kultura

Muzyczna prowokacja

22 listopada 2014

Z wokalem Małgorzaty Hutek po raz pierwszy zetknęłam się przy okazji internetowych rekolekcji wielkopostnych „Zakochany skazaniec” o. Adama Szustaka. Na wstępie każdego odcinka artystka w akompaniamencie kontrabasu Pawła Wszołka śpiewała kolejne fragmenty „Pieśni nad pieśniami”. Nie tylko ja odniosłam wtedy wrażenie, że na naszych oczach rodzi się nowa jakość muzyki chwalącej Boga.

W tym roku ukazała się pierwsza solowa płyta M. Hutek – „Grounded In Love”. Proponowany przez nią akustyczny jazz potrafi zaczarować. I – służę własnym świadectwem – nawraca na lepszą stronę życia i ufności. Jest to płyta refleksyjna ale nie sentymentalna. Nie znajdziemy tu smętnych żali, znajdziemy zachwyt Miłoścds1cią.

Album ten pokochać może zarówno osoba, która jazzem nigdy się nie fascynowała, jak i jazzowy smakosz. Ciekawe rozwiązania harmoniczne i brzmieniowe dzięki jedynej w swoim rodzaju subtelności i gracji, nie przytłaczają. Wręcz przeciwnie, wyzwalają. Charakterystyczny wokal Małgorzaty Hutek jest tu instrumentem dopełniającym resztę zespołu. Naturalne wibrato, świetna technicznie zabawa emisją, etniczne ornamenty i… ciepło. Dawno nie słyszałam tak ciekawej i różnorodnej a mimo to spójnej, płyty. Specyfikę tą oddaje niezwykły (tytułowy) utwór „Grounded In Love”, który jest płynnym kolażem jazzu i etniczno-afrykańskiej improwizacji, ubarwionym chórkami, których nie powstydziłoby się Take 6. Zwyczajnie nie da się nie zachwycić, potwierdzają to zresztą recenzje Jana Ptaszyna Wróblewskiego czy Grażyny Auguścik.

Wreszcie, niezwykłe są teksty śpiewanych piosenek. Większość z nich napisana jest w języku angielskim ale daleko im (i dzięki Bogu!) do gospelowych „worshipów”. Ich przesłanie nie przysłania reszty, jest odkryciem kolejnych spotkań z albumem, dzięki czemu można go długo smakować.

W stylistyce proponowanej przez Małgorzatę Hutek odnajdzie się nie ten, który szuka dosłowności czy potwierdzeń ale ten, który chce zatopić się w bliskości. Poetyckie (nie patetyczne, nie „poetyzujące”) teksty podają rękę przytłoczonemu i zagubionemu słuchaczowi, pozwalając mu na pytania. Sama wokalistka przyznaje, że płyta jest wynikiem jej poszukiwań muzycznych i życiowych, „próbą zakorzenia się w prawdziwej Miłości”.

Czy „Grounded in love” to płyta świeża? Oczywiście – świeża, ciekawa, wspaniała… Przede wszystkim jednak pełna Wiary, Nadziei, Miłości i… refleksji. Już pierwsze takty fortepianowego wstępu („Fly By Night”) wprowadzają nas do krainy pytań, których wolimy unikać, bo prowokują nas nie tylko do kroku naprzód ale, co gorsza, do kroku wgłąb. Ostrzegam, ten album to prowokacja. Prowokacja ducha. Polecam bardzo na zagubione, jesienne wieczory.

Zobacz inne wpisy

3 komentarze

  • Reply Ciche piosenki o bliskości 18 stycznia 2015 at 20:27

    […] że wiecie już wszyscy jak spodobała mi się płyta „Grounded In Love”, ale ta piosenka musiała pojawić się w tym zestawieniu. Dlaczego? Za tekst, genialny aranż, […]

  • Reply Marta 10 grudnia 2014 at 23:21

    Faktycznie, dzieło warte zainteresowania. Ciekawe, że pomimo natknięcia się na „Zakochanego skazańca” i całego mojego zamiłowania do muzyki, nie zwróciłam większej uwagi na tę wokalistkę. Dzięki!

  • Reply Jurek 22 listopada 2014 at 11:58

    Generalnie to lubię „ostrą jazdę, bez trzymanki” czyli Armia, czadowe 2 Tm 2,3 i Luxtorpedę. Jazz to dla mnie inna bajka, ale…
    Te nuty zamieszczone na Twoim blogu obalają moje spojrzenie na ten gatunek muzyki. Po prostu balsam dla duszy.

  • Napisz coś od siebie

    Zapisz się na mój newsletter!

    autoresponder system powered by FreshMail