natura

Historia pewnej blogerki

22 kwietnia 2016

Kończę pić kawę. Z mlekiem, bez cukru. Dojadam ostatnie ciastko i opieram głowę o kanapę. Oscar Peterson to dziś najlepsze możliwe towarzystwo. Siedzę w moim, od tygodnia białym, pokoju, a namalowana pastelami róża uśmiecha się do mnie ze ściany naprzeciwko jak najlepsza przyjaciółka. Zahaczyłam o nią drobne, białe lampki. Bardzo, bardzo długo marzyłam o tym, żeby tu być.

Historia, którą chcę Wam opowiedzieć, zaczęła się w listopadzie. Zmieniłam pracę na początkowo mniej płatną, ale za to zgodną z moim sumieniem. Byłam spokojna. Wiedziałam, że to Boży prezent, że On zatroszczy się o chleb, masło i bilety miesięczne. Dziś wolałabym się tam nie cofnąć, ale czas kategorycznych decyzji, do których zaprasza cię Ktoś Dla Ciebie Najważniejszy, to błogosławieństwo. Szansa na zatopienie się w zaufaniu, na poznanie siebie samej, wreszcie – na życie, o którym rzadko kiedy ośmielałam się marzyć.

święty Pokój

Jednak moje jesienno-zimowe przewroty wydawały się zbawienne wyłącznie duchowo i emocjonalnie. Bo nie życiowo. Długo zastanawiałam się, czy powinnam coś zmieniać. Przecież tak jak jest da się żyć. Może mam dość tego gdzie jestem, ale przecież jakoś daję radę. Po co ryzykować utratą perspektyw i stabilizacji?

Odpowiedź była prosta: dla świętego Pokoju.

Jak byk widziałam Boże zaproszenie. Za dużo rzeczy okazało się puzzlami układanki z napisem: just do it. Było to po ludzku ryzykowne, ale raz się żyje. Podjęłam decyzję: idę w to. Na dobry początek czekał mnie jednak mały sprawdzian.

Mój sześcioletni przyjaciel, na którym powstały setki grafik, dziesiątki plakatów i niezliczona ilość tekstów, powiedział: dość. Pewnego pięknego dnia po prostu się nie obudził. Nie pomagały restarty ani próby ratunkowe w systemie awaryjnym. Zasnął na dobre, usypiając tym samym pokaźną galerię fotograficznych wspomnień.

Bardzo zabawne

Zaskoczyła mnie w tym momencie jedna jedyna rzecz: w ogóle się tym nie przejęłam. – Jola, nie masz komputera! Halo! Jesteś blogerką, przypominam ci – te argumenty nic a nic do mnie nie przemawiały. Po co panikować? Czy ja to robię dla siebie? No, nie. Jeżeli to ma się kręcić, to Tata załatwi.

(Córeczka tatusia wyszła tu ze mnie jak różana marmolada z pączka w połowie diety.)

Cóż, może to i dobrze.

biala

Nie rozumiałam, dlaczego się nie denerwuję, ale postanowiłam to w sobie zaakceptować. Taka już sobie jestem życiowo zrelaksowana. Niech będzie. Wymyśliłam, że będę dokumentować moje zmagania z roratami… filmami. Do publikowania filmów wystarczy przecież smartfon. Jeżeli chciałam coś napisać, zostawałam po godzinach w pracy. Proste.

Blogerka UFO

Mijały tygodnie, a fakt, że nie mam komputera coraz bardziej mnie bawił. Śmiałam się, że jestem prawdopodobnie jedyną blogerką w tym kraju, która nie ma na czym pracować. Z czasem zaczęłam doceniać to, że będąc u siebie jestem wolna od sieci i programu Gimp.

Jakoś w styczniu wpadł do nas do pracy Rafał, który stawiał wcześniej moją stronę. Od słowa do słowa jakoś doszliśmy do tego, że nie mam komputera i że to w sumie zabawne. Rafał ani w jedno, ani w drugie nie chciał wierzyć. – Jak to nie masz komputera?! – patrzył na mnie jak na UFO. No, nie miałam. A on wyciągnął telefon, zadzwonił i mówi: – To już masz.

Tutaj warto chyba jeszcze podkreślić, że mój poprzedni komputer to nie był taki zwykły komputer a lichego zdrowia netbook, który wolno działał, lubił się zawieszać i nie miał funkcji płynnego odtwarzania filmów. W zasadzie w ogóle nie miał  funkcji płynnego czegokolwiek. No i był mały. Ale był. Po maturze przez całe wakacje jeździłam po mieście uczyć ludzi gry na instrumencie i uzbierałam, więc – mimo żartów moich znajomych na jego widok ;-) – cieszyłam się, że w ogóle mam komputer.

Naprawa ekspresów

Kiedy Rafał przywiózł mi dużego laptopa, który działa jak złoto, i powiedział: „jest Twój”, po prostu mnie zatkało. Nie wiedziałam, że komputer może tak działać. I odtwarzać Youtube’a na pełnym ekranie. Płynnie!

Tak naprawdę komputer dostałam od właściciela firmy Naprawa ekspresów. To skomplikowana historia. A może prosta, tylko niebanalna? Firma zajmuje się, jak można się domyśleć, naprawą ekspresów do kawy. Pracowałam kiedyś w miejscu, gdzie ekspresy regularnie się psuły i mogę stwierdzić, że ktoś, kto je naprawia, ratuje świat osób prawnych i fizycznych przed zagładą. A jeżeli, jak pan Piotr z NE, ma do tego dobre serce, to ja już nie mam pytań. Chwała Panu!

Pastelowa dusza

Kiedy dostałam komputer i zaczęłam na nim pisać, wreszcie odczułam co znaczy komfort pracy. I to już było bardzo dużo, choć okazało się dopiero początkiem niespodzianek.

Przez ostatnie tygodnie siedziałam cicho jak mysz pod miotłą, ale działo się. We mnie i wokół mnie. Widać to nawet na zdjęciach, które widzicie. Ten biały, pastelowy pokój to mały wielki cud, na który czekałam kilka lat. I wiecie, co jest w nim najwspanialsze? To, że te kolory znaczą dla mnie dużo więcej niż przyjemne mieszkanie. Odwzorowują coś, co stało się z moim własnym wnętrzem.

Technika małych kroków

Dlaczego Wam o tym wszystkim piszę? Po pierwsze dlatego, że to moje podziękowanie dla firmy Naprawa ekspresów. Po drugie dlatego, żebyście nigdy nie tłumaczyli swojego lenistwa brakiem środków i możliwości. Żeby nigdy Wam się nie wydawało, że trzeba najpierw mieć wszystko, a potem dopiero można coś zrobić samemu. Żebyście nigdy nie czekali na to, żeby coś dostać, ale żebyście zaczęli od zera. Tym razem nie sami, ale z Nim.

Bo jeżeli żyjemy w imię Jezusa, będziemy żyć w obfitości. On zna nas najlepiej (J 10, cały!) i chce dawać nam dużo więcej, niż to, o co się staramy.

2016-04-21 12.48.32 1

Zobacz inne wpisy

25 komentarzy

  • Reply Jol@ 26 kwietnia 2016 at 21:26

    Kolejny fajny wpis. Co racja to racja. On zawsze potrafi wszystko najlepiej zalatwic. Czasem wydaje sie ze to czego nie dostalismy to wielka tragedia. A potem z perspektywy czasu okazuje sie ze tak jest dla nas lepiej i zawierzajac dostajemy wiecej niz oczekiwalismy.
    Pozdeawiam

  • Reply Joanna 25 kwietnia 2016 at 19:37

    Bardzo pokrzepiający tekst. Przesyłam uściski.

  • Reply Ewa 25 kwietnia 2016 at 08:53

    Jola, dzięki za inspirację!

  • Reply Magda 24 kwietnia 2016 at 13:36

    Jolu, pytanie z całkiem innej beczki. Gdzie dostalaś białe lampki na białym kablu?????? :D

  • Reply Tomek 24 kwietnia 2016 at 11:37

    Cos w tym jest :) Lenistwo z nas doslownie wylazi. Wolimy siedziec i czekac: Panie Boze, jak ma cos zrobic, to Ty mi daj [litania prosb]. Mnie to sie kojarzy z przypowiescia o talentach – my je mamy i to jest moje, twoje pole do popisu, bez Bog wie jakiego sprzetu czy gadzetow. Najlepsze rzeczy to te, ktore powstaja z zapalu, uporu, pasji, a nie nie wiadomo jakiego zaplecza.

  • Reply Piotr Komander 24 kwietnia 2016 at 11:29

    Potrafimy sami sobie sprytnie wmówić setki rzeczy, które – w naszym mniemaniu – bezlitośnie ograniczają naszą wolność. Oszukując się, wzdychamy: „gdyby nie brak czasu, środków, możliwości, kontaktów” bylibyśmy lepsi, moglibyśmy więcej. Sam się na tym wciąż łapię. A to nic innego, tylko rodzaj zniewolenia na własne życzenie, tworzenia fikcyjnej wolności, o której pisał ojciec Salij: „wolności pozornej zawsze towarzyszy jakieś obniżenie poczucia realizmu, aż do zadawania gwałtu rzeczywistości włącznie.”
    Ależ się cieszę, że znalazłem Twój blog!

    • Reply Jola Szymańska 24 kwietnia 2016 at 15:06

      Ooooo tak, święta racja i świetny cytat :-) Cieszę się, że mogłam Cię ucieszyć ;-))

  • Reply Marcin 24 kwietnia 2016 at 08:49

    Spoko.. :-)

  • Reply Iza 23 kwietnia 2016 at 15:19

    Dziękuję! Czytając ten tekst miałam wrażenie jakby to co napisałaś Jolu „mówiło” do mnie. Tak, w ostatnim okresie czuję i wiem, że Bóg mówi mi jakby „Przestań czekać, żyj!”. Może On sam ma już dość wysłuchania próśb i jako dobry Ojciec czeka aż dziecko zajmie się działaniem? :) Nie wiem. Ściskam ciepło! :)

  • Reply Gabrysia 23 kwietnia 2016 at 13:09

    Kilka razy już to pisałam, ale to wciąż za mało… JESTEŚ WSPANIAŁA! Twoje tak proste słowa w piękny sposób goszczą w moim sercu. Dziękuje Bogu, że jesteś, że chcesz z nami dzielić się cząstką Twojego życia, że mówisz do nas nie jako nauczyciel, ale jak „starsza siostra”. :) Ten wpis był mi bardzo potrzebny, bo leń zagościł u mnie na dobre. :) Pierwszy krok z Nim zrobię już dziś, nie jutro, nie w poniedziałek, nie od następnego miesiąca… ale DZISIAJ!
    Dziękuje!

    • Reply Jola Szymańska 24 kwietnia 2016 at 14:59

      Hah nie mam żadnej siostry więc bardzo mi miło :-D Cieszę się, kurczę, trzeba wstawać! ;-))

  • Reply Marta 23 kwietnia 2016 at 11:58

    Oj ja już nie raz się przekonałam, że Bóg w trudnych sytuacjach pomaga, czasem w przewrotny sposób, ale pomaga. Jedni nazywają to zbiegiem okoliczności, ale ja wiem, że to nie jest tylko zbieg okoliczności ;)
    Kilka lat temu mieliśmy trudną sytuację finansową, dzieci chorowały, prywatnie na leki i wizyty poszedł majątek, zbliżały się święta… A od kilku miesięcy po opłaceniu rachunków i dużych zakupach zostawało na resztę miesiąca jakieś 700zł. Myślę sobie – Boże Ty nikogo w potrzebie nie zostawiasz, jeśli uważasz, że potrzebne są nam pieniądze, zrób coś. Jeśli nie, naucz gospodarować tym, co mamy. No i bach (dosłownie). Mąż miał niegroźną stłuczkę z nie swojej winy, nikomu nic się nie stało, auto lekko draśnięte, a za tydzień na koncie była niezła suma z odszkodowania, która niemożliwie nam uratowała sytuację finansową… Do tego starannie planowaliśmy zakupy i jakoś się udało funkcjonować. Minęło pół roku i znów sytuacja finansowa zrobiła się nieciekawa… i nastąpiło kolejne… bum. Kolejne niegroźne zdarzenie drogowe, kolejne odszkodowanie na koncie… Znów stajemy na nogi.
    Zaczynam szukać pracy. Pojawia się super oferta, modlę się „Proszę, proszę, Ja chcę.” Bóg jak na dobrego Ojca przystało sprawia, że dostają pracę. Ale to było moje „Ja”, ja chciałam, nie było „bądź wola Twoja”. No i po 2 miesiącach okazało się, że pracodawca to oszust, a ja nic nie zarobiłam, a do tego straciłam czas i pieniądze na dojazdy.
    Sytuacja finansowa znów robiła się nieciekawa… A tu mąż dostał jakieś premie z pracy, a do tego podwyżkę. Mogliśmy sobie pozwolić po raz pierwszy na krótki wakacyjny wyjazd, a ja zaczęłam robić prawo jazdy, by łatwiej było mi znaleźć pracę.
    Zmądrzałam i potem modliłam się o dobrą pracę. Owocem tego jest posada w fajnym biurze, z mnóstwem wyzwań i świetną szefową. Wystarczyło zaufać, że Bóg chce dla nas dobrze. Wcześniej przez 3 miesiące wysłałam dużo cv i cisza. Łapałam już doła, ale „Boże ufam, że czekam na właściwą pracę, którą dla mnie szykujesz. Nie zostawisz mnie samej sobie”. Dałam ogłoszenie, że szukam pracy i telefon zadzwonił po 2 tygodniach!
    No i znów pojawił się problem z samochodem. Nasz po dwóch lekkich stłuczkach nadaje się tylko do dojazdów do pracy. Poza tym potrzebujemy drugiego auta, bo oboje z mężem musimy do pracy dojeżdżać, a nie mamy dogodnych autobusów. Dzieci rosną, potrzeba czegoś większego, bezpieczniejszego, bo chcemy zacząć jeździć na krótkie wycieczki… Udało się uzbierać nieco pieniędzy, ale było nadal za mało na auto, które by nam się przydało. Mąż chciał kupić już cokolwiek, byle byłyby dwa auta. Ja mu mówię, poczekaj kilka tygodni, będą pieniądze. Mąż: A niby skąd?. Ja: Wiem, zobaczysz… Bo ja wiedziałam i byłam spokojna. „Ufam Ci Boże, że pojawią się jakieś dodatkowe pieniądze i będziemy mogli kupić auto. Nie niewiadomo jakie, tylko takie, którym bezpiecznie będziemy mogli jeździć z dziećmi. Ty przecież wiesz jak bardzo jest nam ono potrzebne.” No i nie mijają nawet 3 tygodnie i mąż dostaje niezapowiedzianą premię. On w szoku (ja już nie – hihi). Potem zaczynamy szukać odpowiedniego samochodu. Co pojechał obejrzeć, to coś nie tak. Czas gonił, bo dojazdy do pracy zajmowały bardzo dużo czasu… No i znów „Boże widzisz jak brak samochodu utrudnia nam funkcjonowanie… Sprawiłeś, że mamy już za co kupić auto, ufam, że postawisz na naszej drodze bezpieczny samochód”. Pewnego piątku od rana czułam, że to będzie ten dzień, kiedy znajdzie się dla nas drugi pojazd. Mąż pojechał po jedno auto, ale wrócił z innym. W świetnym stanie technicznym, z małą ilością kilometrów i w korzystnej cenie, że wystarczyło jeszcze na ubezpieczenie.
    I takich „zbiegów okoliczności” była masa. Ale tak często w beznadziejnych sytuacjach udawało nam się jakość wyjść na prostą, że nie wierzę w żadny zbieg okoliczności. Ja „Ufam i wiem”, że „bądź wola Twoja”, Twoja, nie moja, bo Ty wiesz co dla mnie najlepsze. Poddaję wszytko w Jego opiekę. Nieraz jest ciężko, ale wiem, że dostaniemy wszystko czego naprawdę potrzebujemy.

    • Reply Jola Szymańska 24 kwietnia 2016 at 15:00

      Tak jest, dla Niego nie ma nic niemożliwego! Dzięki za to świadectwo. Będę pamiętać o Was w modlitwie :-) +

  • Reply Weronika 23 kwietnia 2016 at 11:47

    Super!! Uwielbiam twoj blog! Bo tez w duzej mierze czuje sie taka hipster katoliczka ;) Tez zaczelam pisac bloga… po angielsku dla znajomych ktorzy nigdy nie spotkali sie z Jezusem… Teraz tez jestem w takiej sytuacji ze boje sie o przyszlosc, bo chce cos zrobic dosc nietypowego… wrocic do Polski z zagranicy gdzie mieszkalam 9 lat. Czy moze masz jakies rady? :) Pozdrawiam goraco! ;)

    • Reply Jola Szymańska 24 kwietnia 2016 at 14:58

      Hej! Wow, faktycznie odważna decyzja :-) Nigdy nie mieszkałam zagranicą więc nie wiem co mogę Ci poradzić… jedno jest pewne, razem z Bogiem wszystko będzie Dobrze :-)

  • Reply Agnieszka Szymańska 23 kwietnia 2016 at 11:38

    Pozwolę sobie powiedzieć, „per Ty”, bo… Jolu, czytając to czułam się, jakbym dostała odpowiedź na wszystko, co w ostatnim czasie powoduje ogromną burzę w moim życiu, a zwłaszcza tym wewnętrznym. Także na ryzyko wyboru, przed którym stoję. Mogłabym literka po literce przepisać Twój tekst i być pewną, że dotyczy on mnie! (nie, żebym chciała robić plagiat, ale o bratnie myśli i dusze chodzi ;)) Czuję się tak odzwierciedlona w Twoich tekstach…i to nie po raz pierwszy. Robisz coś wielkiego! I bardzo wierzę, że to od Niego pochodzi :) Dodaliście mi wiary, nadziei i chęci, by żyć tak jak On wskaże, by zrobić tak, jak Jego szept poprowadzi. Całym sercem: Dziękuję!

    • Reply Jola Szymańska 24 kwietnia 2016 at 14:57

      Agnieszka bardzo, bardzo się cieszę :-D i to ja Ci dziękuję za takie słowa wsparcia i w ogóle ♡ :-)

  • Reply Agnieszka 23 kwietnia 2016 at 11:25

    Jola, tak dokładnie, masz 100% rację i sama też się ciągle o tym przekonuję. Może nie będę pisać dokładnie o co chodzi, ale dokładnie tydzień temu przekonałam się znowu, że Mu trzeba i można zaufać tak na 100% i „działać tak jakby wszystko zależało od nas”, a On daje dużo więcej niż to o co prosimy i zabiegamy #potwierdzoneinfo :D

  • Reply Łukasz 23 kwietnia 2016 at 10:51

    Bardzo fajny wpis. Ja w moim życiu nie raz już przekonałem się, że czasem są sytuacje kiedy warto powiedzieć „Boże, Ty działaj, bo ja nie wiem jak”. I On zadziała :)

    • Reply Jola Szymańska 23 kwietnia 2016 at 11:22

      Dokładnie tak :-) Byle tylko nie wychodzić z założenia, że ja sobie tu poleżę, a Bóg zrobi wszystko za mnie ;-)

    Napisz coś od siebie

    Zapisz się na mój newsletter!

    autoresponder system powered by FreshMail