dusza

Jak zdechnąć, żeby być?

6 sierpnia 2013

Mamy lato, upał, ciasto drożdżowe z borówkami i nowe hula-hop. Aż chce się płakać.

Mój trzyletni brat powiedział jasno: „Mamusiu, wymęczyłem Jolę i zdechła!” Tyle tylko, że nie on mnie wymęczył, a sama się wymęczyłam. Ciągle stoję zdechnięta w rozkroku, ale kolejne powstania z kanapy, kolejne herbaty, kolejne lody na Sławkowskiej i czekolady na Brackiej powoli pomagają mi w uzasadnianiu swojego istnienia. To uzasadnianie i tłumaczenie na nowo całej historii mojego życia to większa przygoda, niż rozwiązywanie kazusów o patentach, czy ochronie wizerunku.

Tak mi się zdarzyło, że w wieku 23 lat po prostu zdechłam, zatyrałam się, wykończyłam. Mój organizm, tym razem nie na żarty, powiedział mi: KOBITO, STOP! Powiedział mi to na tyle wyraźnie, że nie miałam wyjścia i musiałam wyjść – z siebie. Katharsis? Tak, w tą stronę. Czy można tak intensywnie umierać? Czy powinno się tak intensywnie żyć?

Czym jest umieranie? Czym życie? Kiedy się rodzisz, a kiedy umierasz? Myślisz, że to wiesz?

Ja też myślałam. Ba, byłam przekonana – Spełniam siebie. Mogę wszystko. Wszystko przede mną. Świat stoi otworem… Pan Bóg tak jakoś pozwolił mi się wykończyć i chwała mu za to. Dał mi środki, warunki, zaplecze – jak dobry manager. Teraz załatwia mi nie tylko witaminę B6, czy morfologię, ale przede wszystkim leczy moją świadomość i nieświadomość, moją wyobraźnię i moje pragnienia. Cholernie ciężka kuracja. Tak ciężka, że idę na Skałkę z obstawą, a ryczę i tak. I tak. Z dnia na dzień. Rwie.

Jezu, wiesz za kogo się nie mam, wiesz, czego w sobie nie cenię, wiesz jak przeceniam cały świat i jak kocham. Pamiętaj, że Ci ufam i że jestem bardzo słaba.

Zobacz inne wpisy

1 odpowiedź

  • Reply Janusz Brodowski 14 sierpnia 2013 at 17:23

    Narodziny wymagają śmierci.

  • Napisz coś od siebie

    Zapisz się na mój newsletter!

    autoresponder system powered by FreshMail