natura

My jesteśmy oryginalni – o czystości kilka lekkich słów

29 maja 2017

Nigdy otwarcie nie pisałam o czystości, ale najwyższy czas to zmienić. Nawet jeżeli wygodniej byłoby siedzieć cicho.

Nie wiem sama jak mówić o seksualności. Kiedy w gimnazjum na WOS-ie użyłam słowa „seks”, nauczycielka kazała mi zostać po lekcji, wskazała palcem na te cztery litery i z zaniepokojoną miną zapytała dlaczego używam „takich słów”. O dziwo na tym potencjalna afera się skończyła, ale dystans między mną a panią z WOS-u pozostał.

Wiele razy przekonałam się, że słowo „seks” ma jakąś magiczną moc obezwładniania ludzi. Szafuje się nim wte i we wte – grozi się nim, walczy się nim, fajnie wygląda na transparentach, ale na codzień… udajemy, że go nie ma.

Szczególnie, kiedy jesteśmy wierzącym niezamężnym osobnikiem, niemającym prawa wiedzieć, co i jak.

Wyspa seksualnego niebytu

Nie zdziwi Was pewnie, że czekam z seksem do ślubu, ale byłam i jestem zażenowana tym, jak o czystości się mówi. Poziom „świadectw czystości” z którymi się spotykam woła o pomstę do nieba. Nie dziwota, że absolutna większość z nas jest poblokowana, jak moja nauczycielka WOS-u.

Problem w tym, że unikając tematu wcale sobie nie pomagamy. Wręcz przeciwnie. Dlatego chcę zacząć od powiedzenia głośno kilku bardzo ważnych dla mnie rzeczy.

1. Czystość to nie kwestia honoru

Czy żyjąc w czystości jesteś w czymś lepszy od innych? Nie. No, chyba że chodzi o grand prix w międzynarodowym festiwalu mówienia sobie „nie”. Czystość nie jest wartością sama w sobie. To wyraz miłości do Boga i zaufania Mu, a nie przepis na udany związek.

Ten detal jest bardzo ważny, bo przesuwa „zasługę” z naszego konta, na konto Jezusa (który umarł za nas i nasze grzechy – niezależnie od tego, czy przeszliśmy na czerwonym świetle przez ulicę, ściągnęliśmy nielegalnie mp3, czy kochaliśmy się z kimś). To hojny Bóg, nie Twoja bohaterska czystość, jest źródłem szczęścia, spełnienia i pokoju.

Chcecie mieć taki związek jak na filmie Ayoy? Ja nie ;-)

 2. Szukaj wiedzy i rozmawiaj. Seksualność jest normalna

Nasza „katolicka” wiedza o seksualności najczęściej opiera się na lekcjach religii, opasłych książkach (kiedyś ktoś podarował mi „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich” Karola Wojtyły – nie łudzę się, że kiedyś ją otworzę), kazaniach z niedzielnych mszy i konferencji, i kończy się na ogólnikowym i fałszywym przekonaniu, że albo w czystości chodzi o spanie w jednym łóżku albo – w drugą stronę – wyłącznie o seks. Nie wiem, która skrajność jest gorsza.

Z przyjaciółmi o czystości mówi się raczej ogólnie, a autorytetów brak (jedynie o. Adam Szustak ratuje świat Pachnidłami). Gdzie się jej więc uczymy? W związku, oczywiście. Nasze podejście do czystości i definiowanie jej opiera się na doświadczeniu. Niestety nie tak łatwo trafić na osobę o podobnych wartościach, a jeszcze trudniej znaleźć kogoś, kto przekłada je w czyn. Nasze pragnienie czystości jest więc pozostawione kwestii przypadku. Na kogo trafi, na tego bęc.

3. Czy każdy wierzący czeka do ślubu?

Odpowiedź jest prosta: nie. Nie każdy, kto wierzy, czeka z seksem do ślubu. Między innymi dlatego tak trudno odnaleźć kogoś, kto przeżywa tę sferę podobnie do nas.

Podejście do przykazań zależy od naszej znajomości z Bogiem. Jeśli wiemy o Nim tyle, że jest i trzeba się Go słuchać, szybko wyrośniemy z młodocianej gorliwości. Wystarczy wtedy połączyć ze sobą kilka logicznych faktów, żeby rozsądnie odłożyć przykazania na bok. Po co niby narzucać sobie zasady, z których nic nie wynika? Ja nie wiem.

Dlatego właśnie Jezus to nie zasady, normy i społeczne oburzenie, ale prosta (a jednocześnie wybitna) miłość. I przyjaźń. Kiedy Bóg jest dla mnie żywą, kochającą mnie, rozmawiającą ze mną Osobą, przeżywam grzech podobnie, jak św. Paweł (Rz 7, 15-17):

Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę – to właśnie czynię. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, to tym samym przyznaję Prawu, że jest dobre. A zatem już nie ja to czynię, ale mieszkający we mnie grzech.

Przy okazji polecam Wam mój felieton o etapach unikania spowiedzi ;-) >>

Kiedy Bóg to bliska mi Osoba, chcę do Niego wracać. Nawet, jeśli chcę też to pragnienie czasem zagłuszyć. Jeżeli wiara to dla mnie schematy, pobożność i struktura społeczna, kierowanie się w życiu książką sprzed 2 000 lat wyda mi się rozsądne co najwyżej fragmentarycznie.

Ciekawa rzecz, kiedyś pewien ksiądz tłumaczył mi, że niewierzący nie grzeszą, bo nie wierząc w Boga nie wierzą też w grzech, czyli nie są go świadomi, a świadomość popełniania grzechu to przecież warunek konieczny zgrzeszenia. Ale trudno tu o analogię, kiedy wierzę, ale nie jestem gotowa lub nie chcę żyć w zgodzie z jakimś przykazaniem. Grzech to zawsze mój świadomy i wolny wybór.

4. Czy silna wola wystarczy?

Wchodząc w związek z ogromną wiarą w dobre intencje i dojrzałość drugiej strony wielu z nas ma nadzieję, że w razie „wu” wystarczy asertywność, wytrwałość i konsekwencja, na wzór największych mistyków. Jeżeli druga połówka chodzi do kościoła i mówi, że wierzy, czystość nie powinna być przecież problemem. Teoretycznie.

Po kiego grzyba męczyć się z czystością? Świetny tekst na verilymag.com >>

Po pierwsze, przekonanie o własnej wierze to nie to samo co żywa relacja z Chrystusem, a bez niej argument zbawienia i wolności bardzo traci na sile. Możemy jeszcze mówić o granicach, których nie chcemy przekraczać, ale prośby, żale i łzy mało dają, jeżeli druga strona nie potrafi powiedzieć sobie „nie”. Tym bardziej, że czystość nie jest (niestety) żadną gwarancją szczęścia w związku ani trwałości małżeństwa. Co więcej, samotna walka o czystość może prowadzić do ogromnej frustracji i zniechęcenia.

Dlatego, po drugie, asertywnym można być rok czy dwa, ale nie całe życie. Czystość nie kończy się w momencie ślubu. Stosując naturalne metody planowania rodziny decydujecie się (oboje) na nieuprawianie seksu w dni płodne, a to tym bardziej nie jest łatwe. I chęci jednej strony tu nie wystarczą.

Czego się tu bać? – moja Mama o naturalnym planowaniu rodziny >>

Czy do czystości wystarczy silna wola? Nie. Ani jeżeli czekać chce tylko jedna ze stron, ani, jeżeli obie stawiają na własny upór, a nie na Jezusa.

5. Jak możliwa jest czystość?

Czystość to codzienne, niepozorne wybory. U mnie sprawdza się regularna spowiedź. Kiedy coś się przesuwa, bo brakuje mi do kolekcji grzechu ciężkiego, zaczynam mieć w środku (i w całym pokoju) bajzel. Dlatego najlepiej od razu ruszyć wtedy do najbliższego konfesjonału.

Jakkolwiek głupio to zabrzmi, bardzo pomocna jest aktywność – życiowa i fizyczna. Kiedy mam w sobie dużo pasji i chęci do życia, a do tego zdaża mi się ruszać, nie mam nigdy problemu z czystością.

To moje podstawowe dwa punkty. Może dodacie coś swojego?

6. Czy można być szczęśliwym z niewierzącym?

Pewnie, że tak. Warunkiem (przynajmniej w sferze seksualnej) jest tutaj nie tyle wiara, co szanowanie granic drugiej osoby. Kiedy druga osoba nieustannie je bagatelizuje, niezależnie od jej wiary, trudno mówić o szacunku i miłości na dłuższą metę.

Pierwsza zasada zupełnie niereligijna mówi, że jeśli ona i on chcą żyć w zgodzie, to powinni przestrzegać zasady tej osoby, która wybrała zasady trudniejsze.

Ten cytat z wywiadu z ks. Zbigniewem Kapłańskim o związkach wierzących z niewierzącymi wydaje mi się bardzo trafny.

7. Związkowe doświadczenia – plus czy minus?

Przeżywanie tzw. „czystości” zależy od wielu czynników, m.in. od wieku, doświadczenia, wrażliwości, dojrzałości. Nie ma tu lepszych i gorszych – każdy z nas ma własną historię. Ale jedno jest pewne – najważniejsza nie jest nasza przeszłość, ale to, jak sobie z nią radzimy. I to jest prawdziwe wyzwanie,  z którego możemy być (albo nie być) dumni.

Bliskość z miłości

Wybaczenie sobie bliskości z osobą, którą się kocha lub kochało wymaga ogromnej pokory wobec własnych uczuć. Takich rzeczy po ludzku się nie żałuje. No, chyba że po latach. Ale to właśnie dobry sprawdzian naszego zaufania Bogu. Żałuje się wtedy bardziej wolą, niż emocjami. Taka sytuacja to kolejny wybór: Bóg, czy nie Bóg. Czasem trzeba czasu, żeby dojrzeć do decyzji, która z pozoru wydaje się niezakochanemu wierzącemu oczywista.

Rana na wylot

Jest też niestety drugi rodzaj wybaczenia. Dużo trudniejszego wybaczenia. Wybaczenia osobie, która nas wykorzystała. Mam na myśli nie tylko gwałt, ale wszelkie nadużycia naszej woli i intencji. Nie wiem, czy można samemu poradzić sobie z taką ropiejącą raną, ale szczególnie w środowiskach kościelnych jest to traumatyczne wyzwanie. Często wiąże się z poczuciem winy („sama na to pozwoliłam”) i lękiem przed osądzeniem, odrzuceniem przez pobożnych znajomych.

Tak samo, jak idealna czystość i dziewiczość same w sobie niczego nie gwarantują, tak doświadczenia seksualne nie muszą niczego przekreślać. Są trochę jak tatuaże na sercu, ale Bóg zawsze jest w stanie je zagoić i poprowadzić nas w miejsca, w których będziemy szczęśliwsi niż kiedykolwiek i gdziekolwiek wcześniej.

8. Wolność wyboru

Czy chcesz żyć w czystości? To nie jest pytanie retoryczne. To Twoja decyzja. Zastanów się, czy i dlaczego tego chcesz. Zastanów się też, na co chcesz a na co nie chcesz się zgadzać. Jak chcesz żyć, żeby czuć się dobrze? Bez bardzo konkretnej odpowiedzi na te pytania, a potem bez rozmowy na ten temat, nie ma szans na satysfakcjonujący, szczęśliwy związek. Ani na pokój serca.

Znacie ten typ kobiety? ;-) Ten filmik to dobry argument na to, dlaczego warto rozumieć czego się chce ;-)

Wiem, że to co piszę jest trudne i wielu z Was ma nadzieję, że przesadzam, że czystość się jakoś tak „sama zrobi” i ułoży. Życzę Wam tego. Ale w zdecydowanej większości przypadków jest ona wynikiem trudnych wyborów i konsekwencji. Jedno jest pewne – oddanie tej sfery Panu Bogu, otwarta rozmowa z Nim o słabościach, praca nad sobą (także wtedy, kiedy nie jesteście w związku) i szczere rozmowy z drugą osobą potrafią zdziałać cuda. Niezależnie od wcześniejszych doświadczeń.

Dlaczego czekam?

Podsumowując: po pierwsze, uważam, że rezygnowanie z seksu w stabilnym, zdrowym, pełnym miłości i odpowiedzialnym związku nie ma sensu ani racji bytu, jeżeli nie jest wyrazem miłości do Boga. Po drugie, negowanie swojej seksualności i udawanie, że „nie ma sprawy” to okłamywanie siebie samego, a żadne kłamstwo nie służy życiu w prawdzie i wolności, do którego zaprasza nas Bóg. Po trzecie, w życiu nie chodzi o czystość, ani żaden inny grzech. Chodzi o zbawienie.

Czekam z seksem do ślubu, bo to Bóg jest źródłem wszystkiego, co dobre w moim życiu. Nie obchodzą mnie cudze opinie i żarty, obchodzi mnie Jego Miłość i Bliskość, jakiej nie da mi żaden człowiek.

Życzę Wam wolności, otwartości i szczerości – z samymi sobą i Waszym otoczeniem. Dzięki nim (daj Boże!) jest szansa, że nie staniemy się nigdy Magdaleną z Pamiętnika Pani Hanki :-D

Zdjęcie w nagłówku: Emilia Eriksson

Pisząc ten tekst, słuchałam utworu „A Book of Music” Johna Cage’a.

Zobacz inne wpisy

19 komentarzy

  • Reply Helen 17 czerwca 2017 at 23:32

    A mnie jest tak ciężko utrzymać czystość w związku… Oboje jesteśmy wierzący, praktykujący. Generalnie nie współżyliśmy, nie mieszkamy razem, widzimy wartość w trwaniu w czystości, ale granice ciągle nam się przesuwają poza „dozwolone” pieszczoty. Z jednej strony żałujemy tego, przepraszamy, jeśli tak się stanie, ale z drugiej, po takim zbliżeniu czujemy tak niesamowitą moc i bliskość, że trudno mówić o prawdziwym żalu. Może to dowód na niedostatecznie bliską jednak relację z Bogiem… Wiem, że pełnego zjednoczenia nie przeżyjemy przed ślubem (jest to głęboko zakorzeniona bariera, której nie przekroczymy), ale ta nasza „czystość” pozostawia wiele do życzenia. A może to tylko dowód na naszą ludzką słabość i nie ma powodów do niepokoju…?

  • Reply Natalia 5 czerwca 2017 at 23:17

    Ej kurczę Jolu, bardzo Ci dziękuję za ten tekst. Tak najzwyczajniej w świecie. Za napisanie tak wielu rzeczy, które w jakiś sposób siedzą we mnie, ale nie mam tyle odwagi żeby je wyartykułować i umiejętności, żeby zrobić to wystarczająco zgrabnie.

    Sama dopiero uczę się odróżniać postanowienia, które „powinnam mieć”, od tych które rzeczywiście wypływają ze mnie i akceptacji, że często potrzeba czasu, żeby autentycznie zgodzić się w jakieś kwestii z nauczaniem Kościoła. I że nie jest to w żaden sposób złe, tylko świadczy raczej o tym, że nie chcę przyjąć tych rzeczy bezrefleksyjnie.

    To o czym też wspomniałaś, a co mam wrażenie często w wypowiedziach na ten temat się pomija, to brak tego oderwania ludzi wierzących od całej „reszty świata”. Że przecież jako chrześcijanie obracamy się w gronie ludzi z różnymi wartościami (Znaczy, można się też zamknąć w różnorakich, mniej lub bardziej hermetycznych katolickich światkach, ale to nie jest chyba do końca dobra i zdrowa opcja), i wchodzimy z nimi w relacje, również te o charakterze erotycznym.

    Jako praktykująca katoliczka po różnych seksualnych doświadczeniach bardzo długo czułam się wykluczona, zarówno ze środowiska par katolickich (których w moim odczuciu problem ten w ogóle nie dotyczył), jak i tych o innym podejściu do wszelkiej czystości. (przed którymi najzwyczajniej w świecie bardzo często nie miałam odwagi się przyznać do swoich wizji związku) Widzę teraz, z perspektywy czasu i doświadczeń, które jakośtam dzieją się w moim życiu cały czas, jak Pan Bóg powoli pomaga mi niektóre rzeczy zrozumieć, przyswoić, z niektórymi rozliczyć się przede wszystkim z sama sobą. A robi to też często przez porażki, momenty kiedy znowu nie wytrwałam, znowu w mniejszym lub większym stopniu uległam drugiej osobie i odsunęłam te coraz bardziej uświadamiane sobie wartości na bok. Wydaje mi się, że te momenty kiedy siadam i właśnie z tych takich rozczarowań sama sobie zdaję sprawę, są nawet ważniejsze niż wszelkie „sukcesy” na tej linii. Bo one właśnie pomagają nam bardziej zdać się na Pana Boga, uwalniają nas od tej pychy, świadomości, że sami jesteśmy w stanie cokolwiek zdziałać w tej kwestii.

    Choć myślę też, że nawet jeśli trafiamy do związku z osobą niewierzącą, która szanuje nasze decyzje o zachowaniu czystości, to i tak jest to wtedy szalenie bardziej ciężkie niż gdyby był to związek z inną osobą wierzącą. W tej pierwszej sytuacji trudno wymagać od tej drugiej strony żeby pomagała nam w tym wytrwać (Bo jak, skoro są to jedynie nasze wartości, a nie jej?), a często samo „nie naciskanie” z jej strony nie jest wystarczające.

  • Reply Mi 4 czerwca 2017 at 18:01

    Zastanawiam się tylko nad jedną rzeczą: skoro nie możemy wypierać własnej seksualności i potrzeb cielesnych, to dlaczego nadal uważamy masturbację za coś złego? Dla mężczyzn którzy nie uprawiają seksu jest to zdrowy sposób na zapobieganie chorobom prostaty, dla kobiet jest to też sposób na zrozumienie, co jej odpowiada i co jej się podoba, seksualność kobiet nie jest tak prosta jak mężczyzn w większości przypadków.

  • Reply Eljot79 30 maja 2017 at 03:50

    Jolu, chciałbym się odnieść do jednej rzeczy. Piszesz, że czystość jest nie tylko przed, ale i po ślubie, a następnie stwierdzasz ze w pojedynkę ciężko o to walczyć (czyli rozumiem, że obu stronom powinno zależeć tak samo). Dalej mówisz, że związek z niewierzącym może być szczęśliwy jak będzie szanował nasze granice.
    Jest jednak tutaj pewien problem. Szansa, że ateista będzie sam z siebie cenił czystość przed i po-ślubną jest w zasadzie zerowa. Będzie tolerował poglądy swojej żony ale raczej nie będzie wsparciem w tych sprawach, moim zdaniem nie obejdzie się bez frustracji obu stron. Sam byłem wiele lat z osobą, która uważała współżycie za grzech, to była męka dla nas obojga – zawsze jak się przespaliśmy, miała poczucie winy itp. Mieliśmy się pobrać ale wiedziałem już, że po ślubie niewiele się zmieni, że deista taki jak ja nie będzie szczęśliwy z gorliwą katoliczką. Więc finalnie nie jest to kwestia tego, że niewierząca strona akceptuje zasady tej drugiej. Można to zaakceptować, ale co dalej? Im jestem starszy tym bardziej twierdzę, że związki mieszane to zły pomysł, obie strony powinny mieć podobne wartości, ew. strona katolicka może zrezygnować z czystości (ale jak rezygnuje, to niech to zrobi dojrzale, bez poczucia winy i obwiniania partnera).

    Mam bliskiego przyjaciela, który jest (ciągle jeszcze) księdzem katolickim, ale nigdy nie radził sobie ze swoją seksualnością i przez całe lata podejmował i podejmuje wspólżycie seksualne z kobietami. Kiedyś jedna z osób z naszego środowiska spytała go: „nie wstyd ci przed Bogiem, nie masz poczucia winy?”. „Nie” — padło w odpowiedzi – „postanowiłem sam wziąć odpowiedzialność za swoje życie i postawić sprawę po męsku: wóz albo przewóz, czystość albo seks, a nie seks a potem zadręczanie siebie i innych”. Taka postawa nie jest łatwa (jest też moralnie wątpliwa wg. wierzących) ale mimo wszystko mi to zaimponowało. Dlatego podpiszę się pod tym co napisałaś, żeby każdy świadomie zdecydował czy chce żyć w czystości czy nie. Oba wybory mają wady i zalety i nie wolno zapominać o swojej wolności decydowania. O tym, że aby wpuścić Boga do swojego życia, to ja muszę być jego panem. Muszę mieć też realną możliwość żyć po swojemu.

    • Reply M. 31 maja 2017 at 23:51

      mysle ze ludzie sa rozni .rozumiem ze Twoje doswiadczenie jest takie, ale ja np. (moj maz nie jest chrzescijaninem, jestesmy malzenstwem 5lat) nie doswiadczam czegos takiego- on mie kocha i rozumie ze to dla mnie wazne. poza tym nie stosujemy antykoncepcji hormonalnej ze wzgledow zdrowotnych,a gumek nie lubimy. to tylko kilka dni w miesiacu, nie jest zle.

      • Reply Eljot79 1 czerwca 2017 at 23:20

        Nie znam twojej sytuacji siostro, tj. nie wiem na ile jesteś gorliwa. Skoro gumek „nie lubisz” to myślę że nie jesteś aż tak gorliwa, żeby nie iść na ustępstwa.

      • Reply J. 2 czerwca 2017 at 09:15

        Prawda. Jedni dopasują się. Inni nie. Mnie też wydawało się, że pkt 4 zniechęca do praktykowania czystości z niewierzącym partner*em*ką. A potem pojawił się pkt 6. No niektóre zasady mogą być zbyt trudne, żeby zaakceptować je , znaczy stosować, nie wierząc.
        Wszędzie poza tym, szalenie kształcący tekst!

  • Reply E. 29 maja 2017 at 22:02

    Pierwszy madry tekst o czystości, jaki w życiu przeczytałam. Dziękuję. Najtęższe głowy, jakich sluchałam czy czytałam, w próbach tłumaczenia czystości uciekają się do żenujących, a czasem i obraźliwych metafor, które w dodatku niczego nie tłumaczą. Bo co mi z przekonania, że „puchar godowy ma być czysty” ;) itp.?

    Choć osobiście nie uważam czystości przedmałzeńskiej za coś, co należałoby promować. Z dwóch powodów. Pierwsze: ponieważ często prowadzi do przyspieszenia ślubu, a w konsekwencji niewłaściwej decyzji. Sądzę, że stałość związku jest nieporównanie większą wartością. A obserwując wiele par w swoim otoczeniu widzę, że naciski religijnej rodziny i księdza, by się pobierać szybko, by razem nie mieszkać, prowadzą do szybkiego rozczarowania po ślubie. Często do rozwodu. Czasem z rozwodem przychodzi utratya wiary.

    Drugi argument jest taki, że życie w celibacie kilka lat, to „skazywanie” partnera, a może i siebie, na grzechy innego typu. Choć spowiednicy znajomych chłopaków twierdzą inaczej, zimna woda i bieganie większosci młodych mężczyzn nie pozwala zniwelować popędu. Za oburzające uważam coś, co mimowolnie przekazuje się młodym chłopcom: że masturbacja jest czymś lepszym (tj. mniej złym), niż seks z ukochaną dziewczyną. Podobnie jak implikowane przez zasady dot. rozgrzeszeń mniejsze zło przygodnego seksu niż stosunków z narzeczoną/narzeczonym.

  • Reply Agata 29 maja 2017 at 21:26

    Kurcze. Dziękuję za ten tekst. Sama ciągle szukam jakoś mojej relacji z Bogiem i tego, jak powinno wyglądać moje życie, ale po przeczytaniu tego tekstu widzę, jak życie z Nim może być wspaniałe i chcę żyć z Jezusem właśnie w takiej żywej relacji, a kwestia czystości dla mnie jest naprawdę ważna. Jeszcze raz dziękuję.

  • Reply Ania 29 maja 2017 at 20:57

    Ja niestety zostałam trochę ‚przymuszona’ do pierwszego razu. Byłam świeżo po liceum, poznałam starszego chłopaka. Akurat wchodziłam w kryzys wiary,wstydziłam się jej. A do tego on i jego rodzina bardzo szydzili z wierzących (mówili,że katolicy to debile-sami nie mogą sobie poradzić więc niby wierzą w Boga itp itd). Nie byłam z Nim szczęśliwa, po jakimś czasie zaczął mną gardzić bo jestem wierząca. Dodatkowo w sprawach seksu się nie układało. Ja chciałam inaczej,on inaczej,mnie bolało, cierpiałam , musiałam się dostosowywać. Teraz jestem wdzięczna za to,bo gdybyśmy wzięli ślub i nagle by się okazało,że w łóżku będzie tak przez całe życie to bym się załamała. Oczywiście się z Nim rozstałam( po 6 latach dopiero…)

  • Reply Filip 29 maja 2017 at 19:48

    Bardzo za ten tekst dziękuję, zwłaszcza że sam chodzę ostatnio z głową zajętą tematem czystości w świetle nauki Kościoła.
    To trochę ekstremistyczne i skrajnościowe pojmowanie jej, bardzo długo mnie od Kościoła odstraszało.
    Dopiero niedawno zwróciłem uwagę na jeden kluczowy chyba dla tego tematu moment w Księdze Rodzaju- kiedy Adam i Ewa zdają sobie sprawę z tego, że są nadzy. Przecież nie zniknęło z nich ubranie. Zniknęło im za to z głowy zdrowe podejście do własnej cielesności i seksualności. Seks nie jest z definicji zły i nie o demonizowanie seksu w czystości przedmałżeńskiej chodzi. To my jako ludzkość gdzieś coś w swoim rozwoju spartaczyliśmy, gdzieś pomiędzy etapem ludzi pierwotnych którzy chodzili nadzy bez żadnego problemu, a ludzi z niedawnych stuleci którzy mdleli na widok odsłoniętej części ciała X.
    Z tego punktu widzenia czystość przedmałżeńska ma na celu ponowne skalibrowanie tej cielesności do tego czym być w Bożym planie miała- czymś pięknym, naturalnym i wynikającym z rozbudowanej relacji międzyludzkiej.

    Poza tym- gdyby seks był taki zły, jak to go czasem ludzie Kościoła malują, to powinniśmy byli dostać od Boga jakiś prawowity sposób rozmnażania, np. przez pączkowanie, nieprawdaż? ;)

    Złapała mnie jeszcze taka historyczna dygresja, kiedy po przeczytaniu Twojego artykułu zacząłem zastanawiać się skąd ten kryzys czystości w naszych czasach. I już pomijając rewolucję seksualną XX wieku, zdałem sobie sprawę z ważnej różnicy między naszymi społecznościami a społecznościami przed wiekami- czas ożenku. Kiedyś ludzie żenili się bardzo szybko po wejściu w dorosłość (o ile nie przed nią), więc nie było nawet specjalnie czasu na „wolny seks”. Teraz śluby są odwlekane w czasie na lata, i pary z jednej strony nie czują się gotowe na ślub, a z drugiej nie mają zamiaru czekać z konsumpcją związku. Trochę infantylna postawa, bo odwlekamy w czasie obowiązki których się boimy, ale od razu chcemy bez żadnych konsekwencji korzystać z przyjemności związku.

  • Reply G. 29 maja 2017 at 17:16

    Jolu, dziękuję Ci bardzo za ten piękny, a jednocześnie niezwykle mądry tekst :) Nie sposób mi wybrać fragmentu, który najbardziej mnie dotknął, podpisuję się pod każdym zdaniem. Mam dość określania czystości jako „must”, dużo bardziej wolę widzieć ją jako przejaw miłości: do Boga, do mojego partnera i, w końcu, do mnie samej. Pytania, które wymieniłaś „pod ósemką”, powinna zadać sobie każda osoba mająca pragnienie zachowania czystości w związku. Jeszcze raz – dzięki.

    Błogosławieństwa! :)

  • Reply M 29 maja 2017 at 16:47

    Mi bardzo w odczarowaniu tego „kościółkowego” patrzenia na seks pomogła książka Miłologia (John Mark Comer). Naprawdę, nie spotkałam się wcześniej z tym, żeby ktoś w tak prosty, konkretny a zarazem pełny miłości sposób opowiadał o Bogu, malżeństwie i seksie. Polecam! ;)

  • Reply Dosia 29 maja 2017 at 16:36

    Fajnie, że o tym piszesz, ale są dwie rzeczy z którymi absolutnie się nie zgodzę. Kompletną bzdurą jest, że „katolik nie ma skąd czerpać wiedzy o seksie, czy czystości przedmałżeńskiej”! Jest przecież dr Jacek Pulikowski, który ma genialne konferencje i wydał całe mnóstwo książek. Wystarczy wpisać na yt. O seksie pisze też ks. Ksawery Knotz. Jest w KK specjalna wspólnota taka jak RCS, czyli Ruch Czystych Serc, która pomaga młodym po upadkach i wspiera w walce o czystość. Robią mnóstwo rekolekcji, spotykają się lokalnie w miastach. Jest nawet kanał na yt RCStv. I wcale nie amatorski. Trochę mnie dziwi, że o tym wszystkim nie słyszałaś. Mam nadzieję, że o tym przeczytasz, żeby nie powielać myśli, że to tabu i tylko o. Szustak trzyma poziom…
    No i nie mogę się zgodzić, że czystość ma sens tylko w miłości do Boga. Znam niekatolikow, którzy się na nią decydowali. Czystość nie jest zarezerwowana dla wierzących. Najpiękniejsze jest w niej to, że jest naturalna. Seks z wieloma partnerami jest trochę przeciwny naturze człowieka. Może i czystość nie jest gwarancją udanego małżeństwa, ale na pewno wiele ułatwia z psychologicznego punktu widzenia. Uczy panowania nad sobą, swoim ciałem i popędami. A to jest niezwykle ważne. Czystość przedmałżeńska kształtuje charakter ;)

    • Reply Jola Szymańska 29 maja 2017 at 18:37

      Mnie te trzy źródła odpychają i wcale nie są dla mnie (pod względem psychologii i biologii) rzetelne. Dosiu, ludzie różnie przeżywają czystość, mają różne wrażliwości. Kształtuje charakter? Nie wiem. U niektórych kształtuje poczucie zagrożenia złem. Żle przeżywana czystość i wypieranie swojej seksualności bywają szkodliwe. Cieszę się, że Ty tego nie doświadczasz, to znaczy, że jesteś w dobrym miejscu na swojej drodze :) Pozdrowienia!

      • Reply Gosia 29 maja 2017 at 21:30

        Możesz Jolu napisać, dlaczego odpychają Cię te trzy wymienione źródła i uważasz je za nierzetelne?
        Na studiach katechetycznych bardzo duży nacisk kładziono u nas na to, by przedstawiać młodzieży również niereligijne argumenty za zachowaniem czystości, np. prawo pierwszych połączeń, o którym mówi psychologia. Są również programy profilaktyczne, które zachęcają do zachowania czystości, bo to jest po prostu zdrowy tryb życia i nie ma tam ani słowa o Bogu ani grzechu, a argumenty są raczej pozytywne, a nie „straszące”. Choć mam bardzo podobne zdanie do Twojego i cały tekst uważam za świetny, to jednak nie oceniałabym negatywnie zachowywania czystości bez odniesienia do Pana Boga.

        • Reply Eljot79 30 maja 2017 at 03:30

          Gosiu, wszystkie te „świeckie” argumenty za czystością to po prostu iluzja, czy mówiąc wprost, religijne nauczanie podszywające się pod niereligijne. Człowiek potrzebuje aktywności seksualnej aby uniknąć frustracji, nerwic, itp. Moim zdaniem czystość robi więcej szkód niż pożytku. Jacek Pulikowski jest w tych sprawach osobą niekompetentną i szalenie nierzetelną, opowiada bajeczki o tym dopasowanie jest mitem, każdy mężczyzna pasuje wg. niego do każdej kobiety, niezachowanie czystości prowadzi do tragedii w małżeństwie. Oczywiście nigdy nie wymienia negatywnych skutów czystości. Kiedy słucham jego wykładów jestem przerażony poziomem manipulacji.

    Napisz coś od siebie

    Zapisz się na mój newsletter!

    autoresponder system powered by FreshMail