kultura

Mnisi robią dizajn

30 lipca 2014

Poznajecie o. Leona Knabita? To chyba najbardziej znany benedyktyn w Polsce. W Opactwie Benedyktynów w Tyńcu hasło Keep Calm and ora et labora króluje od wieków. Od niedawna mówią o tym w świeżej i nowoczesnej formie!

Keep Calm towarzyszy benedyktynom od wieków. Przecież to tyle, co zachowaj spokój! Wystarczy dołożyć klasyczne (gotyckie?) módl się i pracuj, żeby okazało się jak życiowe są zakonne reguły. Tak właśnie powstały koszulki Keep Calm and Ora et Labora – hit sezonu lato 2014.

Reguła ora et labora (łac. módl się i pracuj) długo stwarzało dystans. Tymczasem trudno zaprzeczyć odwiecznej prawdzie, że praca i modlitwa najzwyczajniej w świecie dają szczęście, a lenistwo dołuje. Zatem połączenie popularnego motywu z regułą benedyktyńską sprawiło, że wydaje się ona bardziej przystępna a przy tym sama forma („keep calm”) nie razi naiwnością. Przy promocji „poważnych” haseł trzeba uważać, istnieje ryzyko popadnięcia w skrajność, przesłodzenia, które w kontekście „prawd odwiecznych” razi. Benedyktyni ominęli to ryzyko szerokim łukiem, daleko im do spłycania treści. W dodatku nie poprzestali „zakonnej” treści – również cena idzie z nią w parze, jedna koszulka to koszt zaledwie 29 zł!

Może i w tym szaleństwie jest metoda? (opaandcompany.com)

Zresztą, fajne są nie tylko tynieckie koszulki – całe Wydawnictwo jest bardzo ciekawie prowadzone. Poważne pozycje są przedstawione całkiem na luzie – jakby chciano powiedzieć: traktaty XVII wiecznych zakonników są dla ludzi! Oczywiście to prawda, ale nie lada sztuka przekonać do niej przeciętnego… internautę.

Godny polecenia jest wreszcie popularny fanpage „Keep Calm and ORA et LABORA”, na którym regularnie pojawiają się krótkie i z pozoru proste wskazówki. Są to pokrzepiające, motywujące, lakoniczne rady w bardzo ciekawym graficznie wydaniu, także nawiązującym do popkulturowego „Keep Calm”.

Przykład Benedyktynów pokazuje, że nowoczesna, atrakcyjna forma może służyć nie tylko nowatorskim treściom. Równie dobrze komponuje się z prawdami sprzed wieków, skracając dystans pomiędzy nimi a współczesnym odbiorcą.

Zobacz inne wpisy

7 komentarzy

  • Reply Człowiek 5 sierpnia 2014 at 21:50

    I niech ci Bóg błogosławi, a Maryja niech zawsze wspiera i ku Bogu prowadzi:)

  • Reply Jola Szymańska 1 sierpnia 2014 at 19:49

    „Hipsterski” tytuł tego bloga jest zwyczajnie przekorny, bo żaden hipster nie nazywa siebie hipsterem ;) A tak serio, nie ma definicji tego zjawiska (bo jest to raczej zjawisko a nie kultura). Hipsterami określa się pseudointelektualistów, jest to raczej określenie ironiczne w stosunku do osób, które chcą być widziane jako modne i na czasie, przez co ślepo powielają modę a szczytem ich marzeń literackich jest lektura biografii Audrey Hepburn. Do tego mają dużo pieniędzy, świetny sprzęt (telefon, aparat) i drogie ciuchy.
    Dlatego określenie: „jesteś hipsterem!” ma pejoratywny wydźwięk. Znaczy tyle, co: „dobrze wyglądasz ale w głowie masz siano!”
    Co do miejsc, one nie są ani trochę tajemnicze! Utarło się, że „hipsterzy” chodzą tam gdzie jest drogo, piją kawę ze Starbucks’a, jedzą sushi itp., jednocześnie starają się być „eko”, bo modne jest wszystko, co jest „slow” (zatem także slow food). „Slow” – powolny, na luzie, bez pośpiechu. Jednym słowem hipster to archetyp niezbyt kreatywnego i niezbyt zdolnego, bogatego nastolatka.

    Na tym blogu, jeżeli przejrzysz sobie kilka postów, zauważysz, że „hipsterskość” to po protu forma, estetyka, czasem język. Dostałam kilka dni temu pierwszy telefon z dotykowym ekranem, a w Starbucksie nigdy nie byłam. Nie wiem, czy jestem hipsterem. Nie mi oceniać. A okulary… cóż… Wolę „hipsterskie” okulary niż spódnicę po kostki i polar. Hipster to pojęcie wytrych, każdy ma w sobie coś z hipstera, bo każdy chce być gdzieś lepszy niż jest :)

    Pozdrowienia! :)

    • Reply Człowiek 5 sierpnia 2014 at 21:49

      Hehe dobre:), ciekawe rzeczy napisałaś o tych hipsterach i jestem w stanie się z nimi zgodzić, wciąż jednak jestem zdania, że hipsterzy lubią miejsca dla wtajemniczonych, takie „warszafkowe” albo „krakówkowe”. Ja też wolę „hipsterskie ” okulary niż spódnicę po kostki i polar, a z takim ubiorem mamy w środowiskach katolickich wciąż jeszcze często do czynienia. Polecam ci pójście do Starbucksa na pyszną gorącą czekoladę. Ciastka (donutsy) też mają dobre.

      Pozdrawiam:)

  • Reply Człowiek 1 sierpnia 2014 at 17:21

    Na pewno do tej „kultury” przynależy specyficzny ubiór lub ubiory, których cechą charakterystyczną są duże okulary. Słyszałam, że hipsterzy to ludzie którzy są bardzo skoncentrowani na swoim wyglądzie i na tym by być bywalcami różnych miejsc, które są znane tylko wtajemniczonym. Mam świadomość, że określenia „kultura hipsterska” użyłam trochę na wyrost. Tym niemniej mam wrażenie z moich warszawskich obserwacji, że wszystkich hipsterów łączy sztucznie wykreowana oryginalność no i to nieustanne bywanie w miejscach znanym tylko wtajemniczonym, a jeśli ktoś nie zna tych miejsc to jest dla hipsterów ciemniakiem. A jakie są twoje doświadczenia w byciu hipsterką?

  • Reply Jola Szymańska 1 sierpnia 2014 at 08:30

    Człowieku, odpowiedź na Twoje (ciekawe!) pytanie zależy od tego, co rozumiesz przez pojęcie „kultura hipsterska”? Szczerze mówiąc trudno jest mi się do niego odnieść, ponieważ nie do końca wiem co masz na myśli ;)

  • Reply Człowiek 31 lipca 2014 at 21:38

    Nie przepadam za kulturą hipsterską, a ten melanż niektórych katolików z hipsterstwem uważam za pewien rodzaju dialog ze współczesnym światem i próbę dostosowania się do niego. Nie jestem w stanie ocenić czy to jest złe czy dobre, faktem jest, że my, katolicy zamiast zewangelizować i skatechizować współczesny świat sami daliśmy się „zewnagelizować” światu. Hipster katoliczko, co właściwie jest stycznego w chrześcijaństwie i kulturze hipsterskiej?
    Pozdrawiam

  • Napisz coś od siebie

    Zapisz się na mój newsletter!

    autoresponder system powered by FreshMail