dusza

Do świętszych od Papieża

13 stycznia 2014

Papież Franciszek ochrzcił wczoraj dziecko, którego rodzice nie są sakramentalnym małżeństwem. Przeczytawszy o tym pięknym geście wobec dzieci z rodzin nie-„idealnych”, zerknęłam na komentarze. I to był błąd.

Przeraziłam się jazgotem, sykiem, interpretacją kanonów i ocenianiem do którego momentu istnieje szansa na katolickie wychowanie dziecka urodzonego poza małżeństwem, a od którego takiej szansy nie ma.

Sama dorastałam w rodzinie rozbitej, a mimo to zostałam wychowana po katolicku. Bóg obdarzył mnie wspaniałą mamą i łaską pragnienia Jego bliskości. W przeciwieństwie do części koleżanek i kolegów z pełnych rodzin, wciąż szukałam Bożej bliskości i ciepła. Przy Bogu czułam się bezpieczna, chciana i akceptowana.

Na szczęście do pewnego momentu trafiałam na wspaniałych, otwartych ludzi – zarówno w Kościele, jak i poza nim. Do momentu, w którym dowiedziałam się, że rodziny takie jak moja, to patologia i zło, a dzieci takie jak ja są tym złem obciążone, w związku z czym nie należy im ufać.

W pewnym momencie nie przyznawałam się do tego, że rodzice nie są razem, że założyli nowe rodziny, bo bałam się usłyszeć prosto w twarz, że żyję w złej, opartej na grzechu rodzinie. Bałam się ocen ludzi, którzy kompletnie nie znali moich bliskich, a chcieli zmieszać nasz dom z błotem.

Do dziś przeraża mnie nienawiść, szyderstwo, poczucie wyższości i szafowanie godnością. Kiedy słyszę, że papież zrobił coś źle, że ubrał złe buty, że powiedział coś niezgodnego z dogmatami, to nie wiem czy śmiać się, czy płakać. Nie wiem. Wiem jedno – świadectwem wiary i miłości do Boga nie jest siedzenie w pierwszej ławce w kościele, śpiewanie oazowych piosenek, czy należenie do najświętszych kościelnych organizacji.

Świadectwem jest życzliwość, dawanie drugiemu szansy i troska o własne zbawienie, własną rodzinę i własne, nie cudze, łóżko. Papieżowi osobiście jestem ogromnie wdzięczna za to, że otwarcie kolejny raz wyciąga rękę do dzieci, którym zawsze będzie trudniej. Nie przemilcza tego, nie udaje, że one nie istnieją, ani że ten problem nie dotyczy Kościoła katolickiego. Bo dotyczy.

Małżeństwa niesakramentalne są w Kościele, stanowią jego niewyodrębnioną część. Nie mogą jednak przystępować do Komunii Świętej, z czym starają się pogodzić. W dodatku męczy ich to, że stwierdzenie nieważności małżeństwa coraz częściej jest kwestią znajomości i pieniędzy.

W końcu, chyba nie wszyscy zdają sobie sprawę z tak oczywistego faktu, że dorastanie w rozbitej rodzinie to nie tylko doświadczenie, ale przede wszystkim bardzo trudne zadanie dla samego dziecka – aby pracowało nad sobą i swoją świadomością, aby mądrze dojrzewało, aby było rozważne i starało się rozumieć swoje emocje, nie kierując się nimi ślepo, bo mają one często świadomość tego, że w życiu nie zawsze jest tak, jak sobie zaplanujemy i należy być odpowiedzialnym w konkretnych, pełnych łez i cierpienia, wyborach, a nie tylko w abstrakcji filozoficzno-doktrynalnej, którą można zamknąć w grubej księdze.

Osoby wychowane w pełnych rodzinach, a do tego otoczone pełnymi rodzinami, mają bezdyskusyjnie łatwiej. Łatwiej nie znaczy jednak lepiej. A już na pewno nie znaczy, że te osoby z tego powodu są lepsze. Nikt nie ma monopolu, ani jednej jedynej recepty na świętość.

Felieton ukazał się na DEON.pl.

O rozwodzie moich rodziców opowiadam też w tym tekście.

Zobacz inne wpisy

3 komentarze

  • Reply agnieszka 13 grudnia 2014 at 21:45

    Są też takie osoby, które decydują się nie wchodzić w kolejny związek, pozostają same, właśnie dlatego, by zachować jedność z Bogiem, by nie rezygnować z Niego dla bliskości drugiego człowieka. To droga heroizmu nierzadko, okupiona cierpieniem.Jej słodyczą jest bliskość Boga. Im chyba najtrudniej zrozumieć, że inni chcą mieć i jedno, i drugie.To są właśnie te nasze wybory…

  • Reply LotsOfSources 14 stycznia 2014 at 09:42

    Ach ci ludzie, którzy tak rzucają osądy i wyrokują o cudzym losie- mogliby tak kiedyś przeprowadzić najprostsze rozumowanie z perspektywy „swej wiary”- z perspektywy Miłości.

  • Reply Ania 13 stycznia 2014 at 22:07

    Osoby krytykujące papieża bo wyciaga ręce do dzieci ze związków niesakramentalnych, bo mówi coś, co sie nie podoba Jego oponentom, wystawiają sami sobie jak najgorsze świadectwo. Nie mają nawet świadomości, że sprowadzają pontyfikat do butów. Dziekujmy Bogu za dar Franciszka.

  • Napisz coś od siebie

    Zapisz się na mój newsletter!

    autoresponder system powered by FreshMail