kultura

Co łączy Papieża z Emmą Watson?

27 maja 2016

Po obejrzeniu filmu z intencją Papieża Franciszka na maj, przypomniało mi się wystąpienie Emmy Watson w ONZ w 2014 roku. Mówiła tam o feminizmie. Ta zaskakująca podróż mojego mózgu powiedziała mi o kobiecości więcej, niż dziesiątki wypłowiałych mądrości.

Kiedyś w szkole kolega nazwał mnie „feministką”. Prawie się na niego obraziłam: ja feministką? W życiu! Zapytałam skąd przyszło mu to do głowy. Odpowiedział: „Bo Ty zawsze sobie ze wszystkim radzisz”. Zabolało mnie to. Poczułam, że to źle, że sobie radzę. Zrozumiałam, że w oczach niektórych osób byłabym bardziej kobieca i lepsza, gdybym radziła sobie gorzej niż koledzy. Do dzisiaj mam kompleks „silnej kobiety”. Ale właściwie dlaczego?

Dziwny schemat

Dlaczego dziewczyny, które świetnie sobie radzą, słyszą: „Będzie ci ciężko znaleźć męża”, „Faceci się takich boją”? Dlaczego takimi sugestiami wmawia się nam, że dopiero znalezienie męża da nam spełnienie? Co, jeżeli kobieta czuje się spełniona tak po prostu, tym co robi, kim jest, a partner to dodatkowe szczęście dzielenia życia z drugą osobą? Swoją drogą, czy nie tak właśnie powinno być?

Jedni ludzie są odważni, drudzy mniej. Jedni są pracowici, inni nie. Jedni mają więcej sił, innym ich brakuje. Zależy to od wielu czynników, ale żadnym z nich nie jest płeć. Chłopcy, którzy wygrywają, nigdy nie usłyszą: „Będzie ci ciężko znaleźć żonę”, bo każda kobieta chce być z mężczyzną, który jej imponuje. Nie jestem psychologiem, biologiem ani socjologiem i nie znam się na gender studies, ale na gołe oko widzę, że mamy w głowach jakiś dziwny schemat. I coś w nim nie gra.

Niepopularne słowo

Papież Franciszek poleca nam w maju modlitwę w intencji kobiet. W filmie zwraca uwagę na równość kobiet i mężczyzn, która zbyt często jest zachwiana. Słuchając go przypomniało mi się wystąpienie Emmy Watson w ONZ. Przekonywała ona, że lęk przed słowem „feminizm” jest niesłuszny. Tłumaczyła: „Feminizm ze swojej definicji to przekonanie, że mężczyźni i kobiety powinni mieć równe prawa i możliwości. To teoria politycznej, ekonomicznej i społecznej równości płci.”

Niby wszystko się zgadza, ale ja wciąż nie chcę „być feministką”.

Dlaczego? Bo feminizm to – jak się okazuje nie tylko w Polsce – określenie prowokujące walki i dzielące ludzi grubą, krwawą kreską. Bo z góry uznaje się, że feministki są męskie i wredne, są zwolenniczkami aborcji i adopcji dzieci przez pary homoseksualne. To takie proste skojarzenie. Takie oczywiste. I takie krzywdzące.

10-minut, które warto przemyśleć:

Inne schematy sprawiają, że mężczyźni są cenieni i szanowani bardziej niż kobiety. Są traktowani poważniej. Są chętniej zatrudniani, bo kodeks pracy nie obliguje ich do urlopu tacierzyńskiego, a jedynie daje im taką możliwość. Chętniej powierza im się odpowiedzialne funkcje. Nigdy nie ocenia się ich nóg ani piersi. Ale trudniej im zdobyć pełnię praw rodzicielskich nad dzieckiem.

Dlatego zgadzam się z tym, że nie ma dziś kraju, w którym kobiety są traktowane na równi z mężczyznami. I odwrotnie. Ale żeby było jasne, nie chodzi o niwelowanie różnic między oboma płciami. Chodzi o równy szacunek wobec nich.

Nie ambicje i nie honor

Emma Watson jest ambasadorka projektu „HeForShe”, w ramach którego mężczyźni są pytani o równość płci, swój stosunek do kobiet i feminizmu. To mądre, spokojne rozmowy z normalnymi ludźmi. „There is a difference between Femi-Nazis and Real Feminists” – czytam w komentarzach pod prelekcją aktorki. A może rzeczywiście feminizm per se to autentyczna troska o godność kobiet i nie ma się czego bać?

Jedno jest pewne. Tym, co łączy papieską prośbę z wystąpieniami Emmy Watson nie jest religia, hierarchia wartości ani szczegółowe rozwiązania. Łączy ich troska o drugiego człowieka i jego prawa. Nie o interesy, honor czy ambicje, ale o kobiety, których prawa są łamane albo które wyłącznie ze względu na swoją płeć są traktowane z przymrużeniem oka.

Naprawdę warto modlić się w tej intencji. A do tego myśleć i kochać szerzej, niż podpowiadają nam media.

Zobacz inne wpisy

24 komentarze

  • Reply Soul33 29 listopada 2016 at 00:05

    W kwestii zaradności, z punktu widzenia psychologii ewolucyjnej sprawa jest dość prosta. Mężczyzna potrzebuje mieć poczucie, że wnosi do życia kobiety coś wartościowego. Że jest potrzebny. Nie oznacza to jednak, że jest źle, gdy kobieta jest zaradna. Wręcz przeciwnie – zaradność u kobiet też może być cechą atrakcyjną, bo zwiększa dostosowanie ewolucyjne. Byle tylko bez popadania w skrajność, aby facet (j.w.) nie czuł się zbędny.

    Przy czym warto odnotować, że atrakcyjne są cechy charakterystyczne dla danej płci. I tak np. badania wykazały, że zamiana ról w związku prowadzi do spadku wzajemnego pociągu seksualnego. Podobno jest to nierzadko spotykany problem w gabinetach seksuologów. Oczywiście wynika stąd, że gdy kobieta pracuje, a mężczyzna zostaje w domu z dzieckiem, wtedy rosną statyczne szanse na kryzys w związku. Badania dotyczące egalitaryzmu nie wykazywały takich efektów.

    Po prostu dla kobiet atrakcyjne jest to, co męskie. Kobiety nie potrzebują tego, co daje inna kobieta. I tak samo na odwrót.

    Pozdrawiam

  • Reply Aga 3 października 2016 at 21:57

    Jolu, nie wiem, czy jeszcze to przeczytasz, ale tak sobie napiszę.

    Zwróć uwagę na etymologię słowa feminizm. Jak nazwa wskazuje, jest to ruch/ideologia skupiająca się na prawach kobiet. W sytuacji, gdy kobiety są przez prawo traktowane gorzej, feminizm dąży do równości. W innych przypadkach dąży do wywyższenia kobiet i dyskryminacji mężczyzn. Jest dokładnie tym samym, czym męski szowinizm – płciową wersją rasizmu.

    Ja mówię o sobie, że jestem zwolennikiem równouprawnienia płci. Sto lat temu znaczyłoby to pewnie to samo. Dziś oznacza, że oburza mnie zarówno dyskryminacja kobiet (np. w instytucjach Kościelnych…) jak i dyskryminacja mężczyzn (np. ograniczanie praw rodzicielskich, o czym wspomniałaś). Dla mnie „prawa kobiet” to aberracja – powinny istnieć naturalne prawa człowieka i stanowione prawa obywatelskie, takie same dla wszystkich.

    Feminizm jest kojarzony negatywnie, i nie bez przyczyny. Splamił się agresją, pieniactwem, wandalizmem, profanacją, ekshibicjonizmem, szowinizmem czy choćby zwykłą głupotą. Oczywiście można próbować zmienić sens tego pojęcia, ale po co, skoro istnieje idea równouprawnienia?

    To trochę kwestia gustu, ale ja najchętniej pozostawiłabym feminizm w mrokach przeszłości. W Polsce nie jest już do niczego potrzebny, podjudza tylko do wzajemnej nienawiści.

  • Reply Zosia 5 czerwca 2016 at 11:29

    Bardzo podoba mi się Twój wpis i w zgadzam się z nim, bo- niestety- w środowiskach katolickich jakikolwiek feminizm często uznawany jest za coś złego, a takie straszenie, że nie znajdę sobie męża, bo jestem „silną kobietą” słyszę od maleńkości i szczerze mówiąc, zaczęłam w nie swego czasu wierzyć i sama je powtarzać.
    Przykład Emmy Watson i „He for she” jest również dobry, ale wydaje mi się, że warto by było zamieścić informację, że ta akcja i jej ambasadorka nie tylko promują równość i poszanowanie kobiet, ale również (niestety) aborcję i gender.
    Nie chodzi mi o atak, czy czepialstwo, nie zrozum mnie źle, tylko że brakuje w świecie rozsądnego, dobrze poprowadzonego głosu katolickiego feminizmu, który wspiera kobiety, ale nie niesie za sobą tego aspektu kobiecej dominacji, czy degradacji wszelkich wartości. Przykład Watson pokazuje, że w feminizmie globalnym pod otoczką pełną cnót czai się zagrożenie dla kobiet i mężczyzn.

    • Reply Jola Szymańska 10 czerwca 2016 at 10:49

      Zosiu bardzo mi miło, dzięki :-)
      Jakoś tak czuję, że nie ma potrzeby tego podkreślać. Co do aborcji w najtrudniejszych przypadkach – nie dziwię się niewierzącym kobietom że mają takie a nie inne podejście, a odgrzewanie tego na każdym kroku wydawało mi się niepotrzebne. Wiadomo jak jest.
      A co do gender, to kariera tego słowa już sama w sobie mnie dziwi bo świadomość roli obu płci w kulturze i historii świata (gender studies) wydaje mi się mega ważna i potrzebna. Nie wiem przed czym mogę tu przestrzegać. (Bo mam nadzieję, że nie mówimy o straszeniu przebieraniem chłopców w dziewczynki i odwrotnie, ale o poważnym i mądrym podejściu do sprawy ;-) )
      Wierzę, że jest możliwy feminizm. Po prostu. Nie katolicki, nie nie-katolicki. Że feminizm może być przestrzenią dobrych rozmów w dobrej sprawie. Może nie dziś, może kiedyś. Może nie na wielką skalę ale na co dzień między przyjaciółmi. Ale wierzę, że tak można. I warto chyba :-)

      Dzięki Ci raz jeszcze! Pozdrowienia :-)

  • Reply Paweł 1 czerwca 2016 at 05:28

    Ciekawie się już porobiło u kobiet katoliczek. Już nie mąż a partner. Mąż jest na stałe a partner jest tymczasowy. Czyżby u Pani Joli kultura tymczasowości zrobiła wyłom? Szkoda by było.

    • Reply Jola Szymańska 1 czerwca 2016 at 08:39

      Bez obaw. „Partner”, bo zanim mąż to narzeczony, a jeszcze wcześniej chłopak ;-) Nie dajmy się zwariować, partner to normalne słowo ;-)

  • Reply Rzeczowa 30 maja 2016 at 18:54

    Ujmijmy problem globalnie:
    https://www.youtube.com/watch?v=6XWXUmWqZGg

    Kwestie wyborów zostały wyjaśnione już przez przedmówców, jednak chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na działalność Emmy Watson: nie podchodziłbym poważnie do ideowych działań osób, które ukrywają swoje dochody w krajach trzeciego świata, jednocześnie apelując o prawa kobiet i biednych w swojej ojczyźnie. Panna Watson została już jakiś czas temu zdemaskowana przez tzw. Panama Papers.

    Skoro więc wcześniej wielokrotnie rozprawiono się z mitami dot. dyskryminacji kobiet, panna Watson też została zdemaskowana jako działaczka społeczna (tak a’ propos troski pani Watson o troskę drugiego człowieka), warto pochylić się nad początkami i intencjami feminizmu… Ale to może być wstrząsająca lektura.

    Szkoda, że ten tekst ma tyle błędów (? ciężko mi nazwać tekst oparty na fałszywych tezach dot. sytuacji społeczno-ekonomicznej kobiet) i opiera się na postawie osoby, która ze swojej działalności „non profit” robi środek do wykorzystania trendów.

    • Reply owca 30 maja 2016 at 21:43

      widzi pani, problem polega na tym, że ktoś, kto myli się w jednej kwestii, nie musi mylić się w innej., takie czarno-białe schematyczne myślenie, w którym nie zastanawia się nad prawdziwością i sensem treści przez kogoś przekazywanej, ale nad tym kim dana osoba jest, nie prowadzi do żadnych zmian w rzeczywistości (a pachnie zaściankiem). nie wspominając o tym, że posiadanie firmy zarejestrowanej w raju podatkowym samo w sobie nie jest żadnym przestępstwem – tak więc fakt, że emma watson odprowadza tam swoje podatki o niczym nie świadczy.
      ponadto jeśli mogę zapytać – co dokładnie ma pani przeciwko ruchowi sufrażystek?
      pozdrawiam.

      • Reply Rzeczowa 31 maja 2016 at 16:27

        Nie, oczywiście. Unikanie oddawania państwu podatków za pomocą luk prawnych wcale nie odbiera wiarygodności osobie, która prosi to państwo o interwencje w celu „równości”. Nie jest to ani trochę niemoralne, tak samo, jak pisanie o konieczności zwiększenia podatków dla najbogatszych (tyż Emma) w takiej sytuacji. Fikcja jest modna.

        Nic nie pisałam o sufrażystkach.

  • Reply Anna 28 maja 2016 at 12:47

    Jolu, i ja swego czasu żyłam na pełnej petardzie jako niezależny kato-kot (animator, uczestnik seminariów międzynarodowych i takie tam łącznie z samotnymi lotami za granicę i spędzaniem każdego weekendu w innym mieście). Odpuściłam na własnym podwórku. Spotkałam człowieka, który wprost poinformował mnie, że ma do mnie dystans, bo jestem taka doświadczona, charyzmatyczna w towarzystwie itd. Poprosiłam go, by już się nie bał i… został moim mężem. Ta lampka, którą zapalił kiedyś, pozwala mi pilnować się by być słabą tam, gdzie jest to potrzebne – w przestrzeni jego męskości – to nie ja wymieniam żarówki, to nie ja wymądrzam się jak należy coś zainstalować, to nie ja prowadzę domowy budżet (a przecież wszystko to mogłabym spokojnie sama zrobić). I to jest zdrowe podejście (moim zdaniem). Jestem super samodzielna tam, gdzie jest to rzeczywiście potrzebne (uczelnia, obóz, na którym jestem wychowawcą czy dom, kiedy mąż jest w delegacji).
    Jestem pedagogiem i mam trochę inny obraz tego, co opisałaś (ale nie chcę konkurować długością komentarza z długością Twojego tekstu). Przede wszystkim grunt to znaleźć sposób na swoją kobiecość i nie poddawać się żadnemu ze stereotypów (chyba, że tym pozytywnym!).

    • Reply Jola Szymańska 28 maja 2016 at 13:01

      Aniu jak najbardziej się z Tobą zgadzam :-) Ten tekst nie mowi: „nie zważaj na nic, liczą się tylko Twoje ambicje”. Chciałam tu zadać pytanie dlaczego oceniamy się nawzajem na podstawie społecznych oczekiwań wobec nas i jaki sens maja te oczekiwania. Rozumiem że Ty piszesz o podejmowaniu dojrzałych i świadomych decyzji zamiast życia na ślepo swoim widzimisię i masz ogromną racje :-) Faktycznie można by tu gadać i gadać ;-)
      PS Ja nie żyję tak jak opisałaś ;-))

      • Reply Anna 28 maja 2016 at 13:15

        A widzisz i tu jest miejsce na temat „ocenianie: – ja Cię tak oceniłam po śledzeniu fp na FB i tekstów tu.
        Oceniamy, bo tak jest łatwiej – utarty schemat i nie trzeba się wysilać na wymóżdżenie (niemalże) obiektywnej opinii.
        Ktoś powiedział, że oceniając innych, niestarcza nam czasu, by ich kochać.
        To jest moje motto ostatnio!

  • Reply Wojtek 28 maja 2016 at 04:28

    Dzień dobry, bardzo ciekawy wpis.

    Mam w związku z nim pewne pytania. Napisała Pani iż mężczyznom chętniej powierza się odpowiedzialne funkcje. Czy może Pani przytoczyć konkretne dane, świadczące o prawdziwości powyższego stwierdzenia?
    Jeżeli jednak, nie posiada Pani takich danych – to czy nie jest schematem formułowanie takich stwierdzeń?

    Pozdrawiam Serdecznie

    • Reply Jola Szymańska 28 maja 2016 at 10:19

      Cześć Wojtku :-) Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko bardziej bezpośredniej formie. Do tego konkretnego wniosku doprowadziła mnie prosta obserwacja tego jak funkcjonują duże przedsiębiorstwa, a nawet kto jest wybierany przez spoleczeństwo w wyborach. Nie bez kozery każda kobieta-prezydent (a czasem nawet kobieta-prezes) to sensacja.

      Mi osobiście marzy się odpowiedzialna funkcja kobiety-matki, ale jednocześnie mocno kibicuję koleżankom, które osiągają sukces zawodowy. Bo na to zasługują.

      Widzisz ten tekst nie miał być głosem przeciw mężczyznom. Jeżeli tak wyszło, to trochę mi z tym źle. On miał być pytaniem o to kim jesteśmy, kim chcemy byc i co stanowi przeszkodę w byciu sobą.

      Pozdrawiam!

      • Reply Wojtek 28 maja 2016 at 16:29

        Cześć Jolu :-)

        Napisałem ten krótki tekst ponieważ uważam, że niektóre sformułowania których użyłaś są krzywdzące dla mężczyzn. Myślę że nie można opisywać rzeczywistości obiektywnie, przez swoje subiektywne doświadczenia. Podam krótki przykład.
        Załóżmy że w ostatnim roku miałem sześć wypadków samochodowych, wszystkie z winy kobiet kierowców (kierowczyń). Czy w takim razie, prawdziwym jest moje subiektywne stwierdzenie, iż wszystkie kobiety są słabymi kierowcami? No nie. To tylko mój schemat który mam w głowie.

        W moim doświadczeniu zawodowym pracowałem w kilku korporacjach informatycznych i nigdy nie spotkałem się tam, z jakąkolwiek dyskryminacją ze względu na płeć. Czy zatem mówiąc iż problem dyskryminacji nie istnieje – mam rację? No nie…

        Co do wyboru kobiet przez społeczeństwo w wyborach to posłużę się matematyką i logiką.
        W Polsce uprawnionych do głosowania jest około 50 % kobiet i 50% mężczyzn. Zatem jeżeli wybierani są w większości mężczyźni to :
        a) kobiety uprawnione do głosowania częściowo nie głosują
        b) kobiety głosują na mężczyzn
        Innych możliwości nie ma. W takim razie to same kobiety są odpowiedzialne w połowie za wyniki wyborów. Nikt inny.

        Krótkie podsumowanie, ponieważ dziewczyna mnie już pogania.

        a) Nie atakuję Ciebie osobiście Jolu, tylko twoje opinie które uważam, że troszkę rozmijają się z prawdą
        b) Problem dyskryminacji W POLSCE jest trochę rozdmuchany. (O problemie słyszę tylko w mediach, ale nigdy od kobiet które znam – jest to moja prywatna opinia)
        c) Kocham kobiety
        d) Bardzo fajny blog :)

        Pozdrawiam i na rower, czym prędzej spadam :)

        • Reply Jola Szymańska 30 maja 2016 at 22:40

          Wojtku, ale ja się z Tobą jak najbardziej zgadzam! To prawda, że w dużych i mądrze zarządzanych korporacjach wygrywa nie płeć a kompetencje. Im bardziej profesjonalny i wykształcony personel, tym (co do zasady) jest z tym lepiej. Zresztą, kodeks pracy jasno i wyraźnie broni osób traktowanych nierówno ze względu na płeć. Ale zobacz na małe miejscowości i małe społeczności, w których prawo pracy już nie pomoże. Jeżeli chodzi o moje osobiste doświadczenie, to najbardziej bolą mnie kalki myślowe, z których nie wszyscy zdają sobie sprawę i powtarzanie frazesów o szkodliwości feminizmu zamiast samodzielnego myślenia. O innych swoich doświadczeniach nie chcę pisać publicznie ;-)
          Podsumowując:
          a) nie czuję się przez Ciebie atakowana :-)
          b) Nie używam jeżeli chodzi o Polskę określenia „dyskryminacja kobiet”. Umyślnie. Jestem daleka od paniki a to słowo jest dosyć ostre. Uważam, że w Polsce w takim ogólnym zarysie byłoby przesadą. Pisałam głównie o nawykach myślowych, trochę też o nierówności, która – jak słusznie piszesz – nie jest zasadą. Dzięki Bogu. Swoją drogą ja prywatnie chętnie gadam na ten temat. I wolę w ten sposób, bo pisząc coś takiego w internecie jakaś część ludzi pewnie skojarzy autora z którąś ze skrajności i da upust własnym emocjom – słowem, nie cierpię tematów kontrowersyjnych ale chciałam wyrazić i skonfrontować to, co rosło we mnie od dawna – tym bardziej dziękuję Ci za konstruktywne uwagi, które dały mi do myślenia. Rzeczywiście bardziej czułam niż przeżyłam nierówność jeżeli chodzi o powierzanie kobietom odpowiedzialnych funkcji :-)
          c) Gratuluję świetnego gustu!
          d) j.w. ;-)))
          e) jeżeli Cię uraziłam – przepraszam i dzięki za zwrócenie uwagi.
          Pozdrowienia! Mam nadzieję, że wycieczka się udała :-)
          j.

          • J. 14 sierpnia 2016 at 14:10

            f) Mężczyźni też mogą głosować na kobiety. Stosuję.

  • Reply adgam 27 maja 2016 at 20:44

    Witam :) zupełnie nie wiem skąd mi się dziś wzięło w głowie to słowo femi-nazi to chyba była jakaś zapowiedź ;) Bo tak sobie myślę ostatnio: też staram sie sobie jakoś radzić i juz sama nie wiem czy to cos złego? Bo zostałam kiedyś zapytana czy jestem feministka i to zabrzmiało jakoś mało pozytywnie… Ale ja po prostu nie potrafię czekać i wyręczać sie kimś, może to jednak błąd?

    • Reply Jola Szymańska 27 maja 2016 at 21:21

      Hej! Samodzielność i zaradność to nigdy nie jest błąd ;-)

      • Reply adgam 27 maja 2016 at 21:43

        Dzięki! moja mama też jest tego zdania, a jak wiadomo mama zawsze ma rację ;)

  • Reply Eryk 27 maja 2016 at 20:41

    Czekałem na ten tekst, czekałem i czekałem i nareszcie się doczekałem! Ładnie i zgrabnie Ci to wyszło, popieram :)

  • Napisz coś od siebie

    Zapisz się na mój newsletter!

    autoresponder system powered by FreshMail