kultura

Dlaczego jem lody czekoladowe, piję alkohol i nie zostałam muzykiem

7 października 2017

Lot podniebny i spadanie w dół, czyli krótka opowieść o mojej muzycznej edukacji. I jej konsekwencjach.

Zjadłam właśnie dwieście gram lodów czekoladowych. Lody czekoladowe dodają mi sił. Sięganie po lody i gryzienie kawałków czekolady jest spiritusem movensem kolejnych moich zdań. A z nich i z tego, że zjadłam lody jestem dumna. Mimo, że mi niedobrze.

Bo lody nie tracą mocy sprawczej. Lody nie odchodzą. Nie znikają. Nie robią krzywdy. Lody się je.

Dyplom w osobnej folijce

Lody położyłam na polonezie Jana Sebastiana Bacha, który należy grać w tempie umiarkowanym Moderato. Pochodzi z Suity h-moll. Jest smutny i nigdy go nie lubiłam. Mimo to, co najmniej kilka godzin mojego życia spędziłam ćwicząc jego trzydziestodwójki, legata, przednutki i crescenda. Takie legato z e trzykreślnego na ais dwukreślne, na ten przykład. Sześć półtonów. Niby niewiele, ale musisz podnieść trzy palce dokładnie w tym samym momencie, czwarty z nich przesuwając jednocześnie z klapki h na klapkę b. Do tego dochodzi przeniesienie słupa powietrza. Trafienie nim w dźwięk.

Niezauważalny ruch wargami kieruje dwutlenek węgla. Wymierzasz precyzyjnie. I skaczesz.

Dalej, kolejne non legata, forte na trylu. Kulminacja. Odpuszczasz, kulminacja.  Odpuszczasz. Odpuszczasz, kulminacja. Fraza po frazie, prowadzisz bez zastanowienia. Albo tak ci się wydaje. Nagle trio, szesnastki, piano, dolce. Zamieniasz się w tańczącego słowika, chociaż czujesz się jak zgrzany szczeniak. Oczywiście, to widać. Widzi to twój nauczyciel. Ty wiesz, że on widzi. Ale udajesz, że wierzysz, że latasz. Że masz Bacha pod kontrolą. Że cokolwiek masz pod kontrolą. Że gdziekolwiek lecisz.

Że nie stoisz w malutkiej salce, w trzydziestostopniowym upale, bez powietrza. Na poddaszu ogromnej szkoły. Że nie musisz przepraszać za to, że tu jesteś, że dajesz radę, że dobrze ci idzie. Że dobrze ci idzie. Że jesteś zdolna. Że dobrze idzie. Że dobrze mieć zawód, mieć konkretny zawód muzyka instrumentalisty. Flecisty. Mieć konkretny w kieszeni dziurawej, w dżinsach nieznanej marki, zawód.

Że nikt ci nie zazdrości, że jest dobrze, że jesteś lepsza. Bo będziesz muzykiem instrumentalistą. Instrumentalistką. Nieinstrumentalnie traktowaną zdolną, radzącą sobie dorosłą panią, grającą. Wyjątkową. Pozytywnie ocenioną egzaminacyjnie i społecznie. Z dyplomem, dołączonym do matury. W osobnej folijce. W jednej teczce wspólnej, papierowej, uroczystej. Kupionej w sklepie papierniczym, będącym spółką z ograniczoną odpowiedzialnością, usługowo handlową, należącą do osób, którym się nie chciało i nie ćwiczyły, i nie dostały dyplomu w drugiej folijce. Ale też trzeba je szanować.

 

Obowiązek

Czasem jeszcze śni mi się, że dalej muszę ćwiczyć. Że ćwiczenie to dalej „mój zasrany obowiązek”. Mój dług wdzięczności osobiście zaciągnięty wobec Ministerstwa Kultury i Sztuki, wobec Ministra nadzorującego szkolnictwo artystyczne, który przyjechał kiedyś do szkoły, a potem zginął i stał się legendą, bo był dobrym Ministrem i dobrze nadzorował. Był też prawicowy. I wszyscy byli zachwyceni.

Śni mi się, że mimo to, zaniechałam obowiązku. Że nie przygotowałam się do egzaminu. Że zapomniałam, a nikt nie zapomniał. Wszyscy w eleganckich strojach, z włosami w żelu, żelem we włosach, z poliestrowym kwiatem na wsuwce we włosach, ćwiczą. Pełne korytarze, pełne ćwiczenia, pełne dzieci patrzących na mnie i ćwiczących. Dzieci z nutami. Dzieci przy oknie. Dzieci wypełniających łazienki, ubikacje, kabiny i umywalki, i ćwiczących tam. Siedzących na zamkniętej ubikacji i ćwiczących.

Gamy, pasaże na rozgrzewkę są za nimi. One ćwiczą już legata, przebiegi sześćdziesięcioczwórek w niespotykanych skalach, niechromatycznych szykach, z podwójnymi krzyżykami, z dziesiątką bemoli przy kluczach. Dzieci, które patrzą znad nut i opanowanych na pamięć etiud na mnie. Patrzą na mnie, bo wiedzą, że zapomniałam. A one nie zapomniały. A ja zrobiłam coś bardzo złego, bo zapomniałam. A one ćwiczyły. A ja zapomniałam. A one wiedzą.

I patrzą.

 

Dociera

Wtedy się budzę. Dokładnie w momencie, w którym wiem, że wejdę do sali egzaminacyjnej, stanę przed komisją kilkuosobową i poważną. Zobaczę poważne miny. Zobaczę oczekiwania. Zobaczę powagę sytuacji w strojach, humorach. Zobaczę całą sekcję nauczycieli instrumentów dętych całego świata. Wszyscy w jednej sali. Wszyscy ludzie upoważnieni do diagnozowania moich możliwości, perspektyw, mnie samej, w jednym miejscu i czasie.

Kiedy zagram, zamkną się w tej sali i będą obradować. Bedą oceniać mój oddech. Jego głębokość, częstotliwość i głośność. Moje frullato, moje przebiegi harmoniczne, mój nieambitny repertuar, moje zgranie z akompaniamentem, z którym się nie zgrałam, bo nie ćwiczyłam. Bo zapomniałam. Moją dyscyplinę. Moją poważną minę, poważne podejście do sytuacji.

W tym momencie się budzę, kiedy już to wiem. Kiedy to do mnie dociera.

Prawdopodobnie dlatego jem dziś lody czekoladowe. A czasami piję także alkohol.

Fot. Karolina Grabowska

Zobacz inne wpisy

13 komentarzy

  • Reply Karolina 11 października 2017 at 18:23

    Doskonale Cię rozumiem, Jolu! Też uczyłam się w szkole muzycznej, jednak w takiej popołudniowej i w klasie fortepianu. Po ukończeniu I stopnia jednak zrezygnowałam, bo nie radziłam sobie z tą presją, a już najbardziej z egzaminami na koniec każdego semestru (identyczny tryb przeprowadzania jak u Ciebie), prawie przed każdym płakałam ze stresu, nie znosiłam tego porównywania, oceniania itd. Lepiej radziłam sobie jednak z teorią muzyki niż z grą na fortepianie, wiele osób namawiało mnie właśnie, żebym poszła do II stopnia ze względu na tę teorię i mój słuch absolutny, ale ja miałam już dość tego systemu i zrezygnowałam. Mimo wszystko uwielbiam grać na fortepianie, komponować, improwizować (tego nauczyłam się dopiero po szkole muzycznej!), bez tego całego systemu oceniania, zakazów/nakazów i stresu pokochałam fortepian. I Tobie też życzę pokochania gry na flecie! Bo tworzenie muzyki to coś pięknego, teraz już to rozumiem! :)
    Trzymaj się ciepło, Jolu!

  • Reply hipster polonistka 10 października 2017 at 22:41

    Sama prawda, celne trafienie, szkoda tylko, że w młodym wieku tak niewiele od nas zależy…
    PS: nie byłabym sobą, gdybym nie podpowiedziała: *wsuwce ;)
    Poza tym naprawdę jesteś super, pozdrawiam!

    • Reply Jola Szymańska 11 października 2017 at 10:09

      Oj szkoda… Ale dzięki za uwagę, uratowałaś moją ortografię :D

  • Reply DP 10 października 2017 at 21:45

    Jestem właśnie na etapie, kiedy rozważam odejście ze szkoły muzycznej. Chodzę do dosyć wymagającego liceum, a szkoła muzyczna (popołudniowa) była odskocznią, przyjemnością. Była. Co prawda, gram na flecie dopiero trzeci rok, więc żadnej przyszłości z tym nie wiązałam, ale od zawsze chciałam po prostu nauczyć się na czymś grać. Wcześniej, chodząc do muzycznej w małym mieście, była to dla mnie ogromna przyjemność i sprawiało mi to wielką radość. Sprawa się zmieniła. Wybrałam się do wielkiego miasta, za sobą pociągnęłam muzyczny zapał i trafiłam do jednej z lepszych szkół muzycznych. Pomijam, że muszę powtórzyć rok ze względu na słabe umiejętności. Od miesiąca chodzę zestresowana, nie umiem się skupić na zajęciach, ostatnio nawet się popłakałam. Nauczycielka na każdej lekcji daje mi do zrozumienia jak bardzo jestem beznadziejna i ile to ja mam braków. Myślę poważnie nad rezygnacją. Ale boję się, że będę strasznie tego żałować, że zostawiam coś co lubię ze względu na otaczający mnie z tego powodu stres. Dodam tylko, że raczej nie ma możliwości skorzystania z innej placówki muzycznej.

    • Reply Karolka 11 października 2017 at 19:08

      myślę, że warto ten moment przetrwać wspomóc się modlitwą i nauczyć się walczyć ze stresem i cieszyć każdą zagraną nutką:) Jeżeli kobieta daje ci do zrozumienia że jesteś gorsza to znaczy że jest głupią babą, po prostu! Szkoda twojej pracy by teraz porzucić marzenia i zrezygnować, tylko dlatego że w czyiś oczach możesz się wydawać inna!

      Powodzenia, z Bogiem!

  • Reply Bky 10 października 2017 at 16:44

    Mam nadzieję, że kiedyś wszystkie złe wspomnienia się odczarują i będziesz grać kolędy, przy choince, wśród świec, z mężem przy ramieniu i dzieciakami wokół. Ciepła ci Jolu życzę! Ciepła wewnątrz, ciepła wokół, ciepłych ludzi :)

  • Reply Ola Sz. 10 października 2017 at 16:28

    Jolu, jak ja to doskonale znam. W tym roku odliczam każdą przećwiczoną minutę do dyplomu…z fletu. Dopiero październik, a ja już nie mogę. xD Dziś widzę wszystko tak jak na dołączonym obrazku. xD file:///C:/Users/Ola/Pictures/2016/Depresja%20muzyczna.jpg

    Żeby było pozytywnie zostawiam uśmiech. O proszę :-)

  • Reply AR 10 października 2017 at 13:06

    Rzadko cokolwiek komentuję, ale koło tego tekstu nie mogę przejść obojętnie. To prawda. Szkoły muzyczne nie są dla wszystkich. I jako była uczennica takiegoż przybytku mówię to bez cienia wyższości, a jedynie ze zrozumieniem. Przykro mi tylko, że nie-muzycy czytający ten tekst zaczną postrzegać szkoły muzyczne jako wiezienie, a sale do ćwiczeń – jako komnaty tortur. I jeszcze, nie daj Boże, uznają, że już lepiej żeby ich dzieci grały na tabletach 24/7. Pewnie przesadzam, ale chciałabym, żeby wiedzieli, że edukacja muzyczna we wspaniały sposób rozwija człowieczeństwo, a wielu jej młodym adeptom pomaga odkryć powołanie i daje wiele radości! Pozdrawiam :)

    • Reply Jola Szymańska 10 października 2017 at 13:27

      AR ja myślę, że to, że rozwija jest niepodważalne :) Ale szkoły muzyczne mają też też swoje problemy i ciemne strony. Spędziłam w szkole ogólnokształcącej muzycznej 10 lat, od kiedy skończyłam lat 9 do czasu kiedy miałam lat 19. I znam plusy i jestem za nie bardzo wdzięczna. Ale dziwi mnie to milczenie o minusach. O koleżankach zmuszanych do szkoły przez rodziców, o wmawianiu nam, że jesteśmy lepsi, o nieustannym porównywaniu i wartościowaniu dzieci na podstawie ocen z instrumnentu. Pomijam inne patologie, bo to może kwestia konkretnej szkoły :) Szczerze mówiąc szkolnictwo jako takie mnie nie interesuje. Interesują mnie ludzie i to jak się po tym wszystkim ponaprawiać albo jak w samej szkole się przed ewentualnymi szkodami uchronić :) Dzięki Ci wielkie za ten komentarz! :)

  • Reply Mia 9 października 2017 at 22:24

    A poszłabyś do szkoły muzycznej jeszcze raz?

    • Reply Jola Szymańska 10 października 2017 at 12:42

      Myślę, że to nie kwestia szkoły muzycznej, plastycznej czy językowej ale tego co dany system ze mną robi. Na ile jestem w nim, bo chcę a na ile jestem, bo boję się nie być…

  • Reply bw 9 października 2017 at 22:04

    Jola, zostaw tę Masłowską w spokoju. Jesteś lepsza, możesz lepiej.
    <3

  • Napisz coś od siebie

    Zapisz się na mój newsletter!

    autoresponder system powered by FreshMail