dusza

3 podejścia do związków

18 września 2013

Każdy wrażliwy człowiek gdzieś w głębi duszy pragnie pokoju. Ciepła, akceptacji, bezpieczeństwa – Miłości. Pokój duszy jest właśnie stanem człowieka, który czuje się kochany. Nie musi nigdzie biec, wariować, szukać.

Obserwując ludzi, można jednak dojść do wniosku, że wcale nie, że taka „Miłość” nie istnieje, a już na pewno nie długo. Może się nam czasem wydawać, że wiara w „Miłość” to najniebezpieczniejsza ułuda na świecie, prowadząca do najstraszniejszych tragedii i sytuacji bez wyjścia. Można się zastanawiać, bo wiele osób nie ma najmniejszych wątpliwości co do tego, że ważne są pieniądze, pozycja i ewentualnie biurowy romans, względnie koleżanka na wieczór. Jeżeli ktoś w dodatku pochodzi z rozbitej rodziny i nie spotkał w swoim życiu osoby drugiej płci, która potrafi kochać, wtedy właściwie nie ma na czym oprzeć „bajek” o Miłości. No, bo… nie ma głupich.

Wydaje mi się, że ten problem to nie jest kwestia wiary, czy nie wiary w Boga, bycia chrześcijaninem, czy agnostykiem. Jako katoliczka wierzę, że Pokój i wiara w Miłość to łaski, którymi Duch Święty obdarza niektórych ludzi, niezależnie od tego czy i jak wierzą w Boga. Na początku wspomniałam o „wrażliwości” – każdy jest na swój sposób wrażliwy, ale wrażliwość jest często bardzo głęboko ukryta. Zatem – każdy tak naprawdę potrzebuje Miłości, ale nie każdy jest tego świadomy, nie każdy w Nią wierzy.

1. Szukanie miłości

Jedni „szukają Miłości” i jej nie znajdują, co chwilę wychodzą coraz bardziej poranieni z kolejnych relacji (nieraz z góry skazanych na klęskę). Często „szukają”, choć „nie wierzą” w to, że można ich kochać, tak po prostu. Wydaje im się, że żeby było to możliwe, muszą się wciąż ulepszać, muszą być dużo lepsi, niż są. Muszą mieć lepsze ciuchy, muszą być zdrowi, muszą być zawsze uśmiechnięci i pełni energii, odważni, bardziej elokwentni i zdystansowani. Pracują więc nad sobą, nie poddają się, a mimo to kolejny raz okazuje się że „miłość” się nie udała, a oni tracą grunt pod nogami: I co dalej? I gdzie sens? I po co to wszystko???

2. Sam miód

Drudzy „nie szukają”, bo „mają to gdzieś”, wystarczy im seks. Nie są „naiwni”. Są dumni z tej swojej mądrości, wyniośli i zdystansowani. Gdzieś tak głęboko, głęboko, głęboko tlą się zabliźnione rany. Te blizny rozrywają czyjeś niezabliźnione ciało, albo czyjeś blizny. Ale tacy ludzie nie chcą się na tym skupiać, wychodzą z założenia, że są szczerzy z otoczeniem i nie mają sobie nic do zarzucenia. Często oni właśnie są podziwiani – bo tacy silni, niezależni, pnący się w górę. Zasypują aluzjami i czarującymi opowieściami wielką pustkę.

3. Mimochodem

Trzeci wiedzą, że Miłość ich otacza, czują się kochani i choć nie znaczy to, że wszystko jest idealne, niekoniecznie są w związku, ale nie czują parcia na przewracanie swojego życia byleby ten związek mieć. Wiedzą, że Miłość to wybór, ale przede wszystkim nie mają wątpliwości, że tej Miłości są warci. Takie osoby są najszczęśliwsze. Nie szukają wielkich filozofii, nie uciekają podświadomie w ulepszanie – a ulepszanie czasem wychodzi im mimochodem, jeżeli tylko nie stoją w miejscu.

Komu wierzyć? Czasem każdy ma takie momenty, w których po ludzku się boi – swoich słabości, słabości drugiej osoby, czy tego, że niebo spadnie my na głowę. To ludzki strach. Możemy sobie jednak zawsze zadać to jedno pytanie: jak chcę żyć?

Zobacz inne wpisy

8 komentarzy

  • Reply Katarzyna Zielińska 19 września 2013 at 22:43

    Mysle, ze droga do szczescia jest po prostu nie szukanie go. Bo jak sie szuka, to nie znajduje sie prawdziwego szczescia, ale to, co uwazalismy za szczescie. A to wielka roznica.

    • Reply Jola Szymańska 19 września 2013 at 23:22

      ano! 6-ty akapit (o „Trzecich”) to właśnie to ;)

  • Reply Meg 18 września 2013 at 21:04

    Świetny tekst!! Pozdrawiam

  • Reply Jola Szymańska 18 września 2013 at 19:13

    Kto powiedział, że mamy żyć „na maxa”? I co to znaczy „na maxa”? Szybko jeździć na rowerze?;p Ja tam wolę umiar :) Dobrego! :)

    • Reply Anna Parol 18 września 2013 at 23:23

      „Na maxa” w sensie „w pełni”. Nie tylko nieszemrający na zło, którego doświadczamy ale błogosławiący Boga za wszystko co nas spotyka.
      PS. Był dobry? :)

      • Reply Jola Szymańska 19 września 2013 at 10:42

        No, zły nie był ;) Mam nadzieję, że Twój też!

        Widzisz, masz rację, ale pisałam tu o innej płaszczyźnie – nie tyle duchowej, co codziennej i zewnętrznej. Życie w pełni duchem to nie zawsze „życie w pełni” w rozumieniu współcześnie promowanego stylu życia (kariera, kasa, etc.). Pozdrawiam!

  • Reply Anna Parol 18 września 2013 at 14:48

    „Żeby zawsze było tak samo (…) umiarkowanie..”. A my, chrześcijanie mamy żyć na maxa! W pełni! I to jest największa zagadka dla stojących obok nas: niby ograniczeni – Przykazaniami, Wolą Boga, perspektywiczną świętością – a jednak wolni, szczęśliwi, zadowoleni. Pełni pokoju nawet, gdy doświadczamy trudności. Ale na szczęście, Bóg nas od nich nie uwalnia. I możemy doświadczać, że często sami już nie wiemy, która miłość podkreśla naszą godność, a nie ukradkiem nas z niej odziera. I widzimy, że jesteśmy tak samo słabi, jak ci, którzy już nie wiedzą nawet, że się dawno zgubili..
    <> (2 Kor 4,7)

    Dobrego dzionka, Dziewczyno! ;)

  • Napisz coś od siebie

    Zapisz się na mój newsletter!

    autoresponder system powered by FreshMail