dusza

Boże Ciało

19 czerwca 2014

Raz jeden sypałam kwiatki w białej sukience – była do kolan i miała granatowe paski na rękawach.

Potem na wakacyjnych rekolekcjach grałam w niej aniołka. Miałam jakieś 5 lat. Z tradycjami miewam problem do dziś, choć dopiero ostatnio zdałam sobie z tego sprawę.

Z czerwcowych procesji pamiętam pierścionki, które rodzice kupowali mi co roku na odpuście. Właściwie nie wiem, czy był to „odpust” (?)… po prostu, tego akurat dnia pod kościołem stały stragany ze szczytami dziecięcych marzeń. To normalne, że z dzieciństwa pamiętam radości, na których się skupiałam – sukienkę, pierścionki, kredki od wujka, wygłupy kuzyna i obiad – ale od tego czasu minęło prawie 20 lat, a moich wspomnień o Bożym Ciele wcale wiele nie przybyło.

Nie wiem, czy można to nazwać „olaniem” tradycji i na ile wynikało ono z racjonalnych rozwiązań, ale procesji nie-dziecięcych było w moim życiu kilka, a pamiętam dobrze dwie. Zabawne… Cenię tradycję w której się wychowałam i bardzo mnie ona cieszy, ale… nigdy nie miałam do niej podejścia bezwzględnego. To chyba dobrze, chociaż…

2 lata temu uczestniczyłam w procesji z Katedry Wawelskiej. Było niesamowicie. 3 lata temu było przyjemniej, bo mniej upalnie i spokojnie, a nad moim zielonym osiedlem królowała Boża czułość. Iść z Jezusem można (można w ogóle iść bez Niego?) zawsze, ale w procesji Jego obecność jest tak dosłowna, bezpośrednia i oczywista, że człowiek ma ochotę krzyczeć o miłości, która go ogarnia, całemu światu.

Jest tak, że Bóg zaprasza do Wszystkiego* po cichutku, nieśmiało, więc kiedy odpowiadam „bez przesady, nie mam czasu”, to nie mam do siebie większych pretensji. Czasem może mały żal. Jednak, gdy ruszę cztery litery, a szczególnie gdy strasznie mi to ruszenie „nie pasowało”, Jezus rzuca mi się na szyję i przytula tak mocno i rozkosznie jak nikt inny. A ja nie wiem wtedy, czy zarzucać sobie głupotę za wszystkie sytuacje w których „nie dałam rady”, czy prosić Go o wyciąganie mnie do siebie bez zbędnych subtelności i próśb… ach tak, Jemu zachciało się ludzkiej wolności :)

Postaram się iść dziś na procesję – nie dla nawrócenia świata, świadczenia o wierze, czy czegokolwiek. Może nawet nie dla samego Boga, a dla siebie – bo ja, w całym swoim lenistwie, tęsknię za Tobą, Jezu! W dodatku za oknem jest tak piękne, że jeżeli się nie pozbieram na ten spacer, to jestem głupsza, niż myślałam.

*Wszystko to Wszystko, co Dobre. Wszystko to Miłość.

P.S. Ktoś na osiedlu włączył Radio Maryja na full. Nieźle. Pozdrowienia z Krakowa :)

Zobacz inne wpisy

8 komentarzy

  • Reply Rafał Gelzok 21 czerwca 2014 at 22:37

    Jolu, poza tym, że pięknie piszesz, muszę Ci powiedzieć, że nie mogę się z Tobą zgodzić, kiedy piszesz: ” Może nawet nie dla samego Boga, a dla siebie – bo ja, w całym swoim lenistwie, tęsknię za Tobą, Jezu!” – robisz to dla Was, dla Waszej więzi, w której jesteście. Taka zależność w przyjaźni i to nigdy nie jest jednostronne, bo w tym przypadku Bóg też przychodzi do Ciebie, więc jeśli Ty chcesz i On chce… Poznajecie się nawzajem w odniesieniu do siebie, bo Bóg wskazuje Ci na Swoje pragnienie, a Ty Jemu na swoje… ;)

    Moje tegoroczne doświadczenie procesji Bożego Ciała, to uświadomienie sobie, że Kościół nie ma za wiele do zaoferowania młodym, np. starodawne pieśni, choć piękne, to powinny w jakimś stopniu ustąpić miejsca tym współczesnym. Bo kiedy patrzyłem na tę całą procesję, to widziałem „przyzwyczajenie” starego pokolenia, którego niedługo nie będzie. A nie zachęcimy ludzi, tych „niedzielnych”, do uczestniczenia w procesjach i pogłębiania wiary, jak poprzez otwarcie się na nich, czy to przez ewangelizację (co wymaga dużo więcej zaangażowania), czy przede wszystkim dostosowanie tzw. „otoczki” do współczesnego świata, czyli pokazanie, że Kościół jest normalny, ludzki, dla ludzi. Osobiście, dla mnie procesja ma charakter misyjny. Tak, jak piszesz, że to specyficzne doświadczenie Żywego Boga i jedności Kościoła, więc dlaczego się tego nie wykorzystuje?

    Trochę się rozpisałem o tym, co mnie w tym boli, ale… to takie wołanie, żeby Jezus uzdrowił te rany, te odejścia ludzi i pozwolił im na nowo (nam też!) zacząć żyć razem z Nim.

    Bóg jest przy Tobie,
    pamiętaj. +
    ;)

  • Reply misjonarz 20 czerwca 2014 at 11:34

    Hmm. to, że Jezus mnie szuka to powiedziałbym „pikuś” :-) (oj nie miałem innego słowa – sorry ;-) ), ale gdy pewnego razu musiałem „wypić jego kielich”, no to już powiem tak – „jazda”. Autentycznie :-), ks. Zbigniew udzielał nam komunii pod 2 postaciami, ale on bał się wypić pozostającej reszty, gdyż brał antybiotyki, no i tę końcówkę, musiałem wypić z kielicha (pozostali mieli tylko zamaczaną hostię – co oczywiście jest równoznaczne, ale inaczej wyglądające). Powiem szczerze, że łyknąłem i mówię do x. Zbigniewa, podając mu kielich aby też jemu coś zostało. Nie zgodził się – musiałem wypić kielich do dna :-). No cóż, strasznie niegodnie się czułem, ale kiedyś mój spowiednik potwierdził mi, że to było dobre natchnienie – „teraz wiesz, że jesteśmy niegodni”. No właśnie, takie jestem niegodny a Jezus przychodzi, to o czymś świadczy – Bóg mnie kocha takiego strasznego grzesznika, chociaż nie zwalnia z pracy nad sobą.

    p.s. o innym zdarzeniu eucharystycznym, innym razem – pozdrawiam

  • Reply Latawiec 19 czerwca 2014 at 19:47

    Ja uwielbiam myśleć o swoim życiu w trakcie procesji… Ech niezbadane są wyroki Boskie, też tesknie za nim :) skromnie zapraszam do siebie

    • Reply Jola Szymańska 20 czerwca 2014 at 08:15

      Niezbadane i zawsze najlepsze :) dzięki za zapr ;)

  • Reply misjonarz 19 czerwca 2014 at 12:42

    Lubię procesję Bożego Ciała i modlitwę w czasie jej trwania, chociaż oczywiści i na niej miewam różne większe, czy mniejsze kryzysy. Jednak to dobrze, bo kryzys coś mi uświadamia a mianowicie uruchamia serce i to aby to serce w końcu oddać Bogu.
    Dzisiaj Pan Jezus powędrował na moje osiedle, a tak sobie obszedł mój blok dookoła :-). Czasem się zastanawiam, jak sam Pan Jezus mnie szuka :-) i to dosłownie a dzieje się to poprzez znaki – symbole, np. obraz, lub obrazy, lub autentycznie poprzez Jego ciało. Dla mnie to troszkę dziwnawe, jednak dające do myślenia, np. razu pewnego widziałem jak kapłan poszedł z ciałem Pańskim do chorej i pomylił sobie blok, ale zreflektował :-) i poszedł 2 bloki dalej, no i wszedł do mojej klatki – do chorej sąsiadki, no ale do mojej klatki !!! Dla mnie to było ciekawe, zwłaszcza, że za kapłan pomylił bloki. Innym razem byłem w szpitalu u mojej mamy i nagle wchodzi kapłan z Panem Jezusem i prawie „opadła mi szczena”, ale też coś się uruchomiło, och jak dobrze było by go przyjąć. No i dziś powędrował sobie na osiedle. Ciekawe, że w czasie procesji panowała taka piękna cisza i świeciło słońce a wiatr, no to oczywiście przypominał mi Ducha Świętego :-). Działo się w moim sercu jeszcze coś innego, ale to po prostu Duch Święty dobijał się do niego i próbował otworzyć, no ale jeżeli sam nie otworzę, to Ona tam na siłę się nie wepchnie. Trzeba mi jeszcze podjęcia odpowiednich decyzji, wolnych decyzji, bo Bóg szanuje moją wolność.

  • Reply Aneta Gmitrzak 19 czerwca 2014 at 10:43

    Ja tez dzis postaram sie pojsc na procesje:)
    W Krakowie jest dzis przeslicznie :)
    Tez pozdrowienia z Krakowa :)

  • Napisz coś od siebie

    Zapisz się na mój newsletter!

    autoresponder system powered by FreshMail