kultura

Moja YouTube’owa paczka

11 czerwca 2016

Można mówić, że YouTube to zło i zbiornik głupkowatej treści. Można też poszukać głębiej i znaleźć tam cuda wianki. Osobiście wybieram drugą opcję. Przed Wami Ingrid, Estée, Lucy i Dodie – dziewczyny, z którymi relaks to coś więcej niż tępe patrzenie w ekran komputera.

Od beauty do lifestyle’u, od gry na fortepianie po przepis na herbatę, od coming outów po urocze swetry. Jeżeli dotąd widzieliście w YouTubie wyłącznie prymitywny humor, zapraszam na wycieczkę tropem stylu, klimatu i kreatywnego podejścia do życia.

Moda, uroda i pomoc bezdomnym

YouTuberki? Pierwsze skojarzenie: maksymalnie nudne tutoriale urodowe. Trudno o coś bardziej pustego. Chyba, że nagrywa je Ingrid Nielsen. Nawet kiedy pokazuje prosty pomysł na wiosenny makijaż albo przepis na kanapkę z pięciu składników, trudno się oderwać. Od kiedy przyznała, że jest lesbijką (jej coming out zobaczyło ponad 15 milionów osób), kanał skręcił w jeszcze ciekawszą stronę. Nie żartuję.

Ingrid w otwarty i ciepły sposób zaczęła mówić o zdrowiu kobiet. Wspiera organizację charytatywną, która pomaga bezdomnym kobietom dbać o higienę w czasie okresu (zastanawialiście się, jaki to problem?). Ba, zagięła samego prezydenta Obamę (tutaj), z którym przeprowadziła wywiad. Zapytała go o podatek, który w 40 na 48 stanów USA nałożono na podpaski i tampony, uznając je za „towar luksusowy”. Obama nie miał o tym pojęcia.

Spokojna jakość

Z jej filmów bije normalność. Dzięki niej upewniłam się, jak ważny jest styl i ton w jakim się wypowiadam, szczególnie w trudnych tematach. O nich albo się milczy albo się krzyczy. A przecież fakt, że ktoś nie potrafi mówić w sposób spokojny, życzliwy i empatyczny nie znaczy, że inaczej się nie da. Fajnie jest proponować nową jakość.

Nową jakość wprowadza też seria jej filmów „Sense of self”. Ingrid zabiera nas tam do swoich przyjaciół. Pokazuje ich wnętrza, ulubione zapachy, smaki, przedmioty. Nie wypytuje o ich życie, ale pokazuje ich wrażliwość i klimat. To pomaga zupełnie inaczej spojrzeć na drugą osobę.

Trudna nauka

Teraz powiem coś bardzo kontrowersyjnego. I liczę przy tym na Waszą otwartość. Szczerze mówiąc, kiedy zobaczyłam w jaki sposób Ingrid mówi o swojej orientacji seksualnej, w mojej głowie pojawiła się jedna myśl: skoro o byciu lesbijką można mówić w tak fajny, miły i ciepły sposób (żeby była jasność – u mnie w tej kwestii bez zmian ;-)), to tym bardziej można tak mówić o wierze w dobrego Boga. Nie trzeba się żreć i kłócić. Nie trzeba szykować argumentów na każdy zarzut. Można opowiedzieć jak to jest w moim świecie. I znów – zaproponować nową jakość.

Wydaje mi się (choć to chyba jeszcze większa kontrowersja), że homoseksualiści mają podobny problem z wizerunkiem jak Kościół: ich też ocenia się po pozorach. Ich też się szufladkuje.

Bajkowy szyk

Estée Lalonde nie jest idealnie szczupła, doświadcza „quarter life crisis” i lubi się śmiać. Polubiłam ją. Bardzo. Ma piękne mieszkanie, złotego charta i chłopaka, którego poznała na początku YouTube’owej kariery. To dla niego przeprowadziła się do Londynu aż z Kanady. Lada moment wyda też swoją książkę – „Bloom”.

Na jej filmach widzę eleganckie i szczęśliwe życie młodej kobiety w Londynie. Jest to trochę bajka – którą razem z Aslanem (jej chłopakiem) przełamują na ich wspólnym, vlogowym kanale – ale bajka inspirująca.

Tolerancja dla kosmosu

W jednym z filmów ktoś zapytał Estee czy jej zdaniem powinno się żyć w czystości do ślubu. Uśmiechnęła się szeroko, bo pytanie było raczej żartem. – Ja tego nie stosuję, ale jeżeli komuś takie podejście odpowiada, dlaczego nie – stwierdziła. Jasne, że czystość to dla wielu ludzi kosmos, ale ucieszyłam się, że nie poszła na łatwiznę i nie zbyła tego pytania ironiczną odpowiedzią.

Emocjonalna higiena i kolory

Lucy Moon tak jak Estée mieszka w Londynie. Studiuje historię, wynajmuje skromny pokój i uwielbia grejpfruty.

Mówi o dekorowaniu studenckiego pokoju, o stosunku ciała do duszy, o tym jak ważne jest dbanie o swoje emocje. Z magicznym dystansem (patrz: film poniżej) opowiada o własnych kryzysach. Jest uwrażliwiona na problem zaburzeń odżywiania, które były „epidemią” w żeńskiej szkole z internatem, w ktorej dorastała.

Mówi w mądry, przemyślany i dojrzały sposób. Jej filmy to niebanalna i kreatywną opowieść o przechodzeniu z fazy „dziewczyna” w fazę „kobieta”.

Pidżamowe party i kompleksy

Kiedy mi smutno i mam dość samej siebie, bardzo lubię posłuchać Dodie Clark, skądinąd zaprzyjaźnionej z Lucy.

Dodie (a właściwie Dorothy) wydaje się być kompletnie wolna od kompleksów i wszystkiego, co sprawia, że chcemy się wydawać lepsi i ładniejsi niż jesteśmy. Nie ma idealnej cery i zdaje się, że ma to gdzieś. A do tego jest niesamowicie zdolna. Pisze (cudowne) piosenki, śpiewa, gra na klawiszach, ukelele, klarnecie i Bóg jeden wie na czym jeszcze. Dzięki niej znów zaczęłam pić herbatę z mlekiem (która jest „jak deser”) i zaczęłam tęsknić za babskimi, piżamowymi imprezami. Chociaż oglądając jej filmy mam wrażenie, że siedzimy razem, zdradzamy sobie największe sekrety i właściwie niczego już więcej nie trzeba.

Poproszę świeżość i słońce

Co daje mi oglądanie YouTube’a? Dowiaduję się co mają do powiedzenia i jak żyją ludzie wychowani w innym świecie. Konfrontuję schematy z konkretnymi historiami. Odświeżam nie tylko swój angielski ale też motywacje i marzenia, przykryte kurzem lenistwa i pesymizmu.

Ingrid, Estée, Lucy i Dodie nie są wierzące, nie marnują energii na krytykowanie innych, nie ograniczają się we wrzucaniu filmów na Snapchata i pewnie ciężko im wyskoczyć na spacer bez telefonu. Ale są w tym prawdziwe. I chyba dlatego lubię spędzać „z nimi” czas.

Zobacz inne wpisy

6 komentarzy

  • Reply Chuda 29 września 2016 at 12:49

    Dzięki Jolu, poszerzyłam horyzonty :-)

  • Reply Martyna 27 czerwca 2016 at 23:54

    Oj Jola Jola, od czasu tego wpisu, Dodie i Lucy wkradły się też do mojej paczki!
    Coś wspaniałego, dzięki za ponowne poszerzenie horyzontów ! :)
    Pozdrawiam Cię baaardzo i z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy :)

  • Reply Anna 15 czerwca 2016 at 13:11

    Ja próbuję uciec z YT. Tak jak Mała Wojowniczka, zauważam, że szukam doznań w cudzym życiu (wycieczki zagraniczne Mimi Ikonn, kolejna ksiązka Zoelli, czy siedzenie w domu i zarabianie na współpracach Laury Ogrodowczyk) i zabijam chęć przeżywania swojego ja, swojego tu i teraz wraz ze wszystkimi swoimi możliwościami i słabościami…
    Mogę za to polecić energetyczne projekty DIY u Mr.Kate i zielarskie mądrości Ziołowego Zakątka :)

  • Reply Mała Wojowniczka 14 czerwca 2016 at 00:59

    A ja z kolei od jakiegoś czasu przestałam oglądać kanały na YT- nie dlatego że uważam je za złe same w sobie, ale one zaczęły mi zabierać czas i koncentrację i sprawiać, że nie zauważałam pozytywów we własnym życiu i myślałam, że „oni to mają dobrze”. W dodatku, przestałam znajdować w nich odpowiedzi na głębsze pytania, które mnie nurtowały. I takie, większe zaangażowanie w realne życie mi bardzo pomogło, przestałam się porównywać z innymi; nawet teraz nie wiem właściwie dlaczego oglądałam tą czy inną osobę na YT. Ale polecam z czystym sumieniem jeden kanał – School of Life. Tam są różne przemyślenia na tematy ważne i ciekawe, wypowiadane z szacunkiem i zrozumieniem dla różnorodności otaczających nas osób.

  • Reply Marta Kamińska 12 czerwca 2016 at 20:56

    Bardzo się cieszę, że opowiedziałaś dzisiaj o swojej youtubowej paczce! Właśnie poszukiwałam jakichś inspiracji. Estée znam od dwóch tygodni i też bardzo ją lubię. Resztę dziewczyn zamierzam polubić tak mocno jak polubiłam Ciebie! Dzięki Jola! :)

  • Napisz coś od siebie

    Zapisz się na mój newsletter!

    autoresponder system powered by FreshMail