białą zasłonę i udaję, że wcale nie jest mi bez Niego źle. Przecież ludzie potrafią tak żyć. Tak się przecież da.

Chyba

Od dawna prosiłam Boga o odpowiedź na jedno, proste pytanie. Oddałam Mu wszystko i niby coś mi tam szepnął, ale to nie wystarczyło. Szept nie jest dla mnie żadnym dowodem. Chcę krzyku, wrzasku, bezlitosnej krytyki. Tego sobie życzę. A on szepcze. Nie jestem pewna, czy dobrze usłyszałam, nie będę więc ryzykować. Całkiem możliwe, że wszystko mi się wydawało, nie będę podejmowała decyzji na podstawie głosu, który słyszy się przed dobudzeniem.

Zanim spróbowałam uwierzyć, zrobiłam wszystko, żeby zapomnieć. Nie pozwolę sobie na błędy, podyktowane rzekomą Wolą Bożą. Wszystko mi się wydawało. Nie ma żadnych dowodów, żadnych przesłanek. Nie ma nic.

Tak się na pewno da. Dzień po dniu, krok, ruch, kolejna kawa. Przestajesz czuć głód. Nawet niepokój się stabilizuje. – Wszystko dobrze? – Tak. – Wszystko dobrze? – No, tak. – Wszystko w porządku? – No… – Wszystko? – Chyba tak. Prawie wszystko chyba tak – przekonuję sama siebie.

Morderstwo i dystans

Zabij swojego syna, na którego czekałeś całe życie – usłyszał Abraham. Tylko tyle. Zabij swojego syna! Zabij Go dla mnie, będziesz szczęśliwa, zaufaj mi! – Jezu, żartujesz sobie ze mnie. Wiesz przez co przeszłam, żeby go urodzić i wychować, a Ty każesz mi go zabić? To jest trochę chore, niepoważne, nie uważasz?

Nie potrafię, Boże. Zabij go sam. Rób z nim co chcesz, ale oszczędź moje sumienie. Pozwól mi zatopić się w braku kontroli nad rzeczywistością.

Ludzkie

Nie jestem święta. Byłoby mi jednak łatwiej, gdyby bez Boga nie brakowało mi tlenu, a oczy nie łzawiły od dymu. Gdyby wystarczała mi Jego namiastka, wrażenie, pamięć. Wspomnienie. Choć nigdy nie byłam święta, Bóg wiele razy dał mi wszystko. Mimo, że regularnie wbijam mu gwóźdź w serce, On nie cofa swojej dłoni. Czeka, aż ją uścisnę.

Nie zawsze mi to wychodzi. Nie zawsze tego chcę. Gdzieś tam w biologicznym worku na duszę, serce i rozum pozostaje bałagan, zwykłe ludzkie pragnienia, lęk.

Zobacz inne wpisy

22 komentarze

  • Reply Julia Pieńczykowska (a propos) 10 października 2016 at 23:07

    Okryłam Twój blog dzięki Vroobelkowi ;) i Twój blog to właśnie taki blog którego już od dawna szukałam <3.
    Muszę koniecznie znaleźć jakieś wolne popołudnie, żeby poczytać wszystkie Twoje wpisy :).
    Pozdrawiam i życzę jeszcze więcej natchnienia na pisanie postów.

    PS.
    Właśnie teraz potrzebuje takiego krzyku, bo chyba gdzieś się schował, albo to ja się zgubiłam … :p

  • Reply TABITA 19 lipca 2016 at 21:17

    tego mi trzeba było! dziękuję, droga Autorko ;)

  • Reply Katoliczka 4 kwietnia 2016 at 16:49

    Ja kiedy wiem, że nie mogę iść do Komunii wpadam w panikę. Ale taką niezdrową, kiedy nie umiem o niczym innym myśleć, boli mnie żołądek (szczególnie przed spowiedzią) i nie umiem się na nauce skupić.

    • Reply Jola Szymańska 4 kwietnia 2016 at 21:05

      Rozmawiałaś o tym ze swoim spowiednikiem? To bardzo niepokojące.

      • Reply Katoliczka 4 kwietnia 2016 at 22:05

        Chyba już po samym sposobie szczegółowego wyliczania grzechów widać, że to chyba zbyt nerwowe podejście. Ale tak już mam. W sumie nie byłoby tak źle, gdyby nie fakt, że nawet w godzinę po spowiedzi mam już jakieś grzechy w myślach. Niby nie chcę tych dziwnych natrętnych myśli, ale już ostatnimi czasy sama je wywołuję i prowokuję. Myśli bluźniercze, nieczyste, świętokradcze itp. A potem próbuję się usprawiedliwiać a sumienie nie daje spokoju.

    • Reply Inka 18 lipca 2016 at 22:41

      To się nazywa skrupuły, Kochana. Nie bój się, z tego da się wyjść. Potrzebny mądry, cierpliwy i wyrozumiały spowiednik, a niewykluczone, że również terapia, bo skrupuły z reguły oznaczają nerwicę natręctw. Zresztą sama o natręctwach wspominasz. Wiem, jakie to trudne, ale da się z tego wyjść – sama jestem przykładem. Nie bój się, działaj! Powodzenia!

  • Reply riko62 26 marca 2016 at 10:59

    ja to nawet tego szeptu nie słysze, a tak bym chciał….

  • Reply Hubert 16 września 2015 at 21:43

    Polecam 139 psalm, jest piękny. I wierzę, że prawdziwy.

    • Reply Jola Szymańska 5 listopada 2015 at 21:09

      Dzięki za to przypomnienie ♡

      Zbyt dziwna jest dla mnie Twa wiedza,
      zbyt wzniosła: nie mogę jej pojąć.
      (…)
      Gdybym przybrał skrzydła jutrzenki,
      zamieszkał na krańcu morza:
      tam również Twa ręka będzie mnie wiodła
      i podtrzyma mię Twoja prawica.

  • Reply tim 6 września 2015 at 10:58

    “God has to work in the soul in secret and in darkness because if we fully knew what was happening, and what Mystery, transformation, God and Grace will eventually ask of us, we would either try to take charge or stop the whole process.”
    ― John of the Cross :)

  • Reply Szymon 1 sierpnia 2015 at 13:31

    Dzięki Jola!

    Ponazywane.

  • Reply Zuzanna 28 lipca 2015 at 17:39

    Bardzo dobre i mocne przemyślenia.
    Poruszyły mnie.

    Chciałam zaprosić Cię na mojego bloga o podobnej tematyce co Twoja.
    http://wyrytanaobudloniach.blogspot.com

  • Reply Jagna 28 lipca 2015 at 10:50

    Świetnie to napisałaś! I stoi się w miejscu, bo chce się żyć zgodnie z Jego Wolą i czeka się, aż nam ją wyłoży. A serce się rwie, bo chce działać a nie czekać. Ile jeszcze ciszy trzeba, żeby Go usłyszeć?

  • Reply Mariusz 26 lipca 2015 at 14:11

    Staram się Mu zaufać, ale nie wychodzi, co chwilę dopadają mnie wątpliwości w Jego miłosierdzie. Tak jak ty pragnę krzyku znaku z Jego strony, że jest że nawet ja marny pył, nie godny jestem gdzieś na dalekiej orbicie Jego zainteresowania. Może masz rację, że nie fajerwerków trzeba wyglądać, a raczej tych szeptów i drobnych okruchów szukać trzeba. Kurde trudne to.

  • Reply też Szymańska 26 lipca 2015 at 13:26

    A właśnie te podszepty są całą prawdą… w punkt opisałaś co (jak widzę nie tylko ja) czuję. Dobrze, że jesteś :)

  • Reply Natalia 26 lipca 2015 at 09:43

    A myślałam, że tylko ja tak mam… Czekanie na widoczny i jednoczy błysk z nieba (najlepiej myśl w glowie: „uwaga tu mówi Bóg: odpowiedz na. Na Twoje pytanie to…”). Niedowierzanie małym podszeptom – bo może mi się zdaje, bo może źle je zinterpretuje, bo może cokolwiek… Wieczny problem z zaufaniem. Dzięki za ten wpis :) troche lżej wiedzieć, że więcej osób zmaga się z takimi samymi dylematami :)

  • Reply K. 25 lipca 2015 at 14:23

    W samo sedno…

  • Reply Iza 25 lipca 2015 at 13:33

    Mocne, prawdziwe słowa… Dziękuję! :)

  • Reply Tomek 25 lipca 2015 at 13:27

    Dobrze powiedziane.

    Sa 2 kwestie. Z jednej strony moja ludzmka slabosc ktorej nie przeskocze, nie zaneguje i nie zmienie. I z drugiej – piekno Milosierdzia Boga, ktore nie ma granic i ktore jest na wyciagniecie reki. Jego laska, ktora czeka.

  • Reply Mary-Ann 25 lipca 2015 at 13:13

    Jak ja Cię lubię :)

  • Reply Edyta 25 lipca 2015 at 13:12

    Pięknie to napisałaś! Jakie to prawdziwe! „Szept nie jest dla mnie żadnym dowodem. Chcę krzyku, wrzasku, bezlitosnej krytyki.” – ale ogólnie jest dobrze. Chyba.. :)

  • Reply Eryk 25 lipca 2015 at 12:12

    Mocne. I jakże trafne. Chyba każdy tak ma. Genialnie to ubrałaś w słowa. Też uciekam, chowam się, udaję, że mnie nie ma, albo, co gorsze, że Jego czasem nie ma. A On jest, tylko ja uparcie chcę sobie udowodnić, że radzę sobie świetnie.

  • Napisz coś od siebie

    Zapisz się na mój newsletter!

    autoresponder system powered by FreshMail