wideo

Czego chciałabym spróbować, gdybym nie wierzyła?

24 stycznia 2016

Wiecie, o co chodzi. Są takie momenty. Chwile. Wrażenia, zapachy i smaki z zupełnie innego świata. Nie ma co od nich uciekać. Warto mieć świadomość, dlaczego żyję tak, jak żyję. A jak bym żyła, gdyby nie Chrystus?

W najnowszym odcinku vloga mówię o tym, czego chciałabym spróbować, gdybym nie była chrześcijanką.

 

Zobacz inne wpisy

28 komentarzy

  • Reply gagatka 24 lutego 2016 at 00:35

    Jola, chodz na joge! :) Zareczam, ze nic zlego sie nie stanie, jesli twardo stoisz w swojej wierze. Ja czesto mam wrecz wrazenie, ze joga jest dla mnie forma modlitwy, ale modlitwy do jedynego Boga. Zdarza mi sie chodzic na lekcje wieczorem w niedziele, zaraz po mszy. Praktyka jogi jest dla mnie wtedy jakby przedluzeniem uwielbienia. Dziekuje, ze Bog dal mi piekne sprawne cialo, o ktore dbam. ;) Mysle, ze wiele zalezy od podejscia- ja w pranajamie (w jodze technika opanowania oddechu) czuje tchnienie Boga :)

    A gdybym nie wierzyla… mysle, ze bylabym bardziej szalona nastolatka! A tak nic tylko te gory i gory… ;) Moze bylabym bardziej buntownicza? Ale na pewno mniej pewna siebie- wiara jednak daje sile i pewnosc, ze jestem duzo warta!

    Pozdrawiam, Agata :)

  • Reply Ponte 3 lutego 2016 at 22:32

    Czy nie traktujesz chwilami wiary jako swoistego gorsetu, który wszystko ‚trzyma na miejscu’ albo ‚źródła pociechy’? Bo to wtedy jest takie interesowne, nie sądzisz? Ostatnio trafiłem na postać Simone Weil (jak dla mnie hipsterka pełną gębą ;) i oddam jej głos: „Religia jako źródło pociechy jest przeszkodą w prawdziwej wierze: w tym sensie ateizm jest oczyszczeniem. Tą częścią mojej istoty, która nie jest przeznaczona dla Boga, powinnam być ateistką. Wśród ludzi, u których nie obudziła się nadprzyrodzona część ich istoty, ateiści mają rację, a wierzący jej nie mają.” + „Istnieją dwa ateizmy, z których jeden jest oczyszczeniem pojęcia Boga.
    Być może, każda rzecz zła ma swój drugi aspekt, który na drodze postępu do dobra stanowi oczyszczenie, a także trzeci – który jest dobrem nadrzędnym.
    Trzeba te trzy aspekty rozróżniać, bo pomieszanie ich stanowi wielkie niebezpieczeństwo dla myśli i dla skutecznego kierowania życiem.
    Z dwóch ludzi, którzy nie doświadczyli sami istnienia Boga, ten, który przeczy Jego istnieniu, jest Mu być może bliższy. Fałszywy Bóg, który we wszystkim przypomina prawdziwego, z wyjątkiem tego, że nie można się z nim zetknąć, będzie zawsze przeszkodą w dojściu do Boga prawdziwego.” Jeszcze komentarz co do jogi, to nie wszędzie (szkoły, instruktorzy) położony jest nacisk na aspekt duchowy, tylko raczej zdrowotny/sportowy. Jeśli szukasz tego zdrowotnego/sportowego a nie chcesz eksperymentować z jogą, to wybierz pilates. Sporo zależy na jakiego instruktora/kę trafisz, ale popytaj znajomych lub zaryzykuj ;-)

  • Reply TOJA 2 lutego 2016 at 14:39

    Gdybym nie wierzyła, to często nawet nie wstałabym rano z łóżka… Poszłabym spać dalej, bo w sumie po co wszystko jeszcze bardziej komplikować, skoro czasami wydaje się być już tak bardzo ciężkie i bezsensowne. Jednak przypominam sobie wtedy , że jest Ktoś kto jeszcze we mnie wierzy i liczy na mnie, pomimo tego, że tak często zawodzę. Nie żałuję żadnego dnia, w którym rano wstawałam z taką myślą. Było lepiej niż mogłam sobie to wyobrazić. Pozdrawiam :))

  • Reply Magda 31 stycznia 2016 at 14:07

    Przykro mi się zrobiło we fragmencie, w którym mówiłaś o małżeństwie. Może do końca Cię nie zrozumiałam, ale wychodzi na to, że ludzie nie wierzący, którzy mają tylko ślub cywilny to co? Ich małżeństwo jest jakieś mnie wartościowe? Gorsze? Nieważne? Ludzie mający ślub cywilny (również katolicy!) tak samo przecież dbają o swój związek jak ci po ślubie kościelnym? Jedni się razem modlą, inni robią to w inny sposób. Zresztą nie każde małżeństwo po ślubie kościelnym się modli. Może zareagowałam trochę emocjonalnie, ale ta sprawa dotyczy mnie osobiście. A czytam Twojego bloga prawie że od początku, od dawna pomagasz mi na nowo odkrywać Boga, a tu takie przykre slowa. Nie mniej jednak pozdrawiam ;)

    • Reply Jola Szymańska 2 lutego 2016 at 15:13

      Magda
      przepraszam, jeżeli Cię niechcący uraziłam. To strasznie delikatne sprawy. Na filmie mówię tylko i wyłącznie o sobie, to nie jest ocena innych. Kilka najbliższych mi osób jest w małżeństwach „niesakramentalnych” więc do głowy by mi nie przyszło wymądrzać się w tej kwestii czy tym bardziej mówić „jak żyć”.
      Życzę Ci wszystkiego dobrego i błogosławię + :-)

      • Reply Raphael 2 lutego 2016 at 16:28

        Te sprawy są delikatne, ale też i gdy np. dwoje wierzących ma ślub cywilny ( i podkreślam nie ma żadnych przeszkód do zawarcia sakramentu małżeństwa) i do tego dzieci no to wydaje mi się że brak wtedy takiego świadectwa życia albo lęk przed odpowiedzialnością. Jeśli chodzi o niewierzących żyjących w małżeństwach cywilnych to raczej wydaje mi się iż nie to że ich małżeństwo jest mniej wartościowe tylko brak jest wymiaru wiary i sakramentu, który dla wierzącej osoby ma ogromny wymiar. Tak czy siak napewno nie ma zero- jedynkowych odpowiedzi.

        • Reply Daria 24 lutego 2016 at 22:57

          Sakrament małżeństwa, jako jedyny, nie potrzebuje osoby kapłana, ani nikogo do ustanowienia go. Ten sakrament sprawują sobie sami małżonkowie ( czy jeszcze Narzeczeni ) i wiadomo, że jeśli ślubują sobie nawzajem, a mają w sercu Boga i biorą Go na „świadka” to nic więcej się nie liczy… Zawsze kojarzy mi się taka abstrakcyjna sytuacja np na Bezludnej Wyspie. Nie ma księdza, tylko dwóch ludzi, którzy chcą rozpocząć nową cywilizację :D I co, nie mogą, bo są bez ślubu, a to klops… no nie, bo nawet sami na plaży, ale obliczu Boga możemy zawrzeć sakrament Małżeństwa !

  • Reply Nana 27 stycznia 2016 at 18:24

    W sumie mam wrażenie, że nie robiłabyś nic specjalnie innego gdybyś nie wierzyła w Boga. Ja czasem sprzątam w niedzielę(przy dziecku nie mam na prawdę czasu w inny dzień), nie chodzę do Kościoła co niedzielę, czasem wpadam w wir pracy by potem leniuchować, kocham jogę – uważam, że można się wtedy bardzo przybliżyć do Boga a co do npr. uważam, że to dobra metoda ale powiedzmy sobie szczerze w wielu przypadkach zawodna (choroba, karmienie piersią kiedy cykl rządzi się swoimi prawami). Oczywiście, że 100% metodą antykoncepcji jest tylko brak stosunku, ale ja nie neguję tych innych metod. I nie uważam się za grzesznika. Po prostu nie spieszy mi się do drugiej ciąży(a nawet NIE MOGĘ bo cesarskie cięcie miałam). A co do samego tytułu vloga – to oczekiwałam bardziej hardkorowych wyznań :). Ja gdybym nie wierzyła to brałabym narkotyki, dużo bym doświadczała pod względem seksualnym z kobietami i mężczyznami, próbowałabym różnych mistycznych praktyk innych religii i chyba coś co mnie fascynuję i przeraża – wywoływałabym duchy i chodziła do wróżek :D. Wszystkie inne punkty poniekąd zaliczone, ale ostatnia część należy do mojego tabu i boję się nawet o tym myśleć.

    • Reply Jola Szymańska 28 stycznia 2016 at 09:28

      Nana co do NPR to nawet przy chorobach, stresie i nieregularnym cyklu, jeżeli jest dobrze prowadzone, jest skuteczne. Znam paru speców w tej dziedzinie i kobiety, które mimo różnych problemów nie stosują antykoncepcji – nie dlatego, że są naiwne tylko NPR jest dużo lepszy ;-) Zresztą to dzięki obserwacji siebie są w stanie dużo wcześniej wiedzieć o chorobie czy różnych zmianach w organizmie.

      A co do moich mało hardkorowych wyznań, to chyba po prostu jestem jakaś nudna :-) No i myślę, że brak łaski wiary pozbawiłby mnie nadziei i z takiej strony byłoby mi ciężko ale moje emocje, wartości, potrzeby (bliskość, wierność, bezpieczeństwo) raczej by nie były inne ;-) No tak myślę. Ale to wciąż puste gdybanie.

      • Reply Nana 28 stycznia 2016 at 20:35

        Nie jesteś nudna :)

    • Reply Raphael 2 lutego 2016 at 16:35

      To tak troche o tych hardkorach brzmi moim oczywiście zdaniem jakby przez to że wierzysz to nie możesz tych hardkorów robić.
      Więć wychodzi na to że wiara ci czegoś zabrania. Mi się wydaje że niczego Ci nie zabrania ale że jak pisze św. Paweł-” Wszystko moge ale nie wszystko przynosi mi korzyść ” i w tym kluczu to wiara chroni mnie przed zejśćiem na manowce i nadaje sens życiu i relacjom z innymi. Ale to moje subiektywne myślenie i oczywiście można się nie zgodzić

  • Reply Emily 26 stycznia 2016 at 17:16

    Byłabym bardzo nieszczęśliwa, gdyby moje życie było pozbawione Boga… pewnie czułabym głód czegoś :) i dlatego niektórzy np. szukają w jodze, co wg nie jest zbyt dobre, ale tutaj dla zainteresowanych odsyłam do książki Ks. Pelanowskiego ,, kuszenie dotyczy każdego” . :)

  • Reply Młoda Wojowniczka 26 stycznia 2016 at 15:55

    Mój szkolny katecheta mawiał, że jeśli jest duży syf w pokoju, to lepiej go ogarnąć i świętować niedzielę w czystym mieszkaniu;).

    • Reply Jola Szymańska 28 stycznia 2016 at 09:14

      Hieh i coś w tym jest ;-) Chociaż jak sobie zaczynam odpuszczać to potem łapię się na tym, że potem kolejny tydzień odkładam wszystko na niedzielę ;-)

  • Reply El. 25 stycznia 2016 at 23:21

    Gdyby nie było Boga to już dawno spakowałabym się i pożegnała z tym światem. Jest tu tak bardzo beznadziejnie i obsukrnie pod każdym względem, że nie miałabym siły żyć. Oczywiście są rzeczy, które czynią życie trochę mniej uciążliwym; przyjaciele, cele, które udaje się zrealizować, jakaś stabilizacja, piękne chwile, promienie słońca i śpiew ptaków na wiosne, zapach kwitnących kwiatów.. Właściwie chyba tylko wiosenny okres jest dla mnie takim życiowym detoksem. Sama czuję, że kwitnę wtedy. Często się zakochuję. Później przychodzi śmierdzące lato… Tylko wiara w istnienie Boga, Jezusa i Ducha świętego sprawia, że czuję czasem, że jeszcze nie umarłam. A wiara w Matkę Bożą pozwala mi mieć nadzieję, że kiedyś spotkam kogoś, kto pozwoli mi się obdarzyć bezwarunkową miłością i on obdarzy mnie miłością również bezwarunkową i razem zbudujemy dom oparty na wierze w Boga i pięknej, prawdziwie czystej miłości. I Tylko wiara pozwala mi utrzymać resztki nadziei… Bo to co widzę na co dzień w okół przeraża mnie i przytłacza swoją beznadziejnością. I jeszcze moja bezradność w tym wszystkim też mnie przytłacza. Codziennie muszę tłumaczyć sama sobie, że każdy sam wybiera swoją drogę i nie mogę mieć wpływu na konsekwencje wyborów innych ludzi… Zbyt idealistyczne to moje podejście do świata, nikt tego nie może zrozumieć.

    • Reply Jola Szymańska 28 stycznia 2016 at 09:18

      El to niepokojące trochę, jeżeli ciągle tak się czujesz. Czasem każdy ma taki ciężki czas, ale jeżeli to trwa już kilka lat, to zadbaj o siebie, bo Twoje życie nie musi być piękne tylko wiosną :-) Pozdrowienia!

  • Reply Ania 25 stycznia 2016 at 19:19

    Swego czasu byłam wolontariuszem w Bawarii i ilość dyskusji teologiczno-moralnych, które tam przeprowadziłam, skłaniała mnie ku refleksji „dlaczego nie mogę nawet obiadu zjeść jako nie-katolik w spokoju?!”. Potem była trójstronna wymiana studencka stanowiąca projekt badawczy dot. pracy socjalnej i… znów dyskusje (vel. obrona wiary) do kotleta, do snu, do spaceru… i znów refleksja „dlaczego nie mogę być zwykłym studentem?!”. Z drugiej strony bez Boga nie byłoby mnie – przynajmniej nie takiej jaka jestem, stąd przepędzać zwykłam te burzowe myśli ;)

    • Reply Jola Szymańska 28 stycznia 2016 at 09:11

      Aniu znam to uczucie :D Jestem uczulona na takie dyskusje i ciężko je znoszę. Ale relacja z Jezusem to nie kwestia teologii tylko miłości – dzięki Bogu :D

  • Reply Kasia 24 stycznia 2016 at 22:42

    Wcale nie miałabyś więcej czasu w niedzielę, a tyle samo.

    • Reply Jola Szymańska 25 stycznia 2016 at 14:49

      Chodzi o to, że mogłabym go inaczej wykorzystać ;-) Wiadomo, że 24 godziny to zawsze 24 godziny.

  • Reply Zainspirowana_światem 24 stycznia 2016 at 19:01

    :) Z racji, że dostałam pozwolenie, to podzielę się też swoim zdaniem. Nie wiem co kierowało Tobą Jolu w tematyce tego nagrania (cieszę się jednak, że nie kończy się ono w 5:18 minucie i że jest wyciągnięta konkluzja), ale czuję, że jeśli mnie łapią takie dylematy „jak to by było bez Boga w moim życiu”, to jest to zasługa diabła. Bo komu jak nie jemu najbardziej zależy na tym, żebyśmy znaleźli (pozorne) dobro poza Bogiem? Zwróciliście uwagę, że te myśli są właśnie początkowo pozytywne, jeśli ich nie zgłębimy? Że dopiero po głębszym namyśle dochodzimy, że za dużo można by stracić na takim życiu? Trochę jak z grzechem, czyż nie? Wszystko super, super, a konsekwencje wyjdą w praniu. Chciałam jeszcze się odnieść do jogi. Czytałam kilka wydań gazety „Egzorcysta”, widziałam też podobne artykuły „W drodze”, które tłumaczą niebezpieczeństwo tego typu medytacji. W internecie można znaleźć sporo wywiadów z ludźmi, którzy się wyrwali z tego bagna. Gorąco polecam, jeśli ktoś miałby problem ” czy korzystać z jogi”, a raczej czy „wchodzić w pułapkę pod tytułem Ja-bóg”.
    Pozdrawiam gorąco i dziękuję za kolejne iskierki nadziei wysyłane przez yt ;)!

    • Reply Jola Szymańska 25 stycznia 2016 at 14:55

      Zasługą diabła byłoby, gdyby za tymi myślami poszło łamanie przykazań ;-) Z tego co wiem, świadomość i znajomość siebie to nie grzech, a wręcz przeciwnie :-) Nie musimy się bać własnego cienia, Chrystus już odkupił ten świat.
      P.S. Jakie „pozwolenie” masz na myśli???

      • Reply Zainspirowana_światem 25 stycznia 2016 at 18:34

        :D no rzeczywiście masz rację co do łamania przykazań, ale dalej stoję przy swoim, że zastanawianie się nad tym jakby mogło być bez Niego może przynieść złe skutki … zwłaszcza dla tych którzy dopiero stawiają pierwsze kroki w wierze, albo mają dylemat czy w niej pozostać.
        Ps. „pozwolenie” w sensie Ty zaprosiłaś w nagraniu do komentowania i podzielenia się swoim zdaniem.

        • Reply Jola Szymańska 28 stycznia 2016 at 09:09

          Aaach teraz rozumiem ;) A co do zastanawiania się, to każda z nas ma prawo mieć swoje zdanie :D Dla mnie chodzi tu nie o skupianie się na tym „jak by było” ale o świadomość siebie. To tak złożona kwestia, że spokojnie mogłybyśmy przegadać na ten temat nie jeden wieczór ;)

  • Reply Anonymous 24 stycznia 2016 at 14:38

    Jeśli o mnie chodzi, na obecnym etapie życia nie ma raczej opcji, żebym nie wierzyła w Boga. Ponieważ moja niewiara obejmuje już zbyt wiele rzeczy, żeby jeszcze odmawiać sobie Jego. Głównie – nie wierzę w sens swojej pracy, nie wierzę nawet w możliwość docenienia jej przez innych. Wydaje mi się, że dla niewierzących praca jest bardzo ważnym elementem życia. Dla mnie jest to rzecz jałowa i bez smaku. A sprzątania szczerze nienawidzę. Druga sprawa – to ludzka miłość – ile jest przykładów potwierdzających, iż jest ona niedoskonała? Rodzice – niby cię kochają, ale rzadko się zdarza, by nie popełniali kardynalnych błędów. Żony, mężowie… – ile jest rozwodów? Dodatkowo – jeśli uważamy wybaczanie i kochanie mimo wad za element wiary – i też go odrzucamy – sprawa jeszcze bardziej się komplikuje. Dzieci… – jak ty popełniasz kardynalny błąd – może się zdarzyć, że traci się je, bo zrywają kontakt na zawsze. Kochać można także siebie – bez przerwy się w sobie zagłębiać (w czym pomagają pewne formy medytacji), sprawiać sobie przyjemność… ale ileż można? Po trzeciej paczce chipsów – ma się dość. Dodatkowo – moim zdaniem trudno jest zdrowo kochać siebie, jeśli nikt inny cię nie kocha. Znam osoby, które wypróbowują coraz to nowe formy ezoteryki, albo kupują coraz to nowe rzeczy – i dalej jest tak jak było. Ba! znam takie, co zapracowują się na śmierć, a dalej – jest tak jak było. Mamusia dalej zrzędzi, dlaczego się jest tylko dyrektorem wydziału a nie całej firmy. Na razie z mojej strony tyle. Chcesz więcej to pisz. ;)

  • Reply Szymon Podróżnik 24 stycznia 2016 at 13:24

    Podpisuję się pod tą końcówką!
    Dla mnie wyobrażenie sobie takiego życia to totalny bezsens. Po co robić cokolwiek, dla cywilizacji, kultury? Nie wiem czy to mnie by przekonało…

    • Reply Jola Szymańska 24 stycznia 2016 at 13:56

      Ja bym robiła dla siebie. Powiem więcej, ta motywacja brzmi całkiem… motywująco ;-))

    Napisz coś od siebie

    Zapisz się na mój newsletter!

    autoresponder system powered by FreshMail